Permisie

Permakulturowe Forum Dyskusyjne – Miłośnicy Permakultury z Kraju i ze Świata

Permakulturowe Forum Dyskusyjne

Miłośnicy Permakultury z Kraju i ze Świata

Read more

Permisie

Witaj w witrynie Permisie.pl, gdzie znajdziesz wiele informacji na temat permakultury w kraju i na świecie. Koniecznie odwiedź nasze forum, poczytaj bloga, wstąp do zaprzyjaźnionej witryny permakultura.edu.pl. Zajrzyj do nas na Facebooku, oraz do grup Permakultura Warszawa i GIY Warszawa.



Odkłamywanie żywności

Ileż to nazw o pozytywnym wydźwięku wymyślono dla żywności – a to ekologiczna, organiczna, bez barwników czy konserwantów, niepryskana, z wolnego wybiegu, od szczęśliwych kur, od rolnika, od baby, ze wsi. Wszystkie te określenia służą podkreśleniu, że dama żywność jest lepsza jakościowo i że można ją określić najbardziej kuriozalnym określeniem jakie wymyślono, a mianowicie zdrową żywnością!

A jaka to żywność do cholery zwykle jest, że trzeba aż specjalnych nazw dla określenia tej zdrowej? Ano niezdrowa zapewne, produkowana przemysłowo, na nawozach sztucznych, pestycydach i herbicydach, z antybiotykami i hormonami, z warunków urągających przyzwoitości, klatek, chlewni, kurników czy obór, od producenta będącego bardziej przedsiębiorcą niż rolnikiem, modyfikowana genetycznie i pozbawiona istotnych wartości odżywczych, niejednokrotnie zbierana w stanie niedojrzałym i podróżująca do nas z krańców świata, gdzie wytworzono ją bez troski o ludzi – źle opłacanych, a niejednokrotnie głodujących.

Ludzie w zdecydowanej większości żywność taką uznają za „normalną”, bo przecież „wszyscy” ją jedzą na co dzień, a na żywność „zdrową” niektórzy tylko sobie pozwalają, a niejednokrotnie tylko od święta.

Przełom w naszym odżywianiu może nastąpić jedynie wtedy, gdy odkłamiemy żywnościowe nazewnictwo. Wtedy, gdy żywność „zdrowa” będzie taką bez dodatkowych przymiotników, bez dodatkowych oznaczeń, bez certyfikatów eko, bez długich list tego, czego nie zawiera. Jednocześnie, żywność inna, ta niezdrowa, otrzyma nazwy sobie właściwe, jak również właściwe oznaczenia – takie jak na paczkach papierosów. Żywność, która może być przyczyną wielu groźnych chorób, nie może być nazywana „zwykłą” i „normalną”, jeśli chcemy zdrowo jeść!

Odwróceniu muszą ulec również proporcje – poprzez wycofanie dotacji do wielkoobszarowego rolnictwa i masowej hodowli, pora uczynić produkcję niezdrowej żywności po prostu nieopłacalną. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie dopłacał z własnej kieszeni do trucia konsumentów, teraz czyni to jedynie dlatego, że jest to po prostu finansowo opłacalne, a poziom świadomości etycznej producentów jest niski (wszak produkują na sprzedaż, nie dla siebie).

Pamiętajmy, że jako konsumenci żywności głosujemy naszymi codziennymi decyzjami zakupowymi i naszym portfelem, skuteczniej niż w jakikolwiek inny sposób. Masowo nie godząc się na zatruwanie nas żywnością pełną chemii poprzez ograniczenie zakupów możemy wywrzeć istotny wpływ na producentów i zmusić ich do zmiany zachowań, a państwo i instytucje wspólnotowe do zmiany polityki rolnej i systemu wspierania rolnictwa dotacjami.

Pamiętajmy, że prawdą jest przysłowie „jesteś tym, co jesz”. Żywność jest najlepszym środkiem profilaktycznym i leczniczym jaki istnieje na Ziemi, pod tym wszakże warunkiem, że jest z natury i założenia zdrowa, lokalna, świeża i dostępna dla wszystkich.

Bogactwo wokół nas

Jedną z najważniejszych zasad obowiązujących w permakulturze jest właściwe korzystanie z surowców. Wiedzą to dobrze ekolodzy i miłośnicy permakultury i świadomość tego w społeczeństwach też rośnie – któż bowiem nie słyszał o surowcach odnawialnych i odnawialnych źródłach energii?

Wiemy, że drewno, słoma, biomasa, etanol to surowce odnawialne, a ropa, węgiel i gaz do takich nie należą. Korzystając z surowców odnawialnych czujemy się dobrze, bo działamy na korzyść nas i naszej planety.

Płonące polana w efektywnym palenisku pieca nie emitują zanieczyszczeń i nie są źródłem smogu.

Czy jednak zawsze? Czy odnawialny surowiec, który przypłynął do nas statkiem z Chin, lub przemierzył wzdłuż Europę w przepastnych czeluściach TIR’a jest nadal odnawialny? Na to pytanie może odpowiedzieć jedynie pełny audyt energii, jaka została zużyta w procesie produkcji i transportu, na wszystkich etapach, porównany z okresem żywotności produktu, czyli czasem przez jaki będzie nam służył. Każdy transport surowca zwiększa jego ślad węglowy, a przy rosnących problemach na rynku paliw czyni w większości przypadków takie surowce nieodnawialnymi. Więcej bowiem energii pochłania ich transport, niż często wytworzenie ich na miejscu, lub skorzystanie z surowców na miejscu dostępnych.

Często nasze wybory decydują o tym, czy coś można uznać za odnawialne, czy też nie. Przypomina się historia o pasjonatach permakultury, którzy pojechali na kurs czy też warsztaty, gdzie przez dwa dni uczyli się, jak budować gliniany piec kopułkowy (tzw. cob oven). Uzbrojeni w nową wiedzę, postanowili taki piec zbudować u siebie. Wkrótce okazało się jednak, że na ich działce całkowicie brak gliny, a ponieważ nie uprawiali zbóż, słomę też trzeba było sprowadzić. Dla kogoś, kto bardzo chce być „perma” i „eko” za nic takie przeszkody. I glinę, i słomę sprowadzili, i piec pobudowali. Nie pomyśleli jednak o tym, że żyją w miejscu, gdzie spada 500 mm deszczu rocznie i gliniano-słomiany piec po prostu tego nie zniesie. Wykazali się jednak refleksem, i po pierwszej ulewie wybudowali nad piecem sporawy metalowy dach, aby swoje dzieło ochronić. Cała ta inwestycja powstała z przywiezionych z daleka surowców, a gdyby się tylko rozejrzeli dokoła, zobaczyliby stosy kamieni przez lata wyorywanych z okolicznych pól, z których z powodzeniem zbudować mogliby piec równie funkcjonalny i niewymagający blaszanego dachu.

W leśnym siedlisku drewno jest najlepszym odnawialnym surowcem energetycznym.

Osiedlając się wśród lasów, nie buduj domów ze słomy, czy też konopi, buduj dom z bali lub w technice cordwood (z polan opałowych, jak nasi przodkowie na kresach wschodnich)! Z tego co rośnie na Twojej działce lub w jej najbliższym sąsiedztwie, z tego, o co sam możesz zadbać, aby było odnawialne. Posadź więcej drzew niż zużyto na budowę Twojego nowego domu. To jest właściwe spojrzenie na odnawialne surowce. Żyjąc z kolei pośród uprawnych pól, gdzie słomy jest w bród, buduj z niej do woli. Nie zapominaj jednak o tym, aby glebie zwracać żyzność z niej pobraną i stroń od wielkoobszarowych upraw monokulturowych, uprawianych z udziałem biocydów (chemicznych środków ochrony roślin).

Aby żyć w sposób zrównoważony, powinniśmy nauczyć się dostrzegać elementy, które występują w naszym najbliższym otoczeniu i nauczyć się z nich korzystać w taki sposób, aby nie zubażać środowiska, a co więcej, o ile to możliwe, przyczyniać się stale do poprawy jego kondycji. Ekosystem bowiem, który ma zdolność regeneracji, jest źródłem nieskończonego bogactwa dla nas i dla przyszłych pokoleń, bez szkody dla Ziemi.

 

 

Imigranci

Wśród części przyrodników, ekologów, leśników, ogrodników i rolników panuje przekonanie, że importowane z dalekich stron gatunki roślin, swoiści imigranci do naszego kraju, działają na szkodę naszego środowiska.

Glediczja trójcierniowa, jedno z cenniejszych drzew w permakulturze, trafiła do Polski z Ameryki Północnej.

Glediczja trójcierniowa, jedno z cenniejszych drzew w permakulturze, trafiła do Polski z Ameryki Północnej.

Istnieje wiele przykładów roślin, które rozprzestrzeniły się w sposób niekontrolowany, zajmując nisze lokalnych gatunków, rywalizując z nimi lub wypierając je. Wiele gatunków jest zakazanych przez prawo i w danym kraju lub regionie uprawa ich jest surowo karana.

Projektowanie permakulturowe z zasady wzoruje się na naturze, czy więc zasadnym jest wprowadzanie do naszego ogrodu, sadu lub lasu gatunków, które naturalnie u nas nie występują?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy zastanowić się nad relacją pomiędzy lekcjami przyrody a dobrym projektem permakulturowym.

Czerpiąc z doświadczeń natury, dostrzegamy wzorce w niej panujące i wzajemne zależności między elementami. Planując ogród leśny nie odtwarzamy wyimaginowanego ogrodu Edenu z prehistorycznych czasów, korzystamy natomiast z wzorca powstawania prastarej puszczy czy lasu. Obserwujemy piętra lasu, relacje pomiędzy drzewami, krzewami, bylinami, trawami czy pnączami. Analizujemy rolę poszczególnych gatunków i widzimy, że jedne zapewniają ściółkę, inne akumulują minerały, jeszcze inne odstraszają szkodniki, wiążą azot z powietrza czy wabią zapylacze. Ustalamy potencjalne nisze i sytuujemy je w planie tak, aby stworzyć jak najwięcej korzystnych relacji.

Karagana syberyjska, niezwykle ceniony w permakulturze krzew, trafił do nas z Syberii i Mandżurii.

Karagana syberyjska, niezwykle ceniony w permakulturze krzew, trafił do nas z Syberii i Mandżurii.

Doboru gatunków dokonujemy w ostatniej fazie projektowania, starając się, aby były one jak najbardziej przydatne dla użytkowników ogrodu leśnego, w tym i dla nas, ludzi. W tym celu sprawdzamy, jakie gatunki całego świata spełniają nasze wymogi i jednocześnie rosną w bardzo podobnych do naszych warunkach (w tak zwanych klimatach analogicznych). Nie boimy się zaprosić ich do naszego ogrodu, gdyż nie zjawią się w nim masowo, a raczej zajmować będą jedną z bardzo wielu nisz, dzięki czemu ich możliwości ekspansji będą drastycznie ograniczone. A gdyby nawet zdarzyło się, że rozrastają się ponad normę, posłużą doskonale jako materiał do ściółkowania w naszym leśnym ogrodzie.

Nie bójmy się stosować gatunków niewystępujących u nas w naturze w naszych projektach – właściwie umieszczone i pielęgnowane przyczynią się one do wzrostu bioróżnorodności i atrakcyjności naszego ogrodu dla wszystkich żyjących stworzeń dużych i małych.

Współpraca

Patrząc na łany kukurydzy czy zboża ciągnące się po horyzont, widzimy jak ubogie w gatunki roślin i zwierząt jest to siedlisko. W takim siedlisku, cokolwiek uprawiamy, zdane jest na łaskę i niełaskę człowieka, gdyż w takiej monokulturze w żaden sposób nie jest w stanie przetrwać samodzielnie. Roślina żyje wyłącznie dzięki zabiegom agrotechnicznym, nawożeniu, biocydom, a często i nawadnianiu. Rośnie w na wpół martwej i wyjałowionej glebie, której z roku na rok ubywa w wyniku orki i erozji, a ilość ludzkiej troski o uprawy i nakłady muszą nieustannie rosnąć, aby nie spadały plony.

Inaczej w pierwotnym lesie, gdzie od jego najniższych partii, po korony drzew, tętni życie wielu gatunków. Od bakterii, pierwotniaków, nicieni i grzybów w glebie, po ptaki kołujące nad lasem, wszystko jest ze sobą w mniejszym lub większym stopniu powiązane. Choć część gatunków rywalizuje ze sobą o nisze, o pokarm, o terytorium, o światło czy o miejsca lęgowe, to jednak w skali makro dominuje współpraca. Grzyby mikoryzowe współpracują z drzewami, rośliny karmią zwierzęta, a te roznoszą ich nasiona i nawożą glebę. Las nawet mityguje klimat, chłodząc powietrze w lecie i ocieplając w zimie, nie mówiąc już o tym, że wpływa na tworzenie się chmur i ilość opadów, czym „świadczy usługi” nie tylko sobie, ale i otoczeniu, a w szerszej skali, naszej planecie.

Las jest doskonałym nauczycielem projektowania permakulturowego.  Pokazuje nam, jak współpraca gatunków pozwala systemom biologicznym trwać, bez dopływu zasobów z zewnątrz. Pierwotnych lasów ani nikt nie nawoził, ani nikt nie podlewał, ani tym bardziej nie stosował w nich chemii, a wyrosły tak, że człowiek współczesny skłonny jest je podziwiać i chronić.

Korzystając z wzorców natury, projektujemy permakulturowo systemy, gdzie tak jak w naturze każdy element pełni wiele funkcji, ale z każdą z funkcji wspomaga wiele elementów. Jest to swoista polisa ubezpieczeniowa na wypadek tego, że gdy jeden z elementów zawiedzie, inne go zastąpią.

Dobierając elementy naszego projektu, czy to ogrodu, czy farmy, czy konstrukcji domu, powinniśmy uwzględniać jak najwięcej elementów ze sobą współpracujących, i wzajemnie się wspomagających, z korzyścią dla obu stron. Niemal wszyscy znamy koncepcję korzystnego sąsiedztwa roślin, ogrodnicy wiedzą, że bazylia rośnie lepiej wraz z pomidorami, a ziemniaki z grochem. W sadzie, drzewom owocowym towarzyszyć powinny rośliny wiążące azot z powietrza, pobierające minerały z głębokich warstw gleby, odstraszające szkodniki czy wabiące owady zapylające.

Korzystne łączenie elementów w przypadku zwierząt polega na takim ich zestawianiu , aby dzieliły wspólne nisze, ale w ramach niszy korzystały z innych dostępnych zasobów. Klasycznym tego przykładem jest wypas rotacyjny, gdzie za stadem bydła podążają owce, a za owcami drób. Na pewno nikogo nie zdziwi to, że identycznie przemieszczają się wielkie stada dzikich zwierząt na afrykańskich sawannach – projektanci permakultury nie wymyślili wypasu rotacyjnego, podpatrzyli go po prostu w naturze.

W przypadku budynków klasycznym rozwiązaniem jest dołączenie do bryły domu szklarni od południa, co pozwala tanio dogrzewać dom zimą, roślinom w szklarni dostarczać dwutlenek węgla, a nam stwarzać warunki do produkcji żywności nawet w miesiącach zimowych.

Jeżeli zestawiamy elementy nie biorąc pod uwagę ich wzajemnych relacji, rośliny mogą nie chcieć nam rosnąć, zwierzęta mogą chorować lub w ekstremalnych przypadkach zjadać się nawet, a dom może generować niepotrzebne koszty i być niefunkcjonalny oraz niewygodny do zamieszkania. Tak się z reguły dzieje, gdy zamiast współpracy, pomiędzy elementami występuje konkurencja w dowolnej postaci.

Tworząc tak zwane „niewidzialne struktury” czyli współpracując z ludźmi, powinniśmy też zwracać uwagę na to, czy są to osoby kooperujące, czy rywalizujące. W towarzystwie ludzi kooperujących, możemy zarówno razem więcej osiągnąć, jak i więcej się od siebie nawzajem nauczyć.

Drzewo

Drzewa są bez wątpienia jednymi z najważniejszych roślin na naszej planecie. To one w największym stopniu przekształcają energię słońca na energię dostępną dla nas, w postaci pożywienia i surowców. Drzewa produkują ogromną ilość biomasy, moderują klimat i chronią przed wiatrem. Pompują ogromne ilości wody, którą następnie oddają do atmosfery, aktywnie przyczyniając się do powstawania chmur i występowania opadów.

Projektanci permakultury wykorzystują drzewa niemal we wszystkich systemach – żadne inne rośliny nie zapewniają tak korzystnej proporcji nakładów do zysków. Drzewa, jako organizmy długowieczne, bardzo często służą nie tylko projektantowi i jego pokoleniu, ale i wielu następnym generacjom.

Jesień to najlepszy czas na sadzenie drzew i do tego chciałbym Cię dziś zachęcić – posadź choćby jedno drzewo tej jesieni. Wybierz takie, które będzie spełniać wiele funkcji – będzie dawać cień, modyfikować wiatr, dostarczać produktów do zastosowania w kuchni, w ziołolecznictwie, w rzemiośle, w sztuce, czy w innych dziedzinach, które Cię pasjonują. Takie, które ściągnie na Twoją działkę ptaki, owady i innych porządanych gości ze świata zwierząt. Wybór jest ogromny, bo tak wiele jest różnych drzew.

Posadź drzewo w sposób permakulturowy – nie kop okrągłego dołka pod drzewo, gdyż wtedy korzenie mają tendencję do wzrostu w koło. Wykop dołek na planie kwadratu – korzenie dojdą wtedy do rogów i zaczną wrastać w glebę.  Aby to ułatwić, rozluźnij ściany dołka widłami. Rozmiar dołka dostosuj do rozmiarów korzeni, rozkładając je bardziej na boki niż w głąb dołka.

Wierzchnią warstwę gleby odkładaj osobno na bok, nie mieszaj z głębszymi warstwami. Ziemię z głębszych warstw odłóż obok. Najlepiej odkładać poszczególne frakcje na karton lub plandekę.

Sadzenie drzewka 1

Sadzenie drzewka 1

Umieść korzenie drzewka w wodzie na dwie godziny przed sadzeniem. Napełnij dołek wodą i poczekaj aż wsiąknie. Ponownie napełnij dołek wodą i gdy jej poziom opadnie do połowy, przystąp do sadzenia.

Umieść drzewko w dołku na taką głębokość, na jakiej rosło w szkółce lub w donicy. Jeżeli drzewko jest szczepione, miejsce szczepienia musi znajdować się nad ziemią. Pęd główny powinien być zwrócony do wiatru, a miejsce szczepienia znajdować się za wiatrem. Zasyp dołek glebą pobraną z głębszych warstw, mieszając z resztkami wody tak, aby nie pozostało w glebie powietrze. Postaraj się, aby wszystkie korzenie skierowane były na zewnątrz. Następnie dosyp wierzchnią warstwę gleby, a jeśli była porośnięta trawą, ułóż ją trawą do dołu. Podlej raz jeszcze i ugnieć lekko wokół pnia.

Przestrzeń wokół dołka pokryj cienką warstwą dodatków doglebowych (najlepiej kompostu z dodatkiem pyłu skalnego (mączki granitowej lub bazaltowej), bo tak jak w naturze las zasilają opadłe na glebę liście i ściółka, tak Twoje drzewko będzie zasilane tym, co znajduje się na powierzchni, a nie w dołku.

Sadzenie drzewka 2

Sadzenie drzewka 2

Przykryj obszar wokół dołka mokrą tekturą lub gazetami tak, aby drzewko otaczał krąg o średnicy około 1 metra. Na koniec utwórz wokół drzewka pierścień ze ściółki, najlepiej ze zrębki.  W tym kręgu możesz posadzić kilka roślin towarzyszących lub ochronnych – wiążących azot z powietrza, dostarczających przyszłej ściółki, okrywowych, odstraszających szkodniki czy gryzonie.

Bill Mollison, twórca permakultury, poświęcił drzewom i ich energetycznym transakcjom cały rozdział w swoim podręczniku projektowania permakulturowego, będącym do dziś niedoścignionym źródłem wiedzy dla projektantów. Bill odszedł od nas 24 września 2016 roku, a jego ostatnim życzeniem było, aby każdy, komu bliska jest permakultura i jego pamięć, posadził drzewo, najlepiej owocowe.

Jeżeli tej jesieni drzewo posadzisz, i przy tej okazji wspomnisz Billa, możesz podzielić się ze społecznością permakulturową zdjęciem swojego drzewa, na przykład w mediach społecznościowych.

Serdecznie namawiam, aby zrobić to na Facebooku, na swojej stronie, lub na naszym forum Permisie.

Oznacz swoje zdjęcie #PlantedforBill

Obrazki z Permakulturowego Miejsca Pokazowego „Ostoja”

Gotowanie na słońcu

Jedną z podstawowych zasad projektowania permakulturowego jest gromadzenie i przechowywanie energii. A nic, co jest nam dostępne nie dostarcza jej więcej niż Słońce. W nadchodzące ciepłe dni warto wykorzystać energię Słońca do gotowania, choćby i wody na herbatę.

Najprostsze kuchnie solarne można wykonać z odpadów opakowań tekturowych i folii aluminiowej, a do umieszczenia w kuchni produktów (czy wody), które chcemy gotować potrzebny nam jeszcze będzie garnek – najlepiej czarny, z pokrywką.

Kuchnia solarna

Kuchnia solarna

Z tektury wycinamy kliny (szczegółową instrukcję budowy znajdziesz TUTAJ ),  które złożą się na czaszę kuchni. Oklejamy je folią aluminiową i łączymy w dowolny sposób, na przykład sklejając lub zszywając. Z cieniutkich drewnianych pałeczek lub drutu wykonujemy podstawkę pod garnek, i nasza najprostsza kuchnia gotowa. Teraz wystarczy ustawić ją w stronę Słońca, wstawić garnek i czekać, aż się nagrzeje. Z reguły przy ładnej pogodzie wystarczy 10 minut, aby temperatura wody przekroczyła 80 stopni. Dalszy wzrost temperatury zależy od wielu czynników – intensywności promieniowania słonecznego, miejsca gotowania, kierunku i siły wiatru, i tym podobnych czynników. Temperatura wzrośnie też gwałtownie, jeśli przykryjemy kuchnię szybą, płytą z przezroczystego polipropylenu lub przezroczystą folią.

Kuchnia taka działa jak „slow cooker”, czyli garnek do gotowania w temperaturach poniżej temperatury wrzenia wody, dzięki czemu w gotowanych produktach zachowuje się więcej witamin i innych pożytecznych związków chemicznych. Jeżeli więc nie spieszy się nam, możemy umieścić w garnku warzywa o 10 rano, aby były miękkie i gotowe do spożycia o godzinie 13. Oczywiście przy tak długim gotowaniu, co około pół godziny należy naszą kuchnię nakierowywać na Słońce.

Istnieją oczywiście dużo bardziej wydajne typy kuchni solarnych, łącznie z takimi, w których można piec mięso i chleb, ale ta kuchnia, którą w tym artykule przedstawiam, może być wykonana przez każdego i niemal wszędzie, z materiałów pochodzących z recyclingu. Zamiast więc „odpalać” kilkusetwatowy czajnik elektryczny, miej cały czas gorącą wodę na swoim podwórku, we własnoręcznie wykonanej solarnej kuchence.

Chocholi taniec

Wyspiański wielkim poetą był. I dramaturgiem. I wizjonerem również, a jakże. Wyspiański Stanisław przepowiedział Social Media i Facebooka. Że co? Że to!

Człowiek antropocenu, obecnie niemiłościwie panującej nam ery, zniewolonym jest ponad miarę. Choć nigdy podobno tak wielu nie żyło w takim dobrobycie i pokoju, choć nigdy dotąd w tak wielu miejscach na świecie nie panowały rządy ludu, demokracją zwane, człowiek jako jednostka, jeśli odrobinę wolnej woli posiada, to zwykle głęboko ukrytą.

Zacznijmy uszczegóławiać. Człowiek cywilizacji Zachodu, bo o nim mowa, żyje w osłaniającym go kokonie zbudowanym ze stałego źródła utrzymania, świadczeń socjalnych, praw, obowiązków i konwenansów, politycznej poprawności, jedynych słusznych prawd oraz wizji świata kreowanej przez media.

Człowiek ma potrzebę zarabiania, bo wpojono mu potrzebę posiadania. Im więcej mamy, tym jesteśmy lepsi, mówią nam. Bądź jak ten czy tamten, mówią nam. Tworzą poczucie bezpieczeństwa, otulając nas w warstwy zbędnych rzeczy, na które musimy pracować.

I jak u Wyspiańskiego w Weselu – Chochoł rzuca na wszystkich czar. Nasz chochoł w niniejszej analogii to kokon z rzeczy, norm i prawd jakie narzucono na nas stwarzając poczucie bezpieczeństwa, i też nas zaczarował.

Chochoł gra na patykach zwodniczą melodię, która z weselników czyni istoty w letargu, bezwolne, powtarzające gesty puste i pozbawione znaczenia taneczne figury. Korowód idzie donikąd, ignorując własne zniewolenie. Zniewolenie myśli i idei, w tańcu prowadzącym donikąd.

I tak sobie pracujemy i zarabiamy, i wydajemy i kupujemy, i wrzucamy w Social Media zdjęcia naszych sylwetek na ciepłych plażach, naszych posiłków, naszej kawki, naszego Maczka, złotego iPhonka, naszych nowych dóbr, które dziś są cool i extra, a jutro będą niestety passe. Życie upływa nam w pogoni za dosyć upośledzonym króliczkiem.

Jednocześnie nasze internetowe życie społecznościowe wybrukowane jest szlachetnością do wyrzygania. Wszyscy jesteśmy obywatelami skrwawionych zamachami miast, protestujemy przeciw wycinkom drzew, lajkujemy do bólu palców posty o treściach rewolucyjnych, ekologicznych, wegańskich, feministycznych. Adoptujemy pszczoły, udostępniamy i podpisujemy petycje, uczestniczymy w warsztatach, webinarach i wykładach, ale wiedzy na nich zdobytej w praktyce nie wykorzystujemy, bo cały nasz czas i energię pochłaniają nasze rzeczy i troska o to, aby za ich pośrednictwem błyszczeć i nie być gorszym od innych.

Wielki zryw narodowy jaki za sprawą Wernyhory miał porwać naród i gości Wesela, rozpływa się w chocholim tańcu, tak jak realne działania rozpływają się w morzu Facebookowych lajków. Gdyby choć ułamek tej energii i czasu poświęconego na Social Media przeznaczyć na realne działania, świat mógłby wyglądać inaczej. Moralizatorskie, górnolotne to stwierdzenie i wcale nie odkrywcze, ale niestety prawdziwe. Powiedziałbym nawet, że zjawisko chocholego tańca w Social Media jest powszechnie dostrzegalne, resztkami wolnej woli. Nasza tam obecność i aktywność jest jak narkotyk, uzależnia i ubezwłasnowolnia. Chocholi taniec nadal trwa i nikt nie jest w stanie przewidzieć czy, a jeśli tak to kiedy, się z niego ockniemy, my ludzie ery antropocenu. No chyba, że zabraknie prądu …

 

 

Fotografia: https://bonaba.flog.pl/wpis/11779088/ za zgodą autora.

Spirala ziołowa

Maj to doskonały czas na konstrukcję spirali ziołowej – sztandarowego przykładu zastosowania permakultury w przydomowym ogródku. Dlaczego sztandarowego przykładu zapytacie? Postaram się to w skrócie wyjaśnić.

Koncepcja spirali ziołowej służy dobrze przyrodzie i ludziom. Spirala, dzięki wykorzystaniu przestrzeni w pionie i w poziomie, dostarcza ziół zużywając wielokrotnie mniej miejsca w ogrodzie niż przy tradycyjnej uprawie.  Pozwala hodować własne zioła nawet tym, którzy nie mają ogrodu, gdyż można ją z powodzeniem zmieścić na tarasie czy dużym balkonie. W domu z ogrodem, spirala powinna się znajdować jak najbliżej drzwi (najlepiej kuchennych), aby, jak mówi twórca permakultury Bill Mollison, nawet w największy deszcz móc zebrać zioła do sałatki w kapciach i szlafroku.

Dzięki swemu kształtowi spirala zapewnia roślinom wiele mikroklimatów, dzięki temu można na niej uprawiać szeroką gamę ziół. Im wyżej na spirali, tym bardziej sucho, im bardziej na południe, tym słoneczniej. Dzięki temu na szczycie spirali od południa doskonale będzie się czuł rozmaryn, tymianek czy szałwia, podczas gdy u dołu od północy rozrośnie się na pewno mięta, pietruszka naciowa czy kolendra.

Bardzo bliskie sąsiedztwo wielu ziół na spirali sprawia, że wspomagają się one wzajemnie i dzięki temu rosną lepiej. Niektóre zioła odstraszają szkodniki, inne wabią owady zapylające, jeszcze inne są pożyteczne dla lokalnej fauny i tworzą dla niej doskonałe siedliska. Niezaprzeczalnym atutem spirali ziołowej są jej walory praktyczne i estetyczne – nie tylko dostarcza przez cały sezon świeżych ziół, ale i doskonale się prezentuje.

Jak zbudować spiralę ziołową? Najpierw należy wybrać dla niej lokalizację – jak najbliżej domu, w miejscu jak najbardziej nasłonecznionym. Średnica i wysokość spirali musi być dobrana do najmniejszej osoby z niej korzystającej – zasięg rąk tej osoby powinien pozwolić jej sięgnąć do każdego miejsca na spirali bez wspinania się na nią. Budowa zbyt dużej spirali to najczęściej popełniany błąd. Z reguły średnica 100-120 cm przy wysokości 50-60 cm jest w zupełności wystarczająca.

Spirala budowana na półkuli północnej, powinna się „kręcić” od czubka w prawo, a budowana na antypodach oczywiście odwrotnie. Ściany spirali można wykonywać z niemal dowolnych trwałych materiałów, ale najlepsze są te, które akumulują ciepło słoneczne w ciągu dnia i oddają je w nocy, czyli kamień i cegła. Pozwala to delikatnym roślinom lepiej przetrwać zimy. Wypełnienie spirali może stanowić cokolwiek – piach, żwir, gruz, ziemia, ważne jest, aby spirala posiadała odpowiedni drenaż, nie budowałbym jej z samej gliny. Jedynie wierzchnia warstwa powinna być zdatna do uprawy, a specyfika spirali pozwala nam na umieszczenie różnego podłoża na różnych wysokościach i z różnych stron, co dodatkowo pozwala przystosować poszczególne miejsca do potrzeb konkretnych roślin.

Zdjęcia pokazują moją spiralę ziołową, której rozmiar i lokalizacja wymuszone zostały przez okoliczności. Spirala ta została zbudowana na stercie zaschniętego betonu, który operator gruszki wywalił w tym miejscu 30 lat temu. Postanowiłem nie zmniejszać rozmiarów stery i zrobić spiralę większą niż zalecana. Stary beton wymusił na mnie również lokalizację oczka wodnego, prawidłowo oczko takie należy budować od południa – promienie słońca odbite od wody będą wtedy dodatkowo oświetlać spiralę, a woda łagodzić będzie przymrozki. Pomimo tych niedogodności, spirala spisuje się świetnie, i choć nie jest jeszcze w pełni obsadzona, zapewnia zbiory kilkudziesięciu ziół i innych przydatnych roślin.

Spirala ziołowa doskonale ilustruje kilka głównych zasad permakultury – od projektowania w zgodzie z naturą (mikroklimaty), i efektywnego pod względem wykorzystania energii i surowców, poprzez użycie mechanizmu nawarstwiania (tzw. stacking) i korzystnego sąsiedztwa w uprawie roślin, kończąc na zapewnieniu plonu nam oraz stworzeniu zdrowej i różnorodnej biologicznie niszy dla mieszkańców naszego ogrodu. Gorąco wszystkim budowę takiej spirali ziołowej polecam.

Co za dużo, to niezdrowo

O ile dwie pierwsze zasady etyczne permakultury, które omówiłem w poprzednich wpisach, nie budzą większych kontrowersji, o tyle trzecia zasada etyczna nie jest ani tak oczywista, ani nie ma wokół niej pełnego konsensusu.

Oryginalnie, zasadę tą sformułowano jako „ustanowienie limitów dla konsumpcji i populacji”, lecz ponieważ „ograniczanie populacji” kojarzyło się negatywnie, szybko zmieniono formę tej zasady na „zwrot nadmiaru”, czyli wykorzystanie wszelkich nadwyżek dla wspierania dwóch pierwszych zasad etycznych, Troski o Ziemię i Troski o Ludzi.

Trzecia zasada z biegiem lat ulegała dalszej ewolucji, przyjmując formy a to „Sprawiedliwego Podziału” (Fair Share), a to ostatnio Troski o Przyszłość (Future Care). Nietrudno oprzeć się wrażeniu, że twórcom kolejnych wersji oryginalnej trzeciej zasady etycznej przyświecała głównie intencja, aby trzecia zasada dobrze się rymowała z dwoma pierwszymi. A nie o to w etyce przecież chodzi.

Permakultura jest nauką ścisłą, zajmującą się projektowaniem, w której tak samo ważne jak struktury, techniki, urządzenia, drogi czy budynki, są procesy, które zachodzą w projektowanym systemie. W kontekście takich właśnie procesów należy przede wszystkim rozpatrywać trzecią zasadę etyczną.

Wszelki nadmiar jest odpadem, który zanieczyszcza otoczenie, chyba, że zostanie odpowiednio zagospodarowany i zwrócony Ziemi lub ludziom. Nadmiar nawozu z hodowli krów może stać się uciążliwy dla środowiska, ale może również w procesie projektowania permakulturowego zostać zagospodarowany z pożytkiem dla ludzi i przyrody. Może służyć produkcji żywności, energii, wielu innym celom.

Podobnie nadmiar akumulowanego bogactwa i podporządkowanie ludzkich działań temu celowi stanowi zagrożenie dla istnienia gatunku oraz życia na naszej planecie. Nadmiar zysków można jednak planowo reinwestować, w przedsięwzięcia służące Ziemi i ludziom.

Przyglądając się wszelkim formom nadmiaru w naszej obecnej kulturze możemy łatwo stwierdzić, że mają one bezpośredni szkodliwy wpływ na ludzi i ziemię. Nadmiar dwutlenku węgla i metanu, nadmiar biocydów i innych związków chemicznych, nadmierna chciwość czy egoizm, wszystkie te zjawiska mogą zostać ograniczone, gdy uwzględnimy w naszych projektach trzecią zasadę etyczną permakultury w sposób świadomy i przemyślany.

Powołując się na trzecią zasadę etyczną należy pamiętać, że kluczem do jej zrozumienia jest słowo „nadmiar”. Nie można więc oczekiwać, że od osób wyznających trzecią zasadę wszystko powinniśmy dostać za darmo. Że wiedza i porady, projekty i patenty, podręczniki, kursy, aplikacje czy narzędzia projektowania permakulturowego, tylko dlatego, że służą Ziemi i ludziom, a nie chęci zysku, powinny być darmowe. „Antysystemowa” i „alternatywna” darmocha nie jest w zgodzie z Pierwszą Dyrektywą Mollisona, która, przypomnijmy, mówi nam, że pierwszym obowiązkiem każdego jest troska o los swój i swoich bliskich. W świetle tej zasady, dopiero gdy wypełnimy ten obowiązek, możemy zacząć dzielić się nadmiarem.  Filozofia “jeśli masz więcej niż my, powinieneś to rozdać nam, uwzględniając też tych, którzy nie zasłużyli na to, aby cokolwiek dostać” wyrządza wiele szkody permakulturze i skutecznie odstrasza od niej część osób racjonalnie myślących. Warto, aby mieli to w pamięci wszyscy, którym na sercu leży nie tylko rozwój permakultury, ale wszelkich niezależnych ruchów i inicjatyw społecznych.

  • ALL THE WORLD’S PROBLEMS CAN BE SOLVED IN A GARDEN - GEOFF LAWTON
© 2017: Permisie | GREEN EYE Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress