Permisie

Permakulturowe Forum Dyskusyjne – Miłośnicy Permakultury z Kraju i ze Świata

Permakulturowe Forum Dyskusyjne

Miłośnicy Permakultury z Kraju i ze Świata

Read more

Permisie

Witaj w witrynie Permisie.pl, gdzie znajdziesz wiele informacji na temat permakultury w kraju i na świecie. Koniecznie odwiedź nasze forum, poczytaj bloga, wstąp do zaprzyjaźnionej witryny permakultura.edu.pl. Zajrzyj do nas na Facebooku, oraz do grup Permakultura Warszawa i GIY Warszawa.



Imigranci

Wśród części przyrodników, ekologów, leśników, ogrodników i rolników panuje przekonanie, że importowane z dalekich stron gatunki roślin, swoiści imigranci do naszego kraju, działają na szkodę naszego środowiska.

Glediczja trójcierniowa, jedno z cenniejszych drzew w permakulturze, trafiła do Polski z Ameryki Północnej.

Glediczja trójcierniowa, jedno z cenniejszych drzew w permakulturze, trafiła do Polski z Ameryki Północnej.

Istnieje wiele przykładów roślin, które rozprzestrzeniły się w sposób niekontrolowany, zajmując nisze lokalnych gatunków, rywalizując z nimi lub wypierając je. Wiele gatunków jest zakazanych przez prawo i w danym kraju lub regionie uprawa ich jest surowo karana.

Projektowanie permakulturowe z zasady wzoruje się na naturze, czy więc zasadnym jest wprowadzanie do naszego ogrodu, sadu lub lasu gatunków, które naturalnie u nas nie występują?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy zastanowić się nad relacją pomiędzy lekcjami przyrody a dobrym projektem permakulturowym.

Czerpiąc z doświadczeń natury, dostrzegamy wzorce w niej panujące i wzajemne zależności między elementami. Planując ogród leśny nie odtwarzamy wyimaginowanego ogrodu Edenu z prehistorycznych czasów, korzystamy natomiast z wzorca powstawania prastarej puszczy czy lasu. Obserwujemy piętra lasu, relacje pomiędzy drzewami, krzewami, bylinami, trawami czy pnączami. Analizujemy rolę poszczególnych gatunków i widzimy, że jedne zapewniają ściółkę, inne akumulują minerały, jeszcze inne odstraszają szkodniki, wiążą azot z powietrza czy wabią zapylacze. Ustalamy potencjalne nisze i sytuujemy je w planie tak, aby stworzyć jak najwięcej korzystnych relacji.

Karagana syberyjska, niezwykle ceniony w permakulturze krzew, trafił do nas z Syberii i Mandżurii.

Karagana syberyjska, niezwykle ceniony w permakulturze krzew, trafił do nas z Syberii i Mandżurii.

Doboru gatunków dokonujemy w ostatniej fazie projektowania, starając się, aby były one jak najbardziej przydatne dla użytkowników ogrodu leśnego, w tym i dla nas, ludzi. W tym celu sprawdzamy, jakie gatunki całego świata spełniają nasze wymogi i jednocześnie rosną w bardzo podobnych do naszych warunkach (w tak zwanych klimatach analogicznych). Nie boimy się zaprosić ich do naszego ogrodu, gdyż nie zjawią się w nim masowo, a raczej zajmować będą jedną z bardzo wielu nisz, dzięki czemu ich możliwości ekspansji będą drastycznie ograniczone. A gdyby nawet zdarzyło się, że rozrastają się ponad normę, posłużą doskonale jako materiał do ściółkowania w naszym leśnym ogrodzie.

Nie bójmy się stosować gatunków niewystępujących u nas w naturze w naszych projektach – właściwie umieszczone i pielęgnowane przyczynią się one do wzrostu bioróżnorodności i atrakcyjności naszego ogrodu dla wszystkich żyjących stworzeń dużych i małych.

Współpraca

Patrząc na łany kukurydzy czy zboża ciągnące się po horyzont, widzimy jak ubogie w gatunki roślin i zwierząt jest to siedlisko. W takim siedlisku, cokolwiek uprawiamy, zdane jest na łaskę i niełaskę człowieka, gdyż w takiej monokulturze w żaden sposób nie jest w stanie przetrwać samodzielnie. Roślina żyje wyłącznie dzięki zabiegom agrotechnicznym, nawożeniu, biocydom, a często i nawadnianiu. Rośnie w na wpół martwej i wyjałowionej glebie, której z roku na rok ubywa w wyniku orki i erozji, a ilość ludzkiej troski o uprawy i nakłady muszą nieustannie rosnąć, aby nie spadały plony.

Inaczej w pierwotnym lesie, gdzie od jego najniższych partii, po korony drzew, tętni życie wielu gatunków. Od bakterii, pierwotniaków, nicieni i grzybów w glebie, po ptaki kołujące nad lasem, wszystko jest ze sobą w mniejszym lub większym stopniu powiązane. Choć część gatunków rywalizuje ze sobą o nisze, o pokarm, o terytorium, o światło czy o miejsca lęgowe, to jednak w skali makro dominuje współpraca. Grzyby mikoryzowe współpracują z drzewami, rośliny karmią zwierzęta, a te roznoszą ich nasiona i nawożą glebę. Las nawet mityguje klimat, chłodząc powietrze w lecie i ocieplając w zimie, nie mówiąc już o tym, że wpływa na tworzenie się chmur i ilość opadów, czym „świadczy usługi” nie tylko sobie, ale i otoczeniu, a w szerszej skali, naszej planecie.

Las jest doskonałym nauczycielem projektowania permakulturowego.  Pokazuje nam, jak współpraca gatunków pozwala systemom biologicznym trwać, bez dopływu zasobów z zewnątrz. Pierwotnych lasów ani nikt nie nawoził, ani nikt nie podlewał, ani tym bardziej nie stosował w nich chemii, a wyrosły tak, że człowiek współczesny skłonny jest je podziwiać i chronić.

Korzystając z wzorców natury, projektujemy permakulturowo systemy, gdzie tak jak w naturze każdy element pełni wiele funkcji, ale z każdą z funkcji wspomaga wiele elementów. Jest to swoista polisa ubezpieczeniowa na wypadek tego, że gdy jeden z elementów zawiedzie, inne go zastąpią.

Dobierając elementy naszego projektu, czy to ogrodu, czy farmy, czy konstrukcji domu, powinniśmy uwzględniać jak najwięcej elementów ze sobą współpracujących, i wzajemnie się wspomagających, z korzyścią dla obu stron. Niemal wszyscy znamy koncepcję korzystnego sąsiedztwa roślin, ogrodnicy wiedzą, że bazylia rośnie lepiej wraz z pomidorami, a ziemniaki z grochem. W sadzie, drzewom owocowym towarzyszyć powinny rośliny wiążące azot z powietrza, pobierające minerały z głębokich warstw gleby, odstraszające szkodniki czy wabiące owady zapylające.

Korzystne łączenie elementów w przypadku zwierząt polega na takim ich zestawianiu , aby dzieliły wspólne nisze, ale w ramach niszy korzystały z innych dostępnych zasobów. Klasycznym tego przykładem jest wypas rotacyjny, gdzie za stadem bydła podążają owce, a za owcami drób. Na pewno nikogo nie zdziwi to, że identycznie przemieszczają się wielkie stada dzikich zwierząt na afrykańskich sawannach – projektanci permakultury nie wymyślili wypasu rotacyjnego, podpatrzyli go po prostu w naturze.

W przypadku budynków klasycznym rozwiązaniem jest dołączenie do bryły domu szklarni od południa, co pozwala tanio dogrzewać dom zimą, roślinom w szklarni dostarczać dwutlenek węgla, a nam stwarzać warunki do produkcji żywności nawet w miesiącach zimowych.

Jeżeli zestawiamy elementy nie biorąc pod uwagę ich wzajemnych relacji, rośliny mogą nie chcieć nam rosnąć, zwierzęta mogą chorować lub w ekstremalnych przypadkach zjadać się nawet, a dom może generować niepotrzebne koszty i być niefunkcjonalny oraz niewygodny do zamieszkania. Tak się z reguły dzieje, gdy zamiast współpracy, pomiędzy elementami występuje konkurencja w dowolnej postaci.

Tworząc tak zwane „niewidzialne struktury” czyli współpracując z ludźmi, powinniśmy też zwracać uwagę na to, czy są to osoby kooperujące, czy rywalizujące. W towarzystwie ludzi kooperujących, możemy zarówno razem więcej osiągnąć, jak i więcej się od siebie nawzajem nauczyć.

Drzewo

Drzewa są bez wątpienia jednymi z najważniejszych roślin na naszej planecie. To one w największym stopniu przekształcają energię słońca na energię dostępną dla nas, w postaci pożywienia i surowców. Drzewa produkują ogromną ilość biomasy, moderują klimat i chronią przed wiatrem. Pompują ogromne ilości wody, którą następnie oddają do atmosfery, aktywnie przyczyniając się do powstawania chmur i występowania opadów.

Projektanci permakultury wykorzystują drzewa niemal we wszystkich systemach – żadne inne rośliny nie zapewniają tak korzystnej proporcji nakładów do zysków. Drzewa, jako organizmy długowieczne, bardzo często służą nie tylko projektantowi i jego pokoleniu, ale i wielu następnym generacjom.

Jesień to najlepszy czas na sadzenie drzew i do tego chciałbym Cię dziś zachęcić – posadź choćby jedno drzewo tej jesieni. Wybierz takie, które będzie spełniać wiele funkcji – będzie dawać cień, modyfikować wiatr, dostarczać produktów do zastosowania w kuchni, w ziołolecznictwie, w rzemiośle, w sztuce, czy w innych dziedzinach, które Cię pasjonują. Takie, które ściągnie na Twoją działkę ptaki, owady i innych porządanych gości ze świata zwierząt. Wybór jest ogromny, bo tak wiele jest różnych drzew.

Posadź drzewo w sposób permakulturowy – nie kop okrągłego dołka pod drzewo, gdyż wtedy korzenie mają tendencję do wzrostu w koło. Wykop dołek na planie kwadratu – korzenie dojdą wtedy do rogów i zaczną wrastać w glebę.  Aby to ułatwić, rozluźnij ściany dołka widłami. Rozmiar dołka dostosuj do rozmiarów korzeni, rozkładając je bardziej na boki niż w głąb dołka.

Wierzchnią warstwę gleby odkładaj osobno na bok, nie mieszaj z głębszymi warstwami. Ziemię z głębszych warstw odłóż obok. Najlepiej odkładać poszczególne frakcje na karton lub plandekę.

Sadzenie drzewka 1

Sadzenie drzewka 1

Umieść korzenie drzewka w wodzie na dwie godziny przed sadzeniem. Napełnij dołek wodą i poczekaj aż wsiąknie. Ponownie napełnij dołek wodą i gdy jej poziom opadnie do połowy, przystąp do sadzenia.

Umieść drzewko w dołku na taką głębokość, na jakiej rosło w szkółce lub w donicy. Jeżeli drzewko jest szczepione, miejsce szczepienia musi znajdować się nad ziemią. Pęd główny powinien być zwrócony do wiatru, a miejsce szczepienia znajdować się za wiatrem. Zasyp dołek glebą pobraną z głębszych warstw, mieszając z resztkami wody tak, aby nie pozostało w glebie powietrze. Postaraj się, aby wszystkie korzenie skierowane były na zewnątrz. Następnie dosyp wierzchnią warstwę gleby, a jeśli była porośnięta trawą, ułóż ją trawą do dołu. Podlej raz jeszcze i ugnieć lekko wokół pnia.

Przestrzeń wokół dołka pokryj cienką warstwą dodatków doglebowych (najlepiej kompostu z dodatkiem pyłu skalnego (mączki granitowej lub bazaltowej), bo tak jak w naturze las zasilają opadłe na glebę liście i ściółka, tak Twoje drzewko będzie zasilane tym, co znajduje się na powierzchni, a nie w dołku.

Sadzenie drzewka 2

Sadzenie drzewka 2

Przykryj obszar wokół dołka mokrą tekturą lub gazetami tak, aby drzewko otaczał krąg o średnicy około 1 metra. Na koniec utwórz wokół drzewka pierścień ze ściółki, najlepiej ze zrębki.  W tym kręgu możesz posadzić kilka roślin towarzyszących lub ochronnych – wiążących azot z powietrza, dostarczających przyszłej ściółki, okrywowych, odstraszających szkodniki czy gryzonie.

Bill Mollison, twórca permakultury, poświęcił drzewom i ich energetycznym transakcjom cały rozdział w swoim podręczniku projektowania permakulturowego, będącym do dziś niedoścignionym źródłem wiedzy dla projektantów. Bill odszedł od nas 24 września 2016 roku, a jego ostatnim życzeniem było, aby każdy, komu bliska jest permakultura i jego pamięć, posadził drzewo, najlepiej owocowe.

Jeżeli tej jesieni drzewo posadzisz, i przy tej okazji wspomnisz Billa, możesz podzielić się ze społecznością permakulturową zdjęciem swojego drzewa, na przykład w mediach społecznościowych.

Serdecznie namawiam, aby zrobić to na Facebooku, na swojej stronie, lub na naszym forum Permisie.

Oznacz swoje zdjęcie #PlantedforBill

Obrazki z Permakulturowego Miejsca Pokazowego „Ostoja”

Gotowanie na słońcu

Jedną z podstawowych zasad projektowania permakulturowego jest gromadzenie i przechowywanie energii. A nic, co jest nam dostępne nie dostarcza jej więcej niż Słońce. W nadchodzące ciepłe dni warto wykorzystać energię Słońca do gotowania, choćby i wody na herbatę.

Najprostsze kuchnie solarne można wykonać z odpadów opakowań tekturowych i folii aluminiowej, a do umieszczenia w kuchni produktów (czy wody), które chcemy gotować potrzebny nam jeszcze będzie garnek – najlepiej czarny, z pokrywką.

Kuchnia solarna

Kuchnia solarna

Z tektury wycinamy kliny (szczegółową instrukcję budowy znajdziesz TUTAJ ),  które złożą się na czaszę kuchni. Oklejamy je folią aluminiową i łączymy w dowolny sposób, na przykład sklejając lub zszywając. Z cieniutkich drewnianych pałeczek lub drutu wykonujemy podstawkę pod garnek, i nasza najprostsza kuchnia gotowa. Teraz wystarczy ustawić ją w stronę Słońca, wstawić garnek i czekać, aż się nagrzeje. Z reguły przy ładnej pogodzie wystarczy 10 minut, aby temperatura wody przekroczyła 80 stopni. Dalszy wzrost temperatury zależy od wielu czynników – intensywności promieniowania słonecznego, miejsca gotowania, kierunku i siły wiatru, i tym podobnych czynników. Temperatura wzrośnie też gwałtownie, jeśli przykryjemy kuchnię szybą, płytą z przezroczystego polipropylenu lub przezroczystą folią.

Kuchnia taka działa jak „slow cooker”, czyli garnek do gotowania w temperaturach poniżej temperatury wrzenia wody, dzięki czemu w gotowanych produktach zachowuje się więcej witamin i innych pożytecznych związków chemicznych. Jeżeli więc nie spieszy się nam, możemy umieścić w garnku warzywa o 10 rano, aby były miękkie i gotowe do spożycia o godzinie 13. Oczywiście przy tak długim gotowaniu, co około pół godziny należy naszą kuchnię nakierowywać na Słońce.

Istnieją oczywiście dużo bardziej wydajne typy kuchni solarnych, łącznie z takimi, w których można piec mięso i chleb, ale ta kuchnia, którą w tym artykule przedstawiam, może być wykonana przez każdego i niemal wszędzie, z materiałów pochodzących z recyclingu. Zamiast więc „odpalać” kilkusetwatowy czajnik elektryczny, miej cały czas gorącą wodę na swoim podwórku, we własnoręcznie wykonanej solarnej kuchence.

Chocholi taniec

Wyspiański wielkim poetą był. I dramaturgiem. I wizjonerem również, a jakże. Wyspiański Stanisław przepowiedział Social Media i Facebooka. Że co? Że to!

Człowiek antropocenu, obecnie niemiłościwie panującej nam ery, zniewolonym jest ponad miarę. Choć nigdy podobno tak wielu nie żyło w takim dobrobycie i pokoju, choć nigdy dotąd w tak wielu miejscach na świecie nie panowały rządy ludu, demokracją zwane, człowiek jako jednostka, jeśli odrobinę wolnej woli posiada, to zwykle głęboko ukrytą.

Zacznijmy uszczegóławiać. Człowiek cywilizacji Zachodu, bo o nim mowa, żyje w osłaniającym go kokonie zbudowanym ze stałego źródła utrzymania, świadczeń socjalnych, praw, obowiązków i konwenansów, politycznej poprawności, jedynych słusznych prawd oraz wizji świata kreowanej przez media.

Człowiek ma potrzebę zarabiania, bo wpojono mu potrzebę posiadania. Im więcej mamy, tym jesteśmy lepsi, mówią nam. Bądź jak ten czy tamten, mówią nam. Tworzą poczucie bezpieczeństwa, otulając nas w warstwy zbędnych rzeczy, na które musimy pracować.

I jak u Wyspiańskiego w Weselu – Chochoł rzuca na wszystkich czar. Nasz chochoł w niniejszej analogii to kokon z rzeczy, norm i prawd jakie narzucono na nas stwarzając poczucie bezpieczeństwa, i też nas zaczarował.

Chochoł gra na patykach zwodniczą melodię, która z weselników czyni istoty w letargu, bezwolne, powtarzające gesty puste i pozbawione znaczenia taneczne figury. Korowód idzie donikąd, ignorując własne zniewolenie. Zniewolenie myśli i idei, w tańcu prowadzącym donikąd.

I tak sobie pracujemy i zarabiamy, i wydajemy i kupujemy, i wrzucamy w Social Media zdjęcia naszych sylwetek na ciepłych plażach, naszych posiłków, naszej kawki, naszego Maczka, złotego iPhonka, naszych nowych dóbr, które dziś są cool i extra, a jutro będą niestety passe. Życie upływa nam w pogoni za dosyć upośledzonym króliczkiem.

Jednocześnie nasze internetowe życie społecznościowe wybrukowane jest szlachetnością do wyrzygania. Wszyscy jesteśmy obywatelami skrwawionych zamachami miast, protestujemy przeciw wycinkom drzew, lajkujemy do bólu palców posty o treściach rewolucyjnych, ekologicznych, wegańskich, feministycznych. Adoptujemy pszczoły, udostępniamy i podpisujemy petycje, uczestniczymy w warsztatach, webinarach i wykładach, ale wiedzy na nich zdobytej w praktyce nie wykorzystujemy, bo cały nasz czas i energię pochłaniają nasze rzeczy i troska o to, aby za ich pośrednictwem błyszczeć i nie być gorszym od innych.

Wielki zryw narodowy jaki za sprawą Wernyhory miał porwać naród i gości Wesela, rozpływa się w chocholim tańcu, tak jak realne działania rozpływają się w morzu Facebookowych lajków. Gdyby choć ułamek tej energii i czasu poświęconego na Social Media przeznaczyć na realne działania, świat mógłby wyglądać inaczej. Moralizatorskie, górnolotne to stwierdzenie i wcale nie odkrywcze, ale niestety prawdziwe. Powiedziałbym nawet, że zjawisko chocholego tańca w Social Media jest powszechnie dostrzegalne, resztkami wolnej woli. Nasza tam obecność i aktywność jest jak narkotyk, uzależnia i ubezwłasnowolnia. Chocholi taniec nadal trwa i nikt nie jest w stanie przewidzieć czy, a jeśli tak to kiedy, się z niego ockniemy, my ludzie ery antropocenu. No chyba, że zabraknie prądu …

 

 

Fotografia: https://bonaba.flog.pl/wpis/11779088/ za zgodą autora.

Spirala ziołowa

Maj to doskonały czas na konstrukcję spirali ziołowej – sztandarowego przykładu zastosowania permakultury w przydomowym ogródku. Dlaczego sztandarowego przykładu zapytacie? Postaram się to w skrócie wyjaśnić.

Koncepcja spirali ziołowej służy dobrze przyrodzie i ludziom. Spirala, dzięki wykorzystaniu przestrzeni w pionie i w poziomie, dostarcza ziół zużywając wielokrotnie mniej miejsca w ogrodzie niż przy tradycyjnej uprawie.  Pozwala hodować własne zioła nawet tym, którzy nie mają ogrodu, gdyż można ją z powodzeniem zmieścić na tarasie czy dużym balkonie. W domu z ogrodem, spirala powinna się znajdować jak najbliżej drzwi (najlepiej kuchennych), aby, jak mówi twórca permakultury Bill Mollison, nawet w największy deszcz móc zebrać zioła do sałatki w kapciach i szlafroku.

Dzięki swemu kształtowi spirala zapewnia roślinom wiele mikroklimatów, dzięki temu można na niej uprawiać szeroką gamę ziół. Im wyżej na spirali, tym bardziej sucho, im bardziej na południe, tym słoneczniej. Dzięki temu na szczycie spirali od południa doskonale będzie się czuł rozmaryn, tymianek czy szałwia, podczas gdy u dołu od północy rozrośnie się na pewno mięta, pietruszka naciowa czy kolendra.

Bardzo bliskie sąsiedztwo wielu ziół na spirali sprawia, że wspomagają się one wzajemnie i dzięki temu rosną lepiej. Niektóre zioła odstraszają szkodniki, inne wabią owady zapylające, jeszcze inne są pożyteczne dla lokalnej fauny i tworzą dla niej doskonałe siedliska. Niezaprzeczalnym atutem spirali ziołowej są jej walory praktyczne i estetyczne – nie tylko dostarcza przez cały sezon świeżych ziół, ale i doskonale się prezentuje.

Jak zbudować spiralę ziołową? Najpierw należy wybrać dla niej lokalizację – jak najbliżej domu, w miejscu jak najbardziej nasłonecznionym. Średnica i wysokość spirali musi być dobrana do najmniejszej osoby z niej korzystającej – zasięg rąk tej osoby powinien pozwolić jej sięgnąć do każdego miejsca na spirali bez wspinania się na nią. Budowa zbyt dużej spirali to najczęściej popełniany błąd. Z reguły średnica 100-120 cm przy wysokości 50-60 cm jest w zupełności wystarczająca.

Spirala budowana na półkuli północnej, powinna się „kręcić” od czubka w prawo, a budowana na antypodach oczywiście odwrotnie. Ściany spirali można wykonywać z niemal dowolnych trwałych materiałów, ale najlepsze są te, które akumulują ciepło słoneczne w ciągu dnia i oddają je w nocy, czyli kamień i cegła. Pozwala to delikatnym roślinom lepiej przetrwać zimy. Wypełnienie spirali może stanowić cokolwiek – piach, żwir, gruz, ziemia, ważne jest, aby spirala posiadała odpowiedni drenaż, nie budowałbym jej z samej gliny. Jedynie wierzchnia warstwa powinna być zdatna do uprawy, a specyfika spirali pozwala nam na umieszczenie różnego podłoża na różnych wysokościach i z różnych stron, co dodatkowo pozwala przystosować poszczególne miejsca do potrzeb konkretnych roślin.

Zdjęcia pokazują moją spiralę ziołową, której rozmiar i lokalizacja wymuszone zostały przez okoliczności. Spirala ta została zbudowana na stercie zaschniętego betonu, który operator gruszki wywalił w tym miejscu 30 lat temu. Postanowiłem nie zmniejszać rozmiarów stery i zrobić spiralę większą niż zalecana. Stary beton wymusił na mnie również lokalizację oczka wodnego, prawidłowo oczko takie należy budować od południa – promienie słońca odbite od wody będą wtedy dodatkowo oświetlać spiralę, a woda łagodzić będzie przymrozki. Pomimo tych niedogodności, spirala spisuje się świetnie, i choć nie jest jeszcze w pełni obsadzona, zapewnia zbiory kilkudziesięciu ziół i innych przydatnych roślin.

Spirala ziołowa doskonale ilustruje kilka głównych zasad permakultury – od projektowania w zgodzie z naturą (mikroklimaty), i efektywnego pod względem wykorzystania energii i surowców, poprzez użycie mechanizmu nawarstwiania (tzw. stacking) i korzystnego sąsiedztwa w uprawie roślin, kończąc na zapewnieniu plonu nam oraz stworzeniu zdrowej i różnorodnej biologicznie niszy dla mieszkańców naszego ogrodu. Gorąco wszystkim budowę takiej spirali ziołowej polecam.

Co za dużo, to niezdrowo

O ile dwie pierwsze zasady etyczne permakultury, które omówiłem w poprzednich wpisach, nie budzą większych kontrowersji, o tyle trzecia zasada etyczna nie jest ani tak oczywista, ani nie ma wokół niej pełnego konsensusu.

Oryginalnie, zasadę tą sformułowano jako „ustanowienie limitów dla konsumpcji i populacji”, lecz ponieważ „ograniczanie populacji” kojarzyło się negatywnie, szybko zmieniono formę tej zasady na „zwrot nadmiaru”, czyli wykorzystanie wszelkich nadwyżek dla wspierania dwóch pierwszych zasad etycznych, Troski o Ziemię i Troski o Ludzi.

Trzecia zasada z biegiem lat ulegała dalszej ewolucji, przyjmując formy a to „Sprawiedliwego Podziału” (Fair Share), a to ostatnio Troski o Przyszłość (Future Care). Nietrudno oprzeć się wrażeniu, że twórcom kolejnych wersji oryginalnej trzeciej zasady etycznej przyświecała głównie intencja, aby trzecia zasada dobrze się rymowała z dwoma pierwszymi. A nie o to w etyce przecież chodzi.

Permakultura jest nauką ścisłą, zajmującą się projektowaniem, w której tak samo ważne jak struktury, techniki, urządzenia, drogi czy budynki, są procesy, które zachodzą w projektowanym systemie. W kontekście takich właśnie procesów należy przede wszystkim rozpatrywać trzecią zasadę etyczną.

Wszelki nadmiar jest odpadem, który zanieczyszcza otoczenie, chyba, że zostanie odpowiednio zagospodarowany i zwrócony Ziemi lub ludziom. Nadmiar nawozu z hodowli krów może stać się uciążliwy dla środowiska, ale może również w procesie projektowania permakulturowego zostać zagospodarowany z pożytkiem dla ludzi i przyrody. Może służyć produkcji żywności, energii, wielu innym celom.

Podobnie nadmiar akumulowanego bogactwa i podporządkowanie ludzkich działań temu celowi stanowi zagrożenie dla istnienia gatunku oraz życia na naszej planecie. Nadmiar zysków można jednak planowo reinwestować, w przedsięwzięcia służące Ziemi i ludziom.

Przyglądając się wszelkim formom nadmiaru w naszej obecnej kulturze możemy łatwo stwierdzić, że mają one bezpośredni szkodliwy wpływ na ludzi i ziemię. Nadmiar dwutlenku węgla i metanu, nadmiar biocydów i innych związków chemicznych, nadmierna chciwość czy egoizm, wszystkie te zjawiska mogą zostać ograniczone, gdy uwzględnimy w naszych projektach trzecią zasadę etyczną permakultury w sposób świadomy i przemyślany.

Powołując się na trzecią zasadę etyczną należy pamiętać, że kluczem do jej zrozumienia jest słowo „nadmiar”. Nie można więc oczekiwać, że od osób wyznających trzecią zasadę wszystko powinniśmy dostać za darmo. Że wiedza i porady, projekty i patenty, podręczniki, kursy, aplikacje czy narzędzia projektowania permakulturowego, tylko dlatego, że służą Ziemi i ludziom, a nie chęci zysku, powinny być darmowe. „Antysystemowa” i „alternatywna” darmocha nie jest w zgodzie z Pierwszą Dyrektywą Mollisona, która, przypomnijmy, mówi nam, że pierwszym obowiązkiem każdego jest troska o los swój i swoich bliskich. W świetle tej zasady, dopiero gdy wypełnimy ten obowiązek, możemy zacząć dzielić się nadmiarem.  Filozofia “jeśli masz więcej niż my, powinieneś to rozdać nam, uwzględniając też tych, którzy nie zasłużyli na to, aby cokolwiek dostać” wyrządza wiele szkody permakulturze i skutecznie odstrasza od niej część osób racjonalnie myślących. Warto, aby mieli to w pamięci wszyscy, którym na sercu leży nie tylko rozwój permakultury, ale wszelkich niezależnych ruchów i inicjatyw społecznych.

Perma co? Jaka kultura?

Jeszcze nie tak dawno, niemal nikt w Polsce nie słyszał o permakulturze, a dziś, jeśli nawet nie znajduje się ona jeszcze w centrum zainteresowania, jej popularność znacząco wzrasta. Czym jest owa permakultura, o tym postaram się pokrótce opowiedzieć.

Większość osób swoje pierwsze kontakty z permakulturą kojarzy z poszukiwaniem metod produkcji zdrowej żywności. Na permakulturę natykamy się zwykle, poszukując alternatywnych rozwiązań dla naszego ogrodu, upraw bez nawozów i środków ochrony roślin. Z tego powodu istnieje spora rzesza osób, którym słowo to kojarzy się z uprawą warzyw w ogródku. Jednakże, choć permakultura ma dużo wspólnego z uprawą roślin, geneza jej powstania jest zupełnie inna.

Permakultura zrodziła się z głębokiego niepokoju o losy naszej planety. W końcu lat sześćdziesiątych, światłe umysły zaczęły zdawać sobie sprawę, że nasza cywilizacja na dłuższą metę nie będzie w stanie rozwijać się w nieskończoność w tempie takim jak do tej pory. Osoby ze świata nauki, biznesu i polityki utworzyły w 1968 roku Klub Rzymski, organizację typu think tank, której celem było badanie i publikacja raportów o globalnych problemach świata. Organizację tę uznano za protoplastę ruchów proekologicznych na Zachodzie, dzięki wydanemu drukiem w 1972 roku raportowi „Granice Wzrostu„. Raport ten zawierał analizę możliwych scenariuszy rozwoju naszej cywilizacji, w obliczu wzrostu populacji na Ziemi i wyczerpujących się zasobów naturalnych, w tym głównie paliw kopalnych.

Raport ten trafił między innymi w ręce ówczesnego wykładowcy uniwersytetu Hobarth, Billa Mollisona. Dostrzegł on trzy podstawowe zagrożenia dla życia na naszej planecie: zanieczyszczenie środowiska, zmniejszający się areał obszarów leśnych i erozję gleb. Zdawał sobie sprawę z tego, że świadomość zagrożeń w społeczeństwach Zachodu wzrasta, równocześnie jednak zauważał, że nie istnieje żadna spójna koncepcja, jak tym zagrożeniom się przeciwstawić. Od 1972 do 1974 roku Mollison wraz ze swym uczniem, Davidem Holmgrenem, pracowali nad stworzeniem interdyscyplinarnej nauki o Ziemi, mającej stanowić odpowiedź na nurtujące ich pytania o los naszej planety, o pozytywistycznym potencjale i światowym zasięgu. Z ich rozmów i dyskusji w Tasmanii,  miejscu, gdzie „nowoczesność i natura zderzają się, zarówno destrukcyjnie, jak i kreatywnie”, narodziła się permakultura.

Efektem współpracy Mollisona i Holmgrena była książka Permaculture One, stanowiąca pierwszy w historii podręcznik permakultury, napisany pod kątem jej zastosowania w klimacie umiarkowanym. Niedługo później Mollison wydał Permaculture Two, odnoszącą się głównie do tropików. Koncepcja permakultury znalazła pełny kształt dopiero w książce Permaculture: A Designer’s Manual, wydanej w 1988 roku, będącej do dziś podstawą programową kursów projektowania permakulturowego (tzw. PDC – Permaculture Designer Certificate course).

Czymże więc jest ta permakultura? Z uwagi na mnogość zagadnień, które leżą w kręgu zainteresowania permakultury, istnieje ogromna ilość jej definicji, a także odmian.

Najprostsza, pierwotna definicja wywodzi się od słów Permanent Agriculture i oznacza sposób uprawy roślin i roli w sposób trwały, czyli taki, który nie zubaża gleby i środowiska. Trwałe podwaliny rolnictwa, poprzez zapewnienie żywności dla całej ludzkiej populacji, stanowią podstawowy warunek istnienia trwałej kultury (Permanent Culture), czyli krótko mówiąc: istnienia naszej cywilizacji i naszego gatunku.

Permakultura, według klasycznej definicji, jest nauką o świadomym projektowaniu systemów, które charakteryzują się różnorodnością, stabilnością  oraz zdolnościami regeneracji właściwymi dla systemów naturalnych – do tego znaczenia permakultury wrócimy w dalszej części artykułu.

Permakultura jest również postrzegana jako etyczna filozofia zrównoważonego rozwoju, bazująca na właściwej dystrybucji surowców, dóbr, pracy, uwagi i informacji.

Permakultura to również dwa zjawiska społeczne, o różnym zasięgu. Pierwsze odnosi się do permakultury rozumianej jako szczegółowo opisany, sprawdzony i powtarzalny system nauczania, drugie natomiast do skali jej oddziaływania w wymiarze globalnym.

Permakultura jako dobro intelektualne jest w rozumieniu jej twórcy, Billa Mollisona, własnością całkowicie rozproszoną – każdy absolwent kursu projektowania permakulturowego staje się współwłaścicielem permakultury i może ją praktykować, krzewić i rozwijać w dowolny sposób. Permakultura jest więc społecznością projektantów, nieformalną organizacją o światowym zasięgu, której rozproszenie, brak majątku, centralnych władz, ciał organizacyjnych, budżetów i komitetów czyni praktycznie niezniszczalną. Idei bowiem, przekazywanej w ramach kursów projektowania permakulturowego i zakorzenionej głęboko w absolwentach takich kursów, nie sposób powstrzymać i zniszczyć.

Permakultura wreszcie to oddolny, obywatelski, masowy, egalitarny ruch społeczny o światowym zasięgu, działający na rzecz samowystarczalności, społecznej odpowiedzialności, decentralizacji władzy w aspekcie socjalnym, politycznym, ekonomicznym i technicznym. Permakultura przyciąga ogrodników i zwolenników budownictwa naturalnego, entuzjastów przyrody i wytwórców, działaczy społecznych i zwolenników życia bez podłączenia mediów (off-grid), miłośników survivalu i reformatorów, wegetarian, wegan i hodowców trzody, zielarzy i specjalistów od alternatywnych źródeł energii, przeciwników żywności modyfikowanej genetycznie, osoby zaniepokojone globalnym ociepleniem, ludzi wszelkich autoramentów, narodowości, ras, zawodów, płci, wieku i doświadczeń życiowych oraz zawodowych. Cechą wspólną, która tych ludzi skłania do jednoczenia się, jest troska o los własny i los naszej planety, czyli to, co legło u podstaw permakultury. Miłośnicy permakultury skupiają się na internetowych forach i w facebookowych grupach, liczących czasami dziesiątki tysięcy członków. Z siłą permakulturowych społeczności zaczynają się z wolna liczyć decydenci, władze lokalne i politycy, ich głos coraz wyraźniej zaczyna kształtować życie lokalnych społeczności, czego najlepszym przykładem jest kolebka permakultury – Australia, gdzie typowe rozwiązania permakulturowe, takie jak zbiór wody deszczowej czy toalety kompostowe, weszły do masowego użytku, a gdzieniegdzie stanowią prawny wymóg w procesie budowy domu. W niezwykle dynamiczny sposób rozwija się permakultura w Stanach Zjednoczonych, gdzie właśnie teraz, na naszych oczach, po raz pierwszy w historii pojawia się szansa masowego wprowadzenia permakultury do programu szkół. Kampania crowdfundingowa podręcznika The Permaculture Student odnosi spektakularny sukces, a ambicją autora podręcznika jest wprowadzić go do szkół na całym świecie (mam ogromny zaszczyt i przyjemność być autorem tłumaczenia na język polski).

Tak jak w przyrodzie naturalnie występuje bioróżnorodność, podobnie i w permakulturze łatwo dostrzec szereg równoległych nurtów. Różnice między poszczególnymi liderami ruchu permakulturowego wynikają między innymi z tego, że ich doświadczenia kształtowały się w różnych klimatach, działaniach na różną skalę, w terenach miejskich lub wiejskich, w odmiennych sferach zainteresowań.

O ile Bill Mollison postawił na edukację i tworzenie światowej sieci nauczycieli i instytutów permakultury, o tyle David Holmgren zajął się tworzeniem ekowiosek i permakulturą w aspekcie etycznym i społecznym. Obecnie siedzibą założonego przez Mollisona Australijskiego Instytutu Permakultury, Zaytuna Farm, zarządza jego uczeń i następca, Geoff Lawton. Geoff zyskał światową sławę dzięki projektowi Greening the Desert, w ramach którego fragment położonej w najniższym miejscu na ziemi, 400 metrów poniżej poziomu morza, pustyni w Jordanii zamienił w permakulturowy ogród, zużywając przy tym jedynie ułamek tej ilości wody, jaką zużywają lokalni farmerzy uprawiający warzywa w tunelach foliowych. Geoff jest obecnie chyba najbardziej aktywnym propagatorem permakultury w ujęciu klasycznym, zgodnym z literą Permaculture: A Designer’s Manual Mollisona. Wykładał w 60 krajach świata, konsultował setki charytatywnych i komercyjnych projektów, od pomocy afrykańskim uchodźcom w zakresie zapewnienia podstawowych potrzeb życiowych, po budowę wioski olimpijskiej na igrzyska w Londynie.

Są też ludzie, którzy przez lata prowadzili działania, które z powodzeniem możemy nazwać permakulturą, nie zdając sobie nawet sprawy, że takie pojęcie i nauka istnieją. Przykładem takiej osoby jest Sepp Holzer, którego posiadłość Krameterhoff w austriackich Alpach może stanowić sztandarowy przykład projektowania permakulturowego, a Sepp dowiedział się o istnieniu permakultury od osób posiadłość tę zwiedzających. Permakultura Seppa Holzera opiera się głównie na pracach ziemnych, przywracaniu właściwych stosunków wodnych, budowie stawów i grobli oraz stosowaniu polikultur roślin i zwierząt w celu stworzenia jak największej różnorodności biologicznej. Techniką permakulturową rozsławioną przez Seppa na cały świat jest tak zwana hugelkultura, czyli uprawa roślin na wałach ziemnych wypełnionych drewnem, bez podlewania i nawożenia.

Niezwykle popularną postacią w świecie permakultury jest Paul Wheaton, twórca społeczności internetowej permies.com. Nikt chyba tak wiele nie uczynił dla popularyzacji permakultury, poprzez publikację setek artykułów, podcastów i wideo. Paul urządza obecnie eksperymentalne rancho permakulturowe w stanie Montana, a w sferze jego zainteresowań leżą między innymi wofati (domy nie wymagające ogrzewania i klimatyzacji), piece rakietowe, tworzenie mikroklimatów, i dziesiątki innych zagadnień, o których można poczytać na jego stronie internetowej.

W nurcie związanym z agroleśnictwem i silvopasture (połączenie upraw drzew z wypasem zwierząt) wyróżnia się Rolnictwo Odtworzeniowe (Restoration Agriculture Design), Marka Sheparda, zajmujące się przekształcaniem wielkotowarowych, opartych na monokulturze, nawozach sztucznych i herbicydach farm w przyjazne ekologicznie gospodarstwa. Zamiast ciągnących się po horyzont pól modyfikowanej genetycznie soi czy kukurydzy, Mark proponuje aleje z drzew owocowych i orzechów, pomiędzy którymi uprawiane są krzewy jagodowe, warzywa, zboża i owoce, a to wszystko w towarzystwie wielu gatunków pasących się zwierząt gospodarskich.

Permakultura na wielką skalę obecna jest na przykład na wyspie Borneo, w osobie Willie Smitsa. Fundacja Masarang, z którą współpracuje, ratuje między innymi zagrożone wyginięciem orangutany poprzez odtwarzanie wyciętych do cna miejsc ich zamieszkiwania – lasów deszczowych, a także przez stwarzanie nowych możliwości zarobkowania dla ludności lokalnej, żyjącej jak dotąd głównie z wyrębu lasów i kłusownictwa.

Z permakultury wywodzi się też ruch Transition Town, oddolny projekt społecznościowy, mający na celu przekształcanie życia w lokalnych społecznościach tak, aby były w stanie przetrwać spodziewany koniec ery ropy naftowej. Od 2006 roku wysiłki takie podejmują dzielnice, wioski i miasta, głównie w Wielkiej Brytanii, ale obecnie coraz częściej społeczności również w innych rejonach świata.

Jak widać, permakultura niejedno ma imię. Wróćmy jednak ponownie do projektowania permakulturowego, aby poznać jego istotę. Tym, co odróżnia projektowanie permakulturowe od innych nauk, jest powiązanie fundamentalnych praw fizyki, biologii, chemii i szeregu innych dziedzin ze ściśle zdefiniowanymi zasadami etycznymi, stanowiącymi fundament permakutury.

Mollison, zajmując się przez pewien czas antropologią, analizował zasady etyczne ludów pierwotnych i dawnych kultur żyjących w harmonii z przyrodą, a szczególnie tych, które przetrwały dłużej niż inne cywilizacje. Odkrył, że w praktyce, niezależnie od miejsca rozwoju cywilizacji, zasady etyczne można zawrzeć zaledwie w 18 maksymach – okazało się bowiem, że różne kultury dzielą bardzo podobne przekonania. W wyniku dalszej analizy, Mollison dokonał syntezy zasad etycznych do trzech wspólnych, najważniejszych pojęć, zapewniając im uniwersalność, która sprawia, że łatwo zastosować je jako swoisty filtr przez który „przepuszczamy” nasze pomysły w projektowaniu permakulturowym. W odróżnieniu od praw nauk ścisłych, zasady etyczne dają nam lepsze pojęcie o tym, co jest dobre, a co złe w odniesieniu do przyrody i naszej planety, a im większa potęga człowieka, tym większe znaczenie zasad etycznych.

To, że zasady etyczne powstały w wyniku analizy pierwotnych i dawnych cywilizacji nie oznacza, że w permakulturze odrzucamy postęp techniczny lub wielkie zdobycze nauki czasów współczesnych – oznacza to, że potrzebujemy zmiany wartości, gdyż obecne normy społeczne nie wydają się być w stanie nas ocalić. Jakie zatem są te zasady etyczne, którymi kierujemy się w projektowaniu permakulturowym?

Troska o Ziemię – jest podstawową i kluczową zasadą. Ziemia dostarcza nam wszystkiego, czego potrzebujemy do życia (powietrza, wody, żywności, schronienia) i jest jedynym źródłem tych elementów. Pomimo całego geniuszu ludzkiego – nie możemy ich na razie uzyskać w żaden inny sposób.

Nasze przeżycie zależy od funkcjonowania życia na Ziemi, które jest nieskończonym pasmem wzajemnych zależności. Niektórzy nazywają ten zbiór Pajęczyną Życia. Troska o Ziemię w kontekście naszego przeżycia wydaje się więc być logicznym wyborem; jest w naszym najlepszym interesie nie truć wody, powietrza, żywności, gleby. Dlaczego więc to robimy?

Troska o Ziemię obejmuje wszystkie elementy przyrody żywej i nieożywionej, gdyż nauka pokazuje, przez ekologię do biologii, że wszystkie one są zależne od siebie nawzajem. Gdy jeden umiera, ma to wpływ na inne. Choćby z tej przyczyny, by ocaleć jako gatunek, powinniśmy dbać o bioróżnorodność.

Troska o Ziemię polega na tym, aby odbudowywać kapitał natury, czyli przywracać ją do stanu pierwotnego wszędzie tam, gdzie to możliwe. To troska o glebę, bez której brak życia roślinnego, troska o puszcze będące płucami planety i wpływające na pogodę, o rzeki niosące wodę, bez której nie ma życia na naszej planecie.

Troska o Ludzi – reprezentuje potrzebę wspólnoty i połączonych wysiłków, które generują zmiany. Troska o Ludzi zaczyna się od każdego z nas, i rozszerza się na nasze rodziny, sąsiadów, naszą lokalną społeczność. Największym wyzwaniem w trosce o ludzi jest podjęcie odpowiedzialności za nas samych i zmiana systemu wartości na taki, gdzie zapewniamy sobie przeżycie bez produkowania i konsumowania nadmiaru zasobów.

Bycie odpowiedzialnym za samego siebie zamiast oskarżania innych za nasz marny los wzmacnia nas niewyobrażalnie. Skupiamy się na pozytywach i możliwościach, a nie na negatywach i przeszkodach. Od troski o nas samych, poprzez troskę o najbliższych, przeniesioną dalej na naszą społeczność, budujemy relacje, które pozwalają nam żyć w sposób jak najmniej szkodliwy dla Ziemi. W grupach łatwiej nam przekształcać świat wokół w duchu troski o Ziemię.

Podział Nadmiaru (albo Uczciwy Podział) – reprezentuje branie tylko tyle, z przyrody i od innych, ile jesteśmy w stanie zużyć, a dzielenie się resztą. Wzrost konsumpcji i przyspieszenie wymierania gatunków potwierdzają tezy Raportu Rzymskiego, że dalszy rozwój ludzkości w tempie takim, jak do tej pory jest niemożliwy. Z tego powodu musimy nieustannie zastanawiać się, kiedy mamy dość.

Musimy skupiać się na tym, co jest właściwe dla nas, a nie na tym, co inni powinni robić. Znajdując równowagę we własnym życiu, stanowimy przykład dla innych, aby i oni mogli znaleźć swą własną równowagę.

Podział Nadmiaru dotyczy nie tylko ludzi, ale i zwracania naturze tego, co od niej dostaliśmy (podkreślmy to – dostaliśmy, a nie zabraliśmy) i to w nadmiarze. Zwracamy więc składniki odżywcze glebom, produkując kompost i inne naturalne nawozy, tworząc siedliska, chroniąc i reintrodukując ginące gatunki, oczyszczając powietrze i wodę.

Powyższe zasady etyczne stanowią istotę permakultury i to właśnie one, a nie metody uprawy roślin, hodowli zwierząt, budownictwa czy produkcji energii stanowią o jej istocie i wyjątkowości. Zastosowanie technik permakulturowych bez spojrzenia na nie przez pryzmat zasad etycznych sprawia, że to, co uzyskamy niekoniecznie nazwać będzie można permakulturą.

Najbardziej jaskrawym przykładem pokazującym różnice między permakulturą a wielkotowarowym rolnictwem ekologicznym jest spojrzenie na ogromne farmy ekologiczne w amerykańskiej Kalifornii. Farmy te dostarczają zdecydowanej większości warzyw ekologicznych (nawet do 90% całości produkcji w USA w przypadku niektórych gatunków). Jak przystało farmom ekologicznym, nie stosują nawozów sztucznych i chemikaliów. W czym więc problem? Farmy te trwale niszczą środowisko, poprzez pobór ogromnych ilości wody ze studni głębinowych, ich działalność jest przyczyną trapiących Kalifornię suszy. Nie ma tu więc mowy o etyce troski o Ziemię. Na farmach tych pracują głównie emigranci z Meksyku, słabo opłacani i pracujący w koszmarnych warunkach. Nie ma więc mowy o trosce o ludzi. Nie ma też oczywiście mowy o sprawiedliwym podziale i dzieleniu się nadmiarem, i to nie tylko w odniesieniu do pracowników, ale w odniesieniu do wyjaławianych gleb i stosunków wodnych w zlewniach tamtejszych rzek – tam, gdzie jeszcze niedawno pływały pacyficzne łososie, obecnie straszą suche koryta rzek i strumieni, a wiatr porywa cząsteczki gleby i unosi je do oceanu. W gospodarstwie permakulturowym byłoby to nie do przyjęcia.

Na fundamencie zasad etycznych, zasadniczo niezmiennych i niepodważalnych, projektanci permakultury starali się sformułować zasady odnoszące się już praktycznie do projektowania. Zasady te, w liczbie od kilku do kilkunastu, różne są w zależności od tego, kto je formułował. Stanowią one jednak zawsze pomost pomiędzy etyką a konkretnymi rozwiązaniami stosowanymi w projektach permakulturowych. O zasadach głoszonych przez poszczególne permakulturowe sławy powstały nie tylko artykuły, ale całe książki (szczególnie polecam wydaną w 2002 roku książkę Davida Holmgrena Permaculture: Principles and Pathways beyond Sustainability), ale w niniejszym artykule chciałbym przedstawić w skrócie jedynie trzy najważniejsze zasady sformułowane przez Mollisona.

Pracuj z naturą, a nie przeciw niej – zasada ta nakazuje nam dostosować nasz projekt do wzorców natury. Działając przeciw naturze, zawsze przegramy. Środki, jakie będziemy musieli zaangażować w walkę z nią, będą niewspółmierne do zysków. Natura zawsze próbuje przywrócić kształt zmeliorowanej rzece, pokryć chwastami zdegradowaną i gołą glebę, wprowadzić rozmaite gatunki do monokultur, pozwolić życiu przebić się przez beton. Współpracując z naturą możemy osiągnąć maksimum efektów przy minimum zmian, z korzyścią dla nas i życia na naszej planecie.

Problem jest rozwiązaniem pochodną powyższej zasady jest wczucie się w rolę każdego żywego stworzenia lub przyrodniczego zjawiska w naturze i ujrzenie go w pozytywnym świetle. Zamiast postrzegać zwierzę, roślinę czy zjawisko przyrodnicze jako problem, powinniśmy spojrzeć na nie jako na potencjalną okazję od wykorzystania. Najlepiej obrazuje to słynna anegdota, mówiąca o pani, która uskarżała się Mollisonowi na plagę ślimaków w ogrodzie. „Nie ma pani za dużo ślimaków, ale za mało kaczek” – odpowiedział Bill.

Każdy jest ogrodnikiem zasada ta przypomina nam, że każde żywe stworzenie „jest ogrodnikiem”, czyli modyfikuje środowisko, w którym żyje. Korzysta z jego zasobów, dostarcza produkty, a gdy kończy życie, staje się zasobem dla innych żywych organizmów. Zasada ta przypomina nam o obowiązku cenienia wszystkich form życia i uwzględniania ich obecności i roli w ekosystemach w naszych projektach permakluturowych.

Po tej sporej dawce teorii, przyszła pora na nieco permakulturowej praktyki i inspirujących przykładów.

Jeżeli mieszkasz w mieście i masz do swojej dyspozycji jedynie balkon lub taras, możesz spróbować permakulturowej uprawy w doniczkach. Uprawa ta, tym będzie się różnić od klasycznej hodowli roślin doniczkowych, że w naszej donicy będziemy starali się stworzyć miniaturowy system naturalny. Nie posadzimy więc jednego gatunku, ale tak zwaną gildię roślin, czyli kilka gatunków współpracujących ze sobą. W dużej donicy sadzimy jabłoń odmiany kolumnowej (na przykład odmiany balerina), fasolę tyczną, poziomki i rzodkiewkę. Każda z tych roślin wykorzystuje inną niszę – fasola pnie się po jabłoni, poziomka zacienia glebę w donicy, a rzodkiewka rośnie w głąb. Fasola, będąc rośliną motylkową, wiąże azot z powietrza i użyźnia glebę dla innych roślin. Rzodkiewka spulchnia glebę i pozwala wodzie łatwiej przenikać w głąb donicy. Nie zapomnijmy glebę między roślinami pokryć grubą warstwą ściółki oraz wpuścić do donicy kilku dżdżownic. Donicę możemy zasilać wodą deszczową zbieraną do zamocowanej w pobliżu rynienki. Tak posadzone rośliny uformują miniaturowy „ogród leśny”, w którym każdy gatunek pełni wiele funkcji i gdzie gatunki wspomagają się wzajemnie, a poszczególne rośliny tworzą piętra, przypominające te, jakie występują w naturze.

Jeżeli mamy większy taras, lub skrawek ziemi, wielkości choćby metra kwadratowego, możemy się pokusić o zbudowanie spirali ziołowej. Na bardzo małej powierzchni możemy dzięki takiej spirali uprawiać kilkanaście gatunków ziół, zapewniając każdemu z nich taki mikroklimat, jaki dana roślina preferuje. Bardzo oszczędzamy również wodę niezbędną do podlewania.

Mieszkając w domku jednorodzinnym na działce o powierzchni powiedzmy 400 metrów kwadratowych, przy odrobinie wiedzy i zaangażowania możemy się już w znacznej mierze sami wyżywić. Można się temu przyjrzeć na przykładzie „Rajskiej Działki” (ang. Paradise Lot) Erica Toensmeiera i Johnathana Batesa, opisanej w książce pod tym samym tytułem. Na takiej właśnie powierzchni założyli oni ogród złożony z ponad 200 gatunków roślin, głównie wieloletnich, dający im nie tylko pożywienie, ale też źródło utrzymania. W świecie słynna również jest rodzina Dervaes, która gospodaruje na 400 metrach kwadratowych farmy miejskiej, uzyskując z niej nie tylko wszelką żywność, ale również wytwarzając na przykład własne paliwo i będąc w pełni niezależnymi i samowystarczalnymi (więcej o tym na http://urbanhomestead.org/).

A co, jeśli mamy duże gospodarstwo rolne lub siedlisko? Tu powinniśmy skorzystać z doświadczeń wspomnianego już Marka Sheparda (http://www.newforestfarm.net/) czy na przykład Joela Salatina, największej gwiazdy wśród amerykańskich rolników (www.polyfacefarms.com). W czasach, gdy ci, którzy uprawiają modyfikowaną genetycznie kukurydzę czy soję na ogromną skalę ledwo wiążą koniec z końcem, farmerzy tacy jak Shepard czy Salatin radzą sobie świetnie, prowadząc gospodarstwa oparte o polikultury, uprawę zbóż i warzyw między szpalerami orzechów i drzew owocowych (alley cropping), wypas stad zwierząt różnych gatunków w warunkach podobnych do takich, jakie zachodzą na dzikich stepach czy sawannach (silvopasture) czy też łączą gospodarkę rolną z leśną (agroforestry). Są to przedsięwzięcia tak samo dochodowe, jak przyjazne środowisku. Jak mówi Mark Shepard: „Permakulturowa farma zawsze jest polikulturą roślin, zwierząt i form aktywności. W polikulturze, zawsze jakieś plony się udają, zawsze można coś wytworzyć i sprzedać, aby móc zapłacić bieżące rachunki. Permakultura otwiera oczy na wcześniej niedostrzegane możliwości i okazje dla zysku naszego przedsiębiorstwa”.

Możemy też mieć wielkie ambicje, możemy chcieć na przykład ratować naszą planetę, bez odrobiny przesady w tym stwierdzeniu. Spójrzmy na przykład na zamieszkały przez 50 milionów Chińczyków Płaskowyż Lessowy. Sucha i pylista gleba lessowa, degradowana przez setki lat poprzez wycinanie lasów i nadmierny wypas zwierząt, uległa erozji na katastrofalną skalę. W ramach międzynarodowego programu zapobiegania erozji, stosując między innymi szereg technik z zakresu permakultury, zdołano w przeciągu dziesięciu lat nie tylko przywrócić równowagę ekologiczną, ale również podnieść z ubóstwa ponad 2,7 miliona ludzi, zapewniając im źródło wyżywienia i utrzymania oparte na gospodarce rolnej czerpiącej z zasad zrównoważonego rozwoju. Przykład Płaskowyżu Lessowego i stosowane tam mtody, powielono już w innych regionach Chin, poprawiając dzięki temu egzystencję ponad 20 milionów obywateli.

Na koniec chciałbym napisać kilka słów o moich osobistych doświadczeniach permakulturowych. Pierwsze permakulturowe grządki zacząłem budować dwa lata temu, na całkowicie nieurodzajnym, piaszczystym ugorze, przypominającym klepisko. Od tamtej pory sukcesywnie, kawałek po kawałku, przekształcam piaszczysty, śródleśny nieużytek w bogaty, żyzny ogród. Wykorzystuję głównie zasoby dostępne na miejscu, dążąc do stworzenia w przyszłości możliwie najbardziej samowystarczalnej enklawy permakulturowej. Moją podstawową refleksją po dwóch sezonach stosowania zasad permakultury jest zdumienie, jak wiele możliwości otwiera przed nami permakultura i jak doskonale ona działa we współpracy z naturą. Przede mną jeszcze wiele zadań – permakulturowa przebudowa domu, wykonanie instalacji do wody deszczowej, do wody brudnej, do energii elektrycznej z ogniw fotowoltaicznych, prace ziemne, ogrodnicze i rolnicze, ale każde z tych zadań jest doskonałą okazją do dalszej nauki i niesie ze sobą ogromną satysfakcję.

Wszystkim, którym marzy się permakultura, pragnę na koniec prosić o ostrożność – raz złapany bakcyl permakultury jest bowiem nieuleczalny!

* * *

Artykuł ukazał się w numerze drugim „Magazynu Wytwórcy” w sierpniu 2015.

Ile za drzewo i dlaczego tak drogo?

Jak Polska długa i szeroka warczą piły i padają drzewa. Nie oceniając, czy to dobre czy złe, chciałbym zwrócić Twoją uwagę na to, ile warte jest drzewo, gdy jeszcze stoi. Ile jest warte, gdy zetniesz je i przeznaczysz na budulec lub opał to wiesz, ale czy naprawdę wiesz ile jest warte, gdy pozostawisz je przy życiu?

Spójrzmy na to, co drzewo robi.

Drzewo stanowi centrum ekosystemu, nie dlatego, że jest duże, ale dlatego, że wpływa na klimat w swojej okolicy.

Wpływa na stosunki wodne, osłabia wiatr. Chłodzi we dnie, ogrzewa w nocy. Buduje glebę u swej podstawy. Daje schronienie niezliczonym formom życia.

W ciągu swego życia drzewo zrzuca masę liści wielokrotnie przekraczającą masę drzewa. Bakterie, grzyby, owady tworzą z liści humus, który wiąże w glebie dwutlenek węgla, zapobiegając zmianom klimatu.

Drzewa generują opady atmosferyczne, szczególnie w głębi lądu. Większość wody w chmurach w głębi kontynentów pochodzi z ewapotranspiracji (wydalania wody przez aparaty szparkowe w liściach), a opady powstają w dużej mierze w wyniku kondensacji pary wodnej na mikrodrobinach (głównie bakteriach) porywanych z liści drzew do atmosfery przez wiatr.

Drzewa pochłaniają pyły z atmosfery, zmniejszają hałas, oczyszczają wodę, filtrując zarówno tą z opadów, jak i tą gruntową. Są odpowiedzialne za podtrzymanie źródeł, strumieni i rzek, tam gdzie w górnym biegu drzewa wycięto, rzeki przestają płynąć.

Czy powyższe funkcje drzew da się przeliczyć na pieniądze? Niektórzy próbują.

Profesor Das z uniwersytetu w Kalkucie wyliczył, że w ciągu 50 lat życia przeciętne drzewo wytwarza tlen wart 31250 dolarów, usuwa z powietrza zanieczyszczenia na kwotę 62000, zapobiega erozji i wytwarza glebę za kolejne 31250. Konserwuje i oczyszcza wodę za 37000 i zapewnia pokarm dla zwierząt wart 31250. Łącznie daje to kwotę 193250 $, nie licząc owoców czy innych produktów, jakie w tym czasie może dostarczać.

Niezależnie, czy te wyliczenia są precyzyjne, czy nie, wyceniając drzewo należy brać pod uwagę cztery główne czynniki – rozmiary drzewa, jego gatunek, jego stan oraz jego lokalizację. Znając te parametry, można oszacować wartość odtworzeniową drzewa, czyli policzyć, ile będzie nas kosztowało wyhodowanie takiego samego drzewa, lub jeśli jest to niemożliwe, grupy drzew, która wycięte zastąpi.

W krajach o nieco wyższej ekoświadomości drzewa mają bardzo istotny wpływ na wartość nieruchomości. Szacuje się, że mogą stanowić do 15% wartości działek w zabudowie jednorodzinnej. Na rynku nieruchomości w USA, dom na działce z trzema dużymi drzewami, wartej 200000 $, może stracić do 30000$ na wartości po wycięciu drzew. Prosty rachunek wskazuje, że każde z tych trzech drzew jest warte minimum 10000$ poprzez samą swoją obecność.

A jeśli argumenty finansowe do Ciebie nie przemawiają, to może przemówi ten stareńki wiersz mistrza Jana z (nomen omen) Czarnolasu.

 

NA LIPĘ

Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!

Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,

Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie

Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.

Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,

Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.

Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły

Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.

A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,

Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.

Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie

Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.

  • ALL THE WORLD’S PROBLEMS CAN BE SOLVED IN A GARDEN - GEOFF LAWTON
© 2017: Permisie | GREEN EYE Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress