Czerwiec, 2017

now browsing by month

 

Gotowanie na słońcu

Jedną z podstawowych zasad projektowania permakulturowego jest gromadzenie i przechowywanie energii. A nic, co jest nam dostępne nie dostarcza jej więcej niż Słońce. W nadchodzące ciepłe dni warto wykorzystać energię Słońca do gotowania, choćby i wody na herbatę.

Najprostsze kuchnie solarne można wykonać z odpadów opakowań tekturowych i folii aluminiowej, a do umieszczenia w kuchni produktów (czy wody), które chcemy gotować potrzebny nam jeszcze będzie garnek – najlepiej czarny, z pokrywką.

Kuchnia solarna

Kuchnia solarna

Z tektury wycinamy kliny (szczegółową instrukcję budowy znajdziesz TUTAJ ),  które złożą się na czaszę kuchni. Oklejamy je folią aluminiową i łączymy w dowolny sposób, na przykład sklejając lub zszywając. Z cieniutkich drewnianych pałeczek lub drutu wykonujemy podstawkę pod garnek, i nasza najprostsza kuchnia gotowa. Teraz wystarczy ustawić ją w stronę Słońca, wstawić garnek i czekać, aż się nagrzeje. Z reguły przy ładnej pogodzie wystarczy 10 minut, aby temperatura wody przekroczyła 80 stopni. Dalszy wzrost temperatury zależy od wielu czynników – intensywności promieniowania słonecznego, miejsca gotowania, kierunku i siły wiatru, i tym podobnych czynników. Temperatura wzrośnie też gwałtownie, jeśli przykryjemy kuchnię szybą, płytą z przezroczystego polipropylenu lub przezroczystą folią.

Kuchnia taka działa jak „slow cooker”, czyli garnek do gotowania w temperaturach poniżej temperatury wrzenia wody, dzięki czemu w gotowanych produktach zachowuje się więcej witamin i innych pożytecznych związków chemicznych. Jeżeli więc nie spieszy się nam, możemy umieścić w garnku warzywa o 10 rano, aby były miękkie i gotowe do spożycia o godzinie 13. Oczywiście przy tak długim gotowaniu, co około pół godziny należy naszą kuchnię nakierowywać na Słońce.

Istnieją oczywiście dużo bardziej wydajne typy kuchni solarnych, łącznie z takimi, w których można piec mięso i chleb, ale ta kuchnia, którą w tym artykule przedstawiam, może być wykonana przez każdego i niemal wszędzie, z materiałów pochodzących z recyclingu. Zamiast więc „odpalać” kilkusetwatowy czajnik elektryczny, miej cały czas gorącą wodę na swoim podwórku, we własnoręcznie wykonanej solarnej kuchence.

Chocholi taniec

Wyspiański wielkim poetą był. I dramaturgiem. I wizjonerem również, a jakże. Wyspiański Stanisław przepowiedział Social Media i Facebooka. Że co? Że to!

Człowiek antropocenu, obecnie niemiłościwie panującej nam ery, zniewolonym jest ponad miarę. Choć nigdy podobno tak wielu nie żyło w takim dobrobycie i pokoju, choć nigdy dotąd w tak wielu miejscach na świecie nie panowały rządy ludu, demokracją zwane, człowiek jako jednostka, jeśli odrobinę wolnej woli posiada, to zwykle głęboko ukrytą.

Zacznijmy uszczegóławiać. Człowiek cywilizacji Zachodu, bo o nim mowa, żyje w osłaniającym go kokonie zbudowanym ze stałego źródła utrzymania, świadczeń socjalnych, praw, obowiązków i konwenansów, politycznej poprawności, jedynych słusznych prawd oraz wizji świata kreowanej przez media.

Człowiek ma potrzebę zarabiania, bo wpojono mu potrzebę posiadania. Im więcej mamy, tym jesteśmy lepsi, mówią nam. Bądź jak ten czy tamten, mówią nam. Tworzą poczucie bezpieczeństwa, otulając nas w warstwy zbędnych rzeczy, na które musimy pracować.

I jak u Wyspiańskiego w Weselu – Chochoł rzuca na wszystkich czar. Nasz chochoł w niniejszej analogii to kokon z rzeczy, norm i prawd jakie narzucono na nas stwarzając poczucie bezpieczeństwa, i też nas zaczarował.

Chochoł gra na patykach zwodniczą melodię, która z weselników czyni istoty w letargu, bezwolne, powtarzające gesty puste i pozbawione znaczenia taneczne figury. Korowód idzie donikąd, ignorując własne zniewolenie. Zniewolenie myśli i idei, w tańcu prowadzącym donikąd.

I tak sobie pracujemy i zarabiamy, i wydajemy i kupujemy, i wrzucamy w Social Media zdjęcia naszych sylwetek na ciepłych plażach, naszych posiłków, naszej kawki, naszego Maczka, złotego iPhonka, naszych nowych dóbr, które dziś są cool i extra, a jutro będą niestety passe. Życie upływa nam w pogoni za dosyć upośledzonym króliczkiem.

Jednocześnie nasze internetowe życie społecznościowe wybrukowane jest szlachetnością do wyrzygania. Wszyscy jesteśmy obywatelami skrwawionych zamachami miast, protestujemy przeciw wycinkom drzew, lajkujemy do bólu palców posty o treściach rewolucyjnych, ekologicznych, wegańskich, feministycznych. Adoptujemy pszczoły, udostępniamy i podpisujemy petycje, uczestniczymy w warsztatach, webinarach i wykładach, ale wiedzy na nich zdobytej w praktyce nie wykorzystujemy, bo cały nasz czas i energię pochłaniają nasze rzeczy i troska o to, aby za ich pośrednictwem błyszczeć i nie być gorszym od innych.

Wielki zryw narodowy jaki za sprawą Wernyhory miał porwać naród i gości Wesela, rozpływa się w chocholim tańcu, tak jak realne działania rozpływają się w morzu Facebookowych lajków. Gdyby choć ułamek tej energii i czasu poświęconego na Social Media przeznaczyć na realne działania, świat mógłby wyglądać inaczej. Moralizatorskie, górnolotne to stwierdzenie i wcale nie odkrywcze, ale niestety prawdziwe. Powiedziałbym nawet, że zjawisko chocholego tańca w Social Media jest powszechnie dostrzegalne, resztkami wolnej woli. Nasza tam obecność i aktywność jest jak narkotyk, uzależnia i ubezwłasnowolnia. Chocholi taniec nadal trwa i nikt nie jest w stanie przewidzieć czy, a jeśli tak to kiedy, się z niego ockniemy, my ludzie ery antropocenu. No chyba, że zabraknie prądu …

 

 

Fotografia: https://bonaba.flog.pl/wpis/11779088/ za zgodą autora.

© 2017: Permisie | GREEN EYE Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress