Permisie

Permakulturowe Forum Dyskusyjne – Miłośnicy Permakultury z Kraju i ze Świata

Permakulturowe Forum Dyskusyjne

Miłośnicy Permakultury z Kraju i ze Świata

Read more

Permisie

Witaj w witrynie Permisie.pl, gdzie znajdziesz wiele informacji na temat permakultury w kraju i na świecie. Koniecznie odwiedź nasze forum, poczytaj bloga, wstąp do zaprzyjaźnionej witryny permakultura.edu.pl. Zajrzyj do nas na Facebooku, oraz do grup Permakultura Warszawa i GIY Warszawa.



Permakulturowe strefy w „osobistym Internecie”

Ci, którzy poświęcają czas na czytanie tego, co piszę (za co jestem im dozgonnie zobowiązany) wiedzą, że z uporem maniaka podkreślam, iż permakultura nie tylko do ogródka ogranicza się.

Dziś chciałbym napisać o tym, jak projektowanie permakulturowe może pomóc w racjonalnym korzystaniu z …. Internetu.

Internet jest jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem naszych czasów. Źródłem niewyczerpanej informacji (choć niejednokrotnie fałszywej), krynicą inspiracji i bagnem frustracji, miejscem przyjaźni, współtworzenia i współdziałania, na równi z hejtem, trollingiem i spamem.

Moja przygoda z Internetem trwa od jego zarania, pamiętam go jeszcze z czasów gdy nie było WWW (ale jak to, przecież ludzie tak długo nie żyją!). Od tamtej pory korzystałem z Internetu bardzo lub bardzo-bardzo aktywnie, tworząc strony, kanały, fora, grupy, gry, programując, administrując, moderując, używając, grając, a czasem i trollując, bynajmniej niestety.

Bardzo długo opierałem się Facebookowi, uznając go za zło wcielone, lecz uległem wreszcie namowom i argumentacji, że kogo nie ma na Fejsie, ten nie istnieje. Okazało się to w dużej mierze prawdą, ale z drugiej strony potwierdziło również najgorsze przypuszczenia co do jego natury. To tu najpełniej znajduje zastosowanie permakulturowe pojęcie stref, ale o tym za chwilę.

Internet zatem był pierwszy, a dopiero po nim przyszła permakultura. I sporo wody w Wiśle upłynęło, zanim zdałem sobie sprawę, że z Internetu, podobnie jak chyba z każdego innego elementu obecnego w naszym życiu, najlepiej jest korzystać w sposób permakuturowy.

To wtedy nadszedł ten dzień, gdy wyznaczyłem  swojemu osobistemu Internetowi strefy, typowe dla projektowania permakulturowego. Jak zwykle stref tych jest pięć, a im wyższy numer strefy, tym bardziej jest mi odległa i tak też ją traktuję.

Strefa 5 to tak zwana dzicz, czyli Internetowe ostępy do których jedynie sporadycznie zaglądam, a niejednokrotnie nawet nie wiem, co się w nich dzieje. Żyją one własnym życiem, a jeśli je przypadkowo odwiedzę, to z reguły w poszukiwaniu jakiejś wiedzy. Ostępy mają to do siebie, że potrafią zaskoczyć – niejednokrotnie znajduje się w nich coś zupełnie innego, niż się szukało, a bardzo często odebrana lekcja zamiast „jak” odpowiada na pytanie „jak nie”, co jest równie, a czasem bardziej cenne. A gdy natrafiam na cokolwiek, co w jakiejkolwiek formie sprawia mi dyskomfort, przypominam sobie o takim małym iksie w prawym górnym rogu okna przeglądarki i robię z niego użytek.

Strefa 4 to zakątki Internetu z rzadka, ale w miarę regularnie odwiedzane, które potrafię zidentyfikować i nazwać, oraz potrafię z nich korzystać. Sklepy, banki, prognozy pogody, rozkłady jazdy, bazy danych, biblioteki. Nigdy nie mam wpływu na to, jak funkcjonują, ktoś inny o tym decyduje. Nie mam do nich zwykle żadnego stosunku emocjonalnego, a podobnie jak strefa 4 w siedlisku permakulturowym,  są przydatne w pozyskiwaniu pewnych Internetowych „plonów” (informacji, usług, towarów), lecz nie wymagają ode mnie ani pracy, ani zaangażowania, co najwyżej czasami za coś trzeba zapłacić. Jeżeli tu coś „nie teges”, to na pewno są dziesiątki innych miejsc, gdzie „teges”. Nie ma co z tego powodu kopii kruszyć, a raczej warto sobie przypomnieć maksymę Billa Mollisona o dysfunkcjonalnych instytucjach, i znaleźć inny twór, który robi to samo, ale lepiej.

Strefa 3 to miejsca w Internecie, w które wnoszę jakiś wkład, intelektualny bądź emocjonalny, jednakże ich natura sprawia, że są kształtowane przez wiele osób. To fora na których okazjonalnie pisuję, to grupy dyskusyjne w których się czasem udzielam, to blogi które niekiedy komentuję. Mam tu częściowy wpływ na to, co się w tej strefie dzieje, jednakże żyje ona głównie życiem innych osób. Strefa ta jest miejscem współpracy z innymi, to tu tworzy się większość ludzkich gildii, to tu buduje się Internetowe ogrody. A jak z ogrodami jest, każdy wie – są lata tłuste i lata chude, są klęski urodzaju, są najazdy szarańczy. To tu człowiek może się spotkać zarówno z bezprzykładnymi przypadkami solidarności i pomocy, ale również z bezprecedensową agresją i chamstwem. Podobnie jak w strefie 3 siedliska permakulturowego, najlepszą taktyką jest działanie w zgodzie z naturą, a nie przeciw niej. Wszelkie próby dyskursu z chamem lub trollem kończą się zawsze tak samo: jak zapasy ze świnią w błocie – nie dość że człowiek się upaćka, to jeszcze wszystko wskazuje na to, że świni się to podobało. Dlatego też gdy w strefie 3 robi się ferment, zostawiam trolla czy szkodnika samemu sobie, gdyż jak wiadomo i troll, i szkodnik, niekarmiony, wyginie. Karmienie trolli jest wbrew naturze, jak każde Internetowe dziecię doskonale wie.

Strefa 2 to moje własne Internetowe dzieci, oddane na służbę innym – strony które stworzyłem, fora i grupy przeze mnie założone, artykuły i blogi przeze mnie pisane, i inne wirtualne byty, w które włożyłem pracę i mam do nich sentyment. Pomimo jednak że są moje, służą głównie innym, a nie mnie. To tu zwykle dzielę się nadmiarem, to tu oddaję innym to, co od kogoś, kiedyś otrzymałem, zwykle z nawiązką. To tu najczęściej dowiaduję się od innych, że to co robię ma sens, ale również tu doznaję największych rozczarowań, gdy ktoś te moje dzieci bezpardonowo molestuje i wykorzystuje. To tu poświęcam najwięcej czasu na publikowanie ciekawych treści, to tu tracę najwięcej czasu na sprzątanie po gościach. Z uwagi na połowiczną otwartość tej strefy, będącej rodzajem mitologicznego stwora – pół mną, pół gośćmi, i mając świadomość, że jej kształt zależy też od innych, staram się okazywać dobrą wolę i uzbrajać się w anielską cierpliwość, choć przyznaję, że jest ona wystawiana na ciężkie próby. No ale podobno, co cię nie zabije, to cię wzmocni.

Strefa 1 to moje sanktuarium – moje prywatne strony, profile, konta. Moje strony WWW, moje galerie zdjęć, inne moje, najbliższe sercu „skarby”. Tu obowiązują moje zasady. Tu tak jak w przydomowym ogrodzie warzywnym, człek włada przyrodą, a nie przyroda człekiem – ja władam gościem, a nie gość mną. Tak więc porzućcie wszelką nadzieję ci, którzy tu wchodzicie – ale tylko ci, którzy ze złą intencją wchodzą. Tu trzeba zachować bon ton i savoir-vivre jaki przystoi gościom, bo nie wypada gospodarzowi narobić do garnków i udawać, że z garnka pachnie. Takich klientów nie obsługujemy. Dziękujemy za przybycie, ale żeby mi to było ostatni raz (ostatnie przybycie, znaczy się, bo o ponownym narobieniu nie ma już mowy – ORMO czuwa). Każdy ma prawo być gospodarzem we własnym domu, i mieć w nim czysto, jeśli lubi i ma taką fantazję. I jak w przydomowym ogrodzie kuchennym, to ja decyduję, co tu rośnie, jak duże i jak długo. A jeśli życie uprzykrza, trafia na kompost.

Jest jeszcze strefa 0 – odłączony Internet, wyłączony komputer. To nie jest przereklamowane – polecam. Choćby z okazji Światowego Dnia bez Internetu.

Strefy w Internecie, podobnie jak i w permakulturowym siedlisku, podlegają zmianom. Czasami z fragmentu głuszy robimy sad czy pastwisko, a czasami zapomniany warzywnik dziczeje i staje się lasem. Czasami następuje naturalna sukcesja – z gościa w nieznanej dziczy staję się dobrym znajomym, a z czasem współtwórcą lub pomocnikiem.  Gdy trafiłem na największe na świecie permakulturowe forum dyskusyjne permies.com, byłem tabula rasa. Czytałem z otwartą buzią, ale byłem tam obcy i nieco zagubiony. Z czasem jednak zacząłem się udzielać, wspierać odrobinę, odrobinę pomagać, aż pewnego dnia ze zdumieniem stwierdziłem że zostałem nagrodzony rangą „Zapylacz” (Pollinator) 😀 oznaczającą osobę, która przyczynia się do rozwoju forum, na swój maleńki sposób, ale jednak. („Mnie to chwalą, rzekł dumnie do swego rodzeństwa, siedząc szczur na ołtarzu, podczas nabożeństwa”). Tak czy inaczej, na tyle mnie to ujęło, że od tej pory permies.com ma szczególne dla mnie miejsce w układzie stref, na pograniczu numeru 2 i 3.

Jednakże, czasami dzieje się dokładnie odwrotnie – stworzony tymi palcyma Internetowy twór przynależny do strefy 2 żyje i radzi sobie dobrze. Z czasem jednak zaczyna chorować, obłażą go mszyce, coś zakłóca jego zrównoważony rozwój, chłonie więcej energii niż produkuje.  Mojej energii. Stając przed wyborem likwidować, na siłę ratować, czy po prostu zostawić i niech sam sobie radzi, niemal zawsze wybieram STUN – doskonałą w swojej prostocie metodę Marka Sheparda. Polega ona na Prostym, Pełnym, Całkowitym Zaniedbaniu (Sheer Total Utter Neglect) drzew po posadzeniu i czekaniu, jak sobie same poradzą i co z nich wyrośnie. Moje dziecię ze strefy 2 zostaje wygnane do strefy 5 i tam sobie radzi już samo. Nie płaczę za nim, wszak przyroda zna gniazdowniki i zagniazdowniki, widać trafił mi się znowu ten drugi.

Do czego zmierzam drogi czytelniku? Gdy w Internecie dopadnie Cię hejt, spam, troll czy głupota, zamiast przygryzać wargi szykując ciętą ripostę, zamiast wdawać się w gorącą dysputę, zamiast pisać płomienną tyradę, która skasuje Ci się przy próbie wysłania, zadaj sobie jedno proste pytanie:

W której strefie jestem?

 Zwykle odpowiedź napływa w sekundę, a wraz z nią natychmiastowa pewność, że wiesz co masz robić. Im dalej jesteś od „serca”, tym rób mniej. Najlepiej nic. Z jednym wyjątkiem.

Gdy ktoś zaatakuje Cię w pierwszej strefie, walcz z nim jak z mszycą czy ślimakiem na ukochanej roślinie – bezwzględnie, szybko, skutecznie. Wykażesz się dzięki temu doskonałą znajomością pierwszej permakulturowej dyrektywy, która mówi o tym, że jedyną etyczną decyzją jest wziąć odpowiedzialność za los swój i swoich bliskich. Obowiązuje ona tak samo w ogrodzie jak i w Internecie.

Jeżeli spotykasz się z ewidentnym łamaniem etycznej zasady Troski o Ludzi, wobec swoich bliskich lub wobec siebie, dokładnie w imię tej samej zasady zrób z tym porządek, natychmiast.

 

 

Faultyculture, czyli Błędna Kultura

Zawsze staram się zrozumieć.  Nauczył mnie tego mój kolega z pracy, przyjaciel i mentor, ś.p. dr Michał Woźniewski, naukowiec, ichtiolog i pionier polskiej fotografii podwodnej. Choć od tamtych dni minęło trzydzieści lat, dwie rady, które mi przekazał, pamiętam i stosuję do dziś.

Pierwsza z nich to „Pisz, pisz, a coś po tobie zostanie” – stąd ten felieton 😉

A druga to „Jak nie rozumiesz, to się nie dziw” – w związku z tym zamiast się dziwić, staram się zrozumieć. Ale czasami nie jestem w stanie, pomimo najszczerszych chęci i nieustających wysiłków, nie daję rady.

Takie poczucie bezsilności i zdziwienia ogarnia mnie, gdy patrzę na spektrum działań z założenia ekoprzyjaznych pod szyldami ekologii, ochrony środowiska, a nawet permakultury.

Mam nieodparte wrażenie, że w majestacie dobrych chęci, którymi piekło jak wiadomo wybrukowane, uprawia się tutaj Faultyculture – czyli Błędną Kulturę.

Co roku świat świętuje Dzień Ziemi, a z tej okazji większość największych światowych korporacji wyłącza światło w swoich biurowcach, aby ocieplić wizerunek i pokazać, jakie to są eko. 364 dni i 23 godziny w roku działają wyłącznie w imię zysku właścicieli i akcjonariuszy mając w dupie ludzkość i planetę, którą ona zamieszkuje, a jedną godzinę od święta poświęcają Ziemi? Łaskawcy! „Krzyż mieliście na piersi, a browning w kieszeni” – are you fucking kidding me?

Zatruwające ludzi i przyrodę firmy z kręgu Big Pharmy rozdają naiwnym nasiona roślin miododajnych po to tylko, aby odciągnąć uwagę od tego, że ich produkty sprawiają, że niedługo jakichkolwiek zapylaczy przyjdzie ze świecą szukać. Durny lud to kupi, weźmie z pocałowaniem ręki – wszak dają za darmo, a jak dają to brać, jak biją, to uciekać.

Miasta, gminy i samorządy „rewitalizują” tereny, układając na nich kostkę Bauma i zakładając gigantyczne połacie trawników, które następnie w huku maszyn i smrodzie benzyny kosić trzeba corocznie, wielokrotnie. Trwonią społeczne pieniądze na rozwiązania, które w kolejnych latach wymagać będą dalszych nakładów, kosztem środowiska i kieszeni podatnika. Nie o taką rewitalizację walczymy. W dobie zmian klimatu, braku wody i wyczerpywania się paliw kopalnych, nowo zakładane tereny zielone powinny być zakładane w sposób odnawialny – po wstępnym okresie dbałości o nie, nie powinny wymagać wytężonej ludzkiej opieki, a jedynie kosmetycznych zabiegów. Drzewa, krzewy i inne rośliny wieloletnie, tworzące gildie roślinne, składające się na leśne ogrody, nie tylko nie wymagają takich nakładów energii na pielęgnację w latach kolejnych, ale również dostarczają cienia tak potrzebnego w miastach, skutecznie sekwestrują dwutlenek węgla oraz dostarczają przydatnych produktów ludziom zamieszkującym w okolicy. Tego nie potrafi żaden trawnik.

Organizacje, stowarzyszenia i fundacje oraz przedsiębiorczy obywatele ciągną kasę publiczną i prywatną, krajową i unijną, rządową i gminną na pseudoekologiczne działania. Produkują jakieś ustrojstwa do niczego niepodobne, mające coś tam ekozbliżonego robić, dające efekt żaden lub niewspółmierny do kosztów. Udają że chronią, symulują że edukują, pozorują że ratują, nieskutecznie protestują. Podróżują, spotykają się i gadają, rąk pracą nie hańbiąc. Za ich jeden mały „projekt” można by posadzić setki czy tysiące drzew. Oczywiście nie tych drogich ekośmeko, dla nowobogackich po cztery dychy za sztukę co to (wow!) tlen produkują, ale niemniej pożytecznych – ze zwykłej szkółki: tanich, bezproblemowych, szybko rosnących, i wiecie co? Asymilujacych! Produkujących tlen! Wiążących dwutlenek węgla z powietrza! Po 10 groszy za jedno! A łyżka na to – niemożliwe! Możliwe.

Jakim cudem ludzie, instytucje i rządy dają na to pieniądze? Odpowiedź jest bardzo prosta – wszyscy czujemy się winni. Podświadomie wiemy, że czynimy źle, uczestnicząc w konsumpcjonistycznym chocholim tańcu. Chcemy więc, jak te korporacje gaszące światło, poczuć się lepiej, dając pieniądze „na szczytny cel”. Nie dostrzegamy że cel chybiony, lub nawet gdy widzimy, nie chcemy dostrzec.

Jeśli jesteśmy decydentem, z prawej kieszeni dajemy miliony na urągające zdrowemu rozsądkowi i szkodzące środowisku inwestycje, z lewej kieszeni sypniemy nieco srebrników na Błędną Kulturę, niech kasa zamknie buzię „ekologom” i niech siedzą oni cicho.

Jeśli jesteśmy zwykłym Kowalskim, drobnym datkiem sprawiamy, że łatwiej nam z rana spojrzeć w lustro, po dniu z hektolitrami wylanej bez sensu wody, wypalonej benzyny i gazu, nieposegregowanymi śmieciami i zmarnowaną żywnością. Pieniądz jest w ruchu, biznes się kręci, a wszyscy generalnie są zadowoleni. Skoro jest tak dobrze, to czemu jest aż tak źle?

Nie proście mnie o przykłady, jesteście wystarczająco inteligentni aby sami je dostrzec. Błędna Kultura jest wszędzie, widać ją na każdym kroku, stanowi ona odpowiedź na zapotrzebowanie społeczne. Bo przecież ktoś dla nas buduje domy, ktoś za nas uczy i wychowuje nasze dzieci, ktoś produkuje dla nas żywność , dlaczego więc ktoś nie miałby za nas być eko?

Trwała Kultura (Permakultura, ang. Permaculture – znacie to?)  bazuje na trzech zasadach etycznych tak prostych, że nawet tak zwany dzikus z dżungli jest w stanie je pojąć (a może właśnie dlatego, że umysł jego nie jest skażony tak zwaną cywilizacją Zachodu jest w stanie to pojąć?). Troska o Ziemię , Troska o Ludzi i Zwrot Nadmiaru ludziom i Ziemi, to filtr przez który przepuszczamy nasze idee, pomysły, projekty, działania, pragnąc funkcjonować zawodowo i żyć permakulturowo. Zasady etyczne jednak mają to do siebie, że cechuje je pewna dowolność interpretacji. Co dla jednego poza ich ramy wykracza, dla kogoś z rozciągliwym sumieniem w tych ramach się zmieści, z okładem. Warto więc przyjąć jakieś obiektywne kryteria w ocenie projektów, które zamierzamy wspierać, instytucjonalnie czy prywatnie.

Moje ulubione kryterium, w 101% permakulturowe (czy znajdzie się śmiałek, który temu zaprzeczy?)  jest bardzo proste – ilość energii użytej do realizacji projektu musi być mniejsza, niż zrealizowany projekt wytworzy w trakcie swojego istnienia. Dlaczego? Bo tylko wtedy ta kultura jest trwała! System, który nie jest w stanie odtworzyć się bez naszej ingerencji, trwałym nie jest. Amen.

Nikt nie jest bez grzechu, i mnie więc zdarzyło się popełniać chybione projekty, które z założenia miały „zbawiać świat”, ale nie wypaliły. Pochłonęły sporo czasu i środków, nie spełniając pokładanych w nich nadziei. Przykładem takiego projektu niech choćby będzie tutejsze forum dyskusyjne Permisie, które miało w założeniu być miejscem permakulturowych dyskusji dla ludzi wyznających podobne wartości, ale jak ta sadzonka, nie przyjęło się i więdnie. Szczęśliwie pochłonęło jedynie mój własny czas i środki, bez żalu więc i z czystym sumieniem mogę pogrzebać ten projekt.

Nauczony doświadczeniem staram się trzymać w ryzach swój entuzjazm i lepiej analizować każdy projekt już na etapie wczesnego planowania, oceniając czy jego realizacja zaowocuje czymś trwałym.

Sadzę drzewa, a one z nawiązką pokrywają koszt, wysiłek i czas na to poświęcony, ba – pokrywają ekologiczny koszt paliwa, i auta, i cholera wie jeszcze czego, i pokrywać będą, gdy mnie już tu nie będzie.

Podpowiadam tym, którzy toną w zalewie informacji, tym, których dopadł paraliż analiz, tym, którzy chcą urządzić działkę lub ogród, ale nie wiedzą jak. Eliminujemy wspólnie niezbyt trafione pomysły, zanim gospodarze zmarnują siły i środki na ich realizację. Poprawiamy to, co wymaga poprawy, ale co najważniejsze, i chyba najbardziej doceniane, zaczynamy dostrzegać razem możliwości, z których wcześniej gospodarze nie zdawali sobie sprawy. Przekształcamy problemy w rozwiązania, w zgodzie z etycznymi zasadami permakultury tak, aby przez długie lata służyły wszystkim mieszkańcom – roślinom, zwierzętom i ludziom.

Zasiewam ziarno trwałej kultury w umysłach ludzi, uczestników moich zajęć, tłumacząc im rzeczy tak proste i oczywiste, że czasem ogarnia ich zdziwienie, dlaczego do tej pory na to nie wpadli.  Jestem prawie pewien, że każda i każdy z nich posadzi jedno drzewo, a może dziesięć, a może sto, a może znajdzie się taki wariat, który posadzi ich tysiąc? Setki tysięcy? A może inny wariat przejmie pałeczkę i też zacznie uczyć permakultury, o niebo lepiej niż ja to potrafię? A może zaszczepię bakcyla permakultury w umysłach przyszłych projektantów, którzy zmienią oblicze Ziemi, stopniowo, ogródek po ogródku, działka po działce, siedlisko po siedlisku?

Wierzę że tak się właśnie stanie, że nie zatryumfuje Błędna Kultura.

A Oni, ci moi kursanci, niech lepiej sadzą i niech lepiej uczą, i niech lepiej projektują – dzięki temu mój życiowy projekt nabędzie takiej wartości współczynnika ERoEI że mucha nie siada. Wtedy będę mógł zakończyć go i spokojnie odejść.

Do ogrodu, podłubać w Ziemi.

Ekolog też zwierzę

Pomocnik w walce ze zmianami klimatu

Człowiek nazywa i nadaje nazwy po to, aby jednoznacznie identyfikować i odróżniać. Nazwy z czasem potrafią zmieniać swe znaczenie.

Jeszcze w latach 60-tych ubiegłego wieku ekologiem nazywano osobę wykształconą w zakresie oraz badającą współzależności w przyrodzie. Dziś w powszechnym rozumieniu ekolog to osoba, którą niepokoi stan środowiska naturalnego, z reguły głośno przeciw czemuś protestująca, niekoniecznie w dziedzinie ekologii wykształcona.
Współczesny ekolog twierdzi na przykład, że ludzkość spożywa za dużo mięsa, co powoduje wydzielanie znaczących ilości metanu, a co za tym idzie zwiększenie efektu cieplarnianego.
Ekolog nie jest świadom tego, że obecnie na ziemi liczba zwierząt jest drastycznie mniejsza niż była w czasach dawnych. Wprawdzie bizonów żyło w Ameryce Północnej około 30 milionów, a krów obecnie żyje tam niecałych milionów 90, ale towarzyszyły im wielkie stada innych zwierząt, z mastodontami włącznie.
Przeżuwacze wolno żyjące w ogromnych, szybko przemieszczających się stadach użyźniały ogromne obszary prerii i stepów, jak również dziewicze lasy – sprawiały, że w glebach odkładał się węgiel, w formie materii organicznej.
W glebach rozwijała się również niezwykle bogata flora bakteryjna, składająca się między innymi z metanotrofów, czyli aerobowych bakterii pochłaniających metan i inne gazy cieplarniane z powietrza. Niestety, wraz z uprzemysłowieniem rolnictwa nastały złe czasy dla metanotrofów.
Wielkoobszarowe rolnictwo, posługując się orką, nawozami sztucznymi oraz środkami ochrony roślin spowodowało kolosalny spadek liczebności metanotrofów w glebach całego świata. Pozostałe bakterie nie są już w stanie asymilować takich ilości metanu, jak działo się to w przeszłości.
Dodatkowo, zwiększone stosowanie nawozów azotowych powodując przyspieszony rozkład materii organicznej w glebie, przyspieszyło uwalnianie coraz większych ilości węgla w formie gazów cieplarnianych do atmosfery. Ubytek materii organicznej powoduje spadek plonów, a co za tym idzie skłania do stosowania wyższych dawek nawozów, i tak kręci się agrobiznes, a wraz z nim zaklęty krąg eksterminacji życia glebowego.
O ile współczesnego ekologa słusznie niepokoi los zwierząt w CAFO i klatkach, o tyle błądzi sądząc, że zmniejszenie ich liczby jest lekiem na zmiany klimatu. Przywrócenie glebom ich naturalnej równowagi biologicznej wraz z odchodzeniem od uprawy roślin jednorocznych na rzecz wieloletnich, nowoczesne formy rotacyjnego wypasu pastwiskowego oraz przywracanie właściwych stosunków wodnych to jedne z najskuteczniejszych metod powstrzymania zmian klimatu wynikających z efektu cieplarnianego.
Jak skuteczne, niech świadczą wyniki uzyskane na farmie Brown’s Ranch, gdzie od kilkunastu lat dokłada się starań aby poprawić jakość gleby, stosując takie właśnie metody. Zaowocowało to zmagazynowaniem w glebie średnio 92 ton węgla na akr, podczas gdy gleba w uprawach konwencjonalnych zawiera tylko od 10 do 30 ton.
 
„Dr. John Norman, the environmental biophysicist, soil-scientist and a LandStream cofounder, says that “preliminary results from systematic, stratified soil-sampling and analysis in Fall 2017 on 523 acres of the Brown’s home ranch mapped a total of 48,300 tons of organic carbon to a depth of 47 inches, averaging 92 tons of carbon per acre. The organic carbon in the soil that we mapped contains the energy equivalent to 60,400 tons of thermal coal. Typical carbon storage amounts on land in conventional agriculture in the US are 10 to 30 tons-C/acre.
This accomplishment is truly spectacular, considering that the United Nations COP21 framework from the International Paris Agreement has set carbon sequestration targets which are equivalent to about 0.1 tons of carbon/acre/year on typical Midwestern conventional-agricultural soils, —an order of magnitude less than the Browns have already achieved.”
 
Drodzy ekolodzy naszych czasów, przestańcie już odsądzać zwierzęta od czci i wiary, a doceńcie wreszcie ich rolę w sekwestracji węgla w ekosystemach pastwiskowych. Odróżnijcie przyczyny od skutków i pochylcie się nad losem biednych metanotrofów na gruntownie przeoranym polu Waszej ulubionej ekologicznej soi.

Topinambur albo życie

Poletko topinamburu

Jeżeli masz kilka metrów kwadratowych ziemi, w mieście czy na wsi, i absolutnie nic nie uprawiasz – posadź topinambur. Może okazać się, że w przyszłości ocali Ci życie.

Z faktami ciężko dyskutować – klimat Ziemi radykalizuje się, notujemy na zmianę rekordy ciepła i zimna, wiatry wieją coraz mocniej, ale już z coraz mniej przewidywalnych kierunków. Aktywizują się wulkany, huragany i tornada, na zmianę trapią nas susze i powodzie.

Północny prąd strumieniowy, przenoszący z zachodu na wschód olbrzymie masy powietrza w atmosferze ziemskiej, rozleciał się na kawałki i nie wieje już tak jak zwykle. To on regulował pogodę na półkuli północnej. Pewnie o tym nie słyszałeś, tematem lata była piłka kopana a nie jakiś tam jet stream.

Może nadejść dzień, że w wyniku fali upałów, mrozów, huraganów czy powodzi życie zostanie zagrożone. W skali dotąd niebywałej. Mogą wyschnąć uprawy, a może wysiąść prąd. Może zabraknąć wody. Cokolwiek się stanie, w kilka dni później nie zbawi Cię dobry etat w korpo, nie kupisz już też nic za 500+.

Głodni zjedzą wszystko, co uznają za jadalne. Splądrują markety, a gdy one opustoszeją, mogą zajrzeć do Twojej lodówki. Z reguły choć potrafią rozpoznać około setkę korporacyjnych marek, nie odróżnią w ogrodzie trawy od topinambura.

Gdy pójdą, wykopiesz sobie kilka bulw i pójdziesz spać syty. Ty i Twoja rodzina.

Kończy się czas pierdololo, zegar tyka nieubłaganie. Zadbaj o swoje bezpieczeństwo, działaj. Załóż własny ogród. Sadź drzewa. Nawet gdy Ci zjedzą z nich owoce, nie będą mieli siły ich ścinać. Drzewa zaowocują ponownie. Posadź karaganę, glediczję, dęby, kasztany i sosny o jadalnych nasionach – tego pewnie nie ruszą. Poza tym, drewno to najłatwiej odnawialny opał. Dzieci będą miały zimą ciepło. Niech Twój ogród wtapia się w krajobraz, niech będzie niewidoczny dla niewprawnego oka. Gromadź wodę deszczową, ta w kranie nie zawsze będzie zdrowa i nie będzie płynąć wiecznie. Zawsze miej też w zanadrzu zapas nasion. Dzięki nim odnowisz zniszczone lub zjedzone uprawy.

Jak sformułował to Bill Mollison, pierwszą dyrektywą permakultury jest zadbać o los swój i swoich najbliższych. Nie zrobisz tego protestując i kontestując. Nie zrobisz tego na Facebooku. Zrobisz we własnej ziemi, w swoim ogrodzie, gdzie jak mawia Geoff Lawton, można rozwiązać wszystkie problemy współczesnego świata. Pracą własnych rąk, we współpracy z naturą.

Nawet jeżeli żaden z czarnych scenariuszy się nie sprawdzi i ja okażę się skończonym głupcem, Ty na tym nic nie stracisz na pewno – na jesieni, ugotujesz sobie pyszną zupę-krem lub zrobisz w piekarniku smakowite chipsy z topinambura. Zostawisz kilka w ziemi, odrośnie – najlepsza z lokat w najpewniejszym banku natury, dla Ciebie i Twoich bliskich.

Uciechów

Zanim wbijesz łopatę, obserwuj i planuj.

Zanim wbijesz łopatę, obserwuj i planuj.

W dolnośląskim Uciechowie, w gościnnym domu Państwa Edyty i Krzysztofa, w towarzystwie gromadki szczęśliwych psów i kotów, spotkaliśmy się aby rozmawiać o projektowaniu permakulturowym.

Uczestnicy warsztatów przyjechali głównie z okolic Wrocławia, ale reprezentowane były też inne regiony – nie tak daleki Poznań i dosyć odległa Limanowa.

W dwa warsztatowe dni udało nam się przedyskutować zasady etyczne permakultury, poznać metody projektowania permakulturowego, popracować na mapach i na terenie działki gospodarzy. Poznaliśmy zasady zakładania ogrodu leśnego, permakulturowego sadu oraz poprawnego sadzenia drzew.

Zawsze trzeba trzymać poziom, szczególnie projektując.

Zawsze trzeba trzymać poziom, szczególnie projektując.

Wspólnym wysiłkiem, bazując na naszej wspólnej wiedzy, intuicji i wyobraźni, stworzyliśmy projekt permakulturowego zagospodarowania działki, który od razu w estetyczną formę graficzną zamieniał nam uczestnik warsztatów – Pan Jacek. Projekt ten, efekt połączonych wysiłków całej grupy, pozostaje w Uciechowie i już niedługo rozpocznie się jego realizacja. Gospodarze, nie zapomnijcie zrobić masy zdjęć „przed”, a wszyscy niecierpliwie czekamy na zdjęcia „po”!

Omówiliśmy również projekty i plany kilkorga z uczestników, a plany to ambitne. Maluczko, a o niektórych pewnie już wkrótce usłyszycie, bo zapowiadają się ciekawie. Przede wszystkim jednak miałem okazję wreszcie osobiście spotkać osoby, których permakulturowe i ogrodnicze działania i „obsesje” 😉 śledzę od dłuższego czasu – na ich blogach, kanałach Youtube czy na Facebookowych grupach – to była niezwykła przyjemność móc się z Wami spotkać na żywo i przekonać się, że naprawdę wszyscy jesteśmy jedną wielką, permakulturową, rozszerzoną rodziną, jak mawiał Bill Mollison.

Dyskusje plenarne, kuluarowe, poranne, wieczorne.

Dyskusje plenarne, kuluarowe, poranne, wieczorne.

Doskonała atmosfera, zaangażowanie i ciekawość towarzyszyły nam przez cały czas, a rozmowom, pytaniom i opowieściom nie było końca. Gospodarze zadbali też o to, abyśmy nie żyli samą permakulturą, czyli po prostu bardzo dobrze nas karmili – dziękujemy!

Mam szczerą nadzieję, że w efekcie tych warsztatów nie tylko w Uciechowie nieco się zmieni, że słowo permakultura uczestnicy już na zawsze kojarzyć będą z projektowaniem, że stanie się ono nieodłączną częścią ich działań na własnej ziemi, działce, w ogrodzie.

Towarzyszyła nam świadomość, że wiedza niepoparta działaniem jest bezużyteczna, dlatego też między innymi z Uciechowa zabraliśmy nasiona, przywiezione na wymianę przez uczestniczki spotkania. Teraz i ziarna wiedzy, i te prawdziwe, będą kiełkować w naszych ogrodach. Ja uwiozłem jeszcze ze sobą prezent od uczestniczki – domowej roboty olej z ostropestu, za który serdecznie dziękuję.

 

Tabula rasa

Tabula rasa

Wstępny projekt, owoc pracy wszystkich uczestników warsztatów.

Wstępny projekt, owoc pracy wszystkich uczestników warsztatów.

 

Drodzy Gospodarze i Uczestnicy warsztatów, ponieważ wzajemnym podziękowaniom i pożegnaniom przed wyjazdem nie było końca, dlatego też teraz napiszę już krótko – to była ogromna przyjemność spotkać się z Wami. Życzę przepięknych permakulturowych projektów i udanych ich wdrożeń. Do następnego spotkania!

Tu na razie jest ściernisko ... :)

Tu na razie jest ściernisko … 🙂

Słuchamy i dyskutujemy

Słuchamy i dyskutujemy

Było też o kulisach zawodu

Było też o kulisach zawodu

Technologia w służbie permakultury - projekt modyfikowany na żywo

Technologia w służbie permakultury – projekt modyfikowany na żywo

 

 

 

 

 

Patronat

Już prawie tysiąc osób lubi Permisie na Facebooku, a jeszcze więcej permakulturę. Opublikowałem w tym czasie tysiące linków do artykułów o permakulturze, głównie jednak w obcych językach. Ostatnio pojawiło się sporo próśb, aby tą sytuację zmienić, aby więcej treści było po polsku.

Jeżeli chcecie czytać po polsku o permakulturze, wesprzyjcie poniższą inicjatywę. Jako Patroni będziecie mieli jako pierwsi dostęp do nowych treści, ale przede wszystkim, dzięki Waszemu wsparciu, rosnąć będzie baza fachowych artykułów i filmów, po polsku. Kliknij na link poniżej, aby dowiedzieć się więcej.

Warsztaty projektowania permakulturowego w Uciechowie

Zapraszamy do wsi Uciechów leżącej na południe od Ślęży, w północno-wschodniej części Kotliny Dzierżoniowskiej, gdzie odbędzie się warsztat projektowania permakulturowego.
Spotkamy się na 35 arowej działce, która do 2012 roku stanowiła część pola uprawnego a dziś jest przestrzenią, gdzie chcemy założyć wymarzony ogród zaprojektowany wg. zasad permakultury.

Warsztat odbędzie się 10 – 11 marzec 2018 /sobota, niedziela/

W trakcie dwudniowych warsztatów uczestnicy będą mogli prześledzić skrócony proces planowania ogrodu z perspektywy projektanta permakultury.

Przeprowadzimy obserwację i analizę miejsca, zastanowimy się co zmienić, a co pozostawić, jak najlepiej wpisać ogród w już istniejące elementy otaczającej go natury, ale i wsi. Zastanowimy się, gdzie ewentualnie umiejscowić ważne elementy infrastruktury, gdzie i co posadzić, jak rozplanować grządki i jaki ich rodzaj wybrać. Nie skupimy się wyłącznie na terenie warsztatów, ale omówimy także uniwersalne reguły obowiązujące w projektowaniu permakulturowym dowolnych obiektów.

Program warsztatów:
Sobota – Projektowanie permakulturowe: teoria i praktyka.
Spotkanie rozpoczynamy o godz. 9:00
9:00 – Wykład o projektowaniu permakulturowym
Zasady etyczne permakultury
Wybrane zasady projektowania permakulturowego:
– Obserwuj i współdziałaj
– Każdy jest ogrodnikiem
– Maksimum efektów przy minimum zmian
– Elementy i ich funkcje
12:00 – przerwa kawowa z przekąską

13:00 – Proces projektowania permakulturowego – zajęcia terenowe:
– Obserwacja i jej odmiany
– Mapa i jej funkcja w projekcie
– Wywiad z klientem jako podstawa projektowania
– Woda, granice, drogi, struktury
– Gleba
– Strefy i sektory
– Projekt główny (masterplan)
17:00 – obiadokolacja/ognisko (w zależności od pogody)

Niedziela – Zakładanie i prowadzenie sadu permakulturowego: teoria i praktyka
Spotkanie rozpoczynamy o godzinie 9:00
9:00 – Wykład o zakładaniu sadu permakulturowego:
– czym różni się sad permakulturowy od tradycyjnego
– jak zakładamy permakulturowy sad
– przydomowy ogród leśny
– duży sad komercyjny
– zabiegi w sadzie: ściółkowanie, nawadnianie, nawożenie, opryski
– przykładowe formy relacji z klientami
12:00 – przerwa kawowa z przekąską

13:00 – zajęcia terenowe – Teoria i praktyka sadzenia drzew i krzewów
Dyskusja, pytania i odpowiedzi.
15:00 – zakończenie warsztatów

Szczegóły: https://www.facebook.com/events/248398209032305/

 

 

Permakultura zimą

Śnieg lub jego brak ujawnia cieplejsze i chłodniejsze mikroklimaty

Śnieg lub jego brak ujawnia cieplejsze i chłodniejsze mikroklimaty

Wiele osób sądzi, że zima to martwy okres dla pasjonatów permakultury – wszak nasze pola i ogrody śpią pod śniegową kołderką, a krótki dzień i często nieprzyjazna pogoda nie sprzyjają aktywności. Nic bardziej mylnego.

Zima, a zwłaszcza jej początek i koniec, jest doskonałym czasem dla obserwacji swojego ogrodu, pola czy działki. Przy okazji pierwszych mrozów i ostatnich roztopów doskonale uwidacznia się szereg mikroklimatów, które można w przyszłości doskonale wykorzystać, sadząc rośliny albo bardziej ciepło, albo zimnolubne. Możemy zaobserwować zastoiska mrozu, miejsca, gdzie śniegu jest więcej lub mniej, gdzie będzie się on topił wolniej (i przez to lepiej nawadniał glebę) lub gdzie znika szybko (powodując, że nadmiar wody szybciej odpływa z naszej działki). Obserwacje te mogą znacząco pomóc w zaplanowaniu prac ziemnych, a zwłaszcza rowów konturowych (tzw. swales).

Zima to czas planowania zasiewów i upraw na cały następny rok. Warto poprzeglądać katalogi z nasionami starych odmian i wybrać te, których nasiona będziemy mogli w przyszłości zbierać sami i uprawiać przez lata, dając kolejnym pokoleniom roślin szansę lepszej adaptacji do warunków, jakie panują w naszym ogrodzie.

Wymiana nasion

Wymiana nasion

Zima to czas wymiany nasion – w gronie przyjaciół, znajomych i mieszkańców okolicy. Nic tak dobrze nie rośnie jak rośliny z nasion od dawna w danej okolicy uprawianych. Poza tym, taka wymiana nasion to doskonały pretekst do wymiany wiedzy, doświadczeń, towarzyskiego spotkania i zacieśniania więzi w lokalnej społeczności.

Zima to czas stratyfikacji nasion, czyli przygotowania do siewu tych, które wymagają przebywania w niskich temperaturach, aby móc wykiełkować. Klasycznym przykładem niech będą pestki z jabłek – umieszczone na lekko wilgotnej bibule w woreczku strunowym, na najniższym poziomie lodówki, zaczną kiełkować z reguły po 2-3 miesiącach. Tym sposobem możemy się dochować własnych, unikalnych drzew owocowych, albowiem żadne z nich nie będzie identyczne jak jego „rodzice”.

Zima to czas lektur i nauki, kiedy można nadrobić zaległości z sezonu wegetacyjnego, który spędzamy głównie dłubiąc w ziemi. Teraz możemy zagłębić się w cierpliwie czekających podręcznikach, aby na wiosnę wejść z nową wiedzą w nowy sezon. To również dobry czas na uczestnictwo w warsztatach i kursach projektowania permakulturowego, szczególnie tych, które koncentrują się na teorii bardziej niż na praktyce. To również doskonały czas, aby obejrzeć filmy na Youtube oznaczone w sezonie jako warte obejrzenia, a na które brakło czasu.

To tylko niektóre propozycje zimowych działań permakulturowych. Jak widać, nie będziemy się nudzić – każda pora roku to nowe możliwości, wystarczy je jedynie dostrzec.

Matka Ziemia

Bardzo wielu ludzi ma swój kawałek ziemi, ale jeszcze więcej osób o swojej własnej ziemi marzy. Ludzie pragną osiedlić się bliżej natury, korzystać z jej uroków, a wielu pragnie również, aby z tej ziemi żyć.

Niejednokrotnie marzenia takie przekształcają się w gwałt na naturze. Powstają domy nie wpisujące się w krajobraz, wymagające masy energii do ogrzania zimą i do schłodzenia latem, powstają pola nawożone chemią i obsadzane modyfikowanymi genetycznie roślinami. Do rzek z naszej ziemi uchodzą ścieki, a z naszych kominów idzie do atmosfery trujący smog z niewydajnych pieców.

Nasza ziemia, źle użytkowana, często przestaje nam służyć – rodzi żywność ubogą w składniki odżywcze, nie jest w stanie nas utrzymać, nie służy ani nam, ani żadnym innym stworzeniom żywym. Niezwykle często naszej ziemi gwałtownie ubywa – zabiera ją erozja i unosi w siną dal. Ziemi pozostającej w kondycji zdatnej do życia mamy z każdym rokiem mniej i mniej …

A tymczasem Ziemia jest jedna, Ziemia to planeta na której żyjemy, a nasze życie na niej jako jednostki stanowi zaledwie mgnienie w proporcji do czasu jej istnienia. Niestety suma tych mgnień wywiera na Ziemię istotny wpływ, na tyle duży, że zagraża istnieniu na niej życia, i nas samych.

Permakultura przynosi rozwiązania wielu problemów, gdyż zakorzeniona jest w etycznej zasadzie Troski o Ziemię. Projektowanie permakulturowe pozwala tak zaprojektować nasz dom, działkę, siedlisko czy biznes, aby jak najlepiej korzystać z energii Słońca, materiałów dostępnych na miejscu, aby nie pytać co z natury można zabrać, ale ile może ona nam dać bez szkody dla siebie oraz dla innych ludzi.

Permakulturowe siedlisko zaspokoić może wszystkie potrzeby ludzi, bez szkody dla środowiska. Systemy permakulturowe mają bowiem różnorodność, trwałość i obfitość taką, jak najpiękniejsze i najbardziej efektywne systemy utworzone przez naturę.

Pamiętajmy o tym stając się właścicielami ziemi, pamiętajmy, że jesteśmy nimi jedynie na chwilę. Nie niszczmy jej bezmyślnie, pozwólmy, aby służyła ona następnym pokoleniom. Najlepiej, jeśli pozostawimy ją w stanie lepszym niż zastaliśmy – żyźniejszą, czystszą, bardziej bioróżnorodną. Można to na pewno osiągnąć z dobrym projektem permakulturowym. Pamiętajmy, że najlepszy efekt osiągniemy będąc sługami i strażnikami ziemi, działającymi dla dobra jej, a przy okazji i swojego, a nie bezwzględnymi wyzyskiwaczami pragnącymi szybkich zysków bez oglądania się na konsekwencje. Własna ziemia to trochę tak jak własna matka, którą należy szanować i kochać, a ona nam to z nawiązką zawsze odwzajemni.

Projektowanie ogrodów permakulturowych – webinar

  • ALL THE WORLD’S PROBLEMS CAN BE SOLVED IN A GARDEN - GEOFF LAWTON
© 2018: Permisie | GREEN EYE Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress