projektowanie permakulturowe

now browsing by tag

 
 

Analiza elementu w projektowaniu permakulturowym – grządka permakulturowa.

Projektowanie permakulturowe jest sztuką tworzenia wzajemnych pozytywnych relacji pomiędzy organizmami żywymi oraz składnikami nieożywionymi. Liczymy na powstanie funkcjonalnych, współpracujących ze sobą lub wspomagających się wzajemnie struktur.   Każda rzecz lub stworzenie które umieszczamy w projekcie nosi w permakulturze nazwę elementu. Elementy uwzględniamy w sposób przemyślany, analizując ich potrzeby, cechy wrodzone oraz produkty i korzyści jakich dostarczają.

Klasycznym przykładem analizy elementu, obecnym w każdym niemal podręczniku permakultury, jest tak zwana „permakulturowa kura” – która musi jeść i pić, znosi jaja, pracuje dla nas grzebiąc w ogrodzie, jest określonego typu i rasy. O ile w przypadku kury analiza elementu jest dosyć prosta (kura, jaka jest, każdy niemal wie), o tyle w przypadku innych elementów albo analiza nie jest tak prosta, albo nie przychodzi nam niejednokrotnie na myśl, aby w ogóle ją zastosować.

Wiele osób styka się z permakulturą po raz pierwszy szukając informacji na temat produkcji własnej żywności bez nawozów i chemii lub na temat zakładania ogrodu. Niejednokrotnie przeczytawszy o obiecującej permakulturowej technice stosują ją bezkrytycznie, w sposób wyrwany z kontekstu. Prowadzi to często do rozczarowań i wniosków, że rozwiązania permakulturowe się nie sprawdzają.

Należy pamiętać o tym, że pojedynczy element nie stanowi permakultury, że w permakulturze niejednokrotnie ważniejsze są interakcje naszego elementu ze środowiskiem i otoczeniem, niż on sam. Analiza elementu niejednokrotnie potrafi pomóc nam zweryfikować przydatność rozwiązania w naszym konkretnym przypadku, oraz podpowiedzieć jaki jego wariant będzie dla nas najbardziej odpowiedni.

Z uwagi istniejącą w powszechnym mniemaniu łączność permakultury z ogrodnictwem, na obiekt dzisiejszych analiz postanowiłem wybrać tak zwaną grządkę permakulturową – rozwiązanie popularyzowane i chyba najczęściej stosowane przez osoby rozpoczynające swoją przygodę z permakulturą.

Grządka permakulturowa ma swoją charakterystykę – położenie, kształt, rozmiary, typ grządki, materiał z którego ją wykonano, sposób w jaki łączy się z innymi elementami ogrodu i siedliska.

Położenie grządki względem Słońca jest tu kluczowe – dla dobrego wzrostu zdecydowanej większości warzyw niezbędnych jest co najmniej 6 godzin bezpośredniego światła słonecznego dziennie, a dla ciepłolubnych nawet do ośmiu. Mając wybór, preferujemy stanowiska gdzie światło dociera wcześniej (rano). Pamiętamy, że im później, rośliny znajdą się w słońcu, tym temperatury będą wyższe, co w miesiącach ciepłych i suchych może mieć negatywne konsekwencje.

Położenie grządki względem rzeźby terenu jest niezwykle istotne z uwagi na wodę. Zarówno grządki, jak i ścieżki je okalające, powinny być wypoziomowane. Woda bowiem nie odpływa tak szybko z powierzchni poziomych, wsiąka w nie lepiej i pozostaje w glebie.

Mając możliwość wyboru, lokalizujemy grządki w terenie o wystawie południowej lub wschodniej. Grządki o wystawie zachodniej mogą być przegrzewane, a te o północnej niedoświetlone. Nie oznacza to, że miejsca takie nie nadają się na ogród, a raczej że wymagają innego doboru roślin i większej troski.

Optymalne rozmiary grządki powinny być takie, aby można ją było obsłużyć z otaczającej ją ścieżki, bez potrzeby wchodzenia na grządkę. Szerokość grządki wyznacza długość ramion ogrodnika – gdy do grządki jest dostęp z jednej strony, jej szerokość nie powinna przekraczać 60 cm, a przy dostępie z dwóch stron 120 cm. Praktyczna długość przydomowych grządek to 2-6 metrów, nie trzeba wtedy dużo chodzić aby dostać się na przeciwną stronę grządki. W przypadku grządek w ogrodzie komercyjnym lub społecznościowym, gdzie pracuje wiele osób, grządki mogą być zdecydowanie dłuższe, do 25-30 metrów.

Wymiary ścieżek głównych między grządkami powinny odzwierciedlać rozmiar środka transportu materiałów w ogrodzie (dla taczki to zwykle 60 cm), a ścieżki pomniejsze powinny umożliwiać swobodne poruszanie się ogrodnika (40 cm).

Niejednokrotnie w ogrodach permakulturowych odchodzi się od tradycyjnych prostych grządek, tworząc kształty czasami niezwykle skomplikowane (na przykład mandale). Wtedy oczywiście długość grządki rządzi się innymi zasadami, natomiast rekomendacje dotyczące jej szerokości oraz ścieżek zwykle pozostają niezmienione. Jak zawsze w permakulturze, funkcjonalność powinna poprzedzać estetykę, która i tak się pojawi, jak we wszystkich formach harmonizujących z naturą.

Typ grządki ma ogromne znaczenie. W permakulturowych ogrodach w strefie klimatu umiarkowanego dominują zdecydowanie grządki wyniesione, czyli takie, gdzie powierzchnia uprawna wznosi się ponad ścieżki. Czy to w formie wałów, czy skrzyń, czy jakiejkolwiek innej, grządka wyniesiona posiada jedną cechę, której nie wolno ignorować – woda z grządki wyniesionej odpływa szybciej niż z okolicy, dlatego grządka taka doskonale się sprawdza na terenach podmokłych, ale niekoniecznie na terenach suchych. Bezkrytyczne rekomendowanie i zakładanie grządek wyniesionych na wysoce przepuszczalnych suchych i piaszczystych glebach zmusza do bardziej intensywnego podlewania i marnotrawienia wody. Również wszędzie tam, gdzie opady są małe, a szczególnie tam, gdzie są mniejsze niż parowanie, grządka wyniesiona nie ma racji bytu. Doskonale sprawdzi się jednak na glebach gliniastych i na obszarach o intensywnych opadach i nadmiarze wody. Przeciwieństwem grządki wyniesionej są grządki zagłębione, rekomendowane na terenach pustynnych , gorących, bezdeszczowych. W Polsce istnieją nieliczne miejsca, gdzie grządka zagłębiona sprawdzi się lepiej niż wyniesiona, ale bardzo wiele zależy od zawartości materii organicznej w glebie i typu roślin, jaki chcemy na grządce uprawiać. W znacznej liczbie lokalizacji sprawdzą się dobrze grządki niemal płaskie. Możemy przyjąć jako zasadę, że im nasza gleba jest bardziej wilgotna, zbita i gliniasta, tym wyżej możemy grządki wynosić. Planując długofalowo, musimy jednak pamiętać że średnia suma opadów w Polsce nieuchronnie maleje, warto więc brać to pod uwagę i być zawczasu przygotowanym na uprawę w warunkach deficytu wody, choćby w części ogrodu.

Istnieje wiele typów grządek specyficznych dla ogrodów permakulturowych (spirale ziołowe, grządki typu dziurki od klucza, grządki hugelkulturowe, podsiąkowe, grządki Zuni, Stopy Kwadratowej, wertykalne, itd.) . Omówienie ich wykracza poza ramy tego artykułu. Należy jednakże podkreślić, że każdy z typów grządki powstał w określonym celu i sprawdza się dobrze jedynie w określonych warunkach, należy więc go stosować w sposób przemyślany.

Grządki można sporządzić zasadniczo z niemal każdego rodzaju materii organicznej. Organizmy glebowe, gdy stworzymy im odpowiednie warunki, potrafią przekształcić niemal wszystko w żyzną glebę, wszystko zależy od tego, ile im czasu damy. W permakulturze ideałem jest konstruowanie grządek przy użyciu lokalnie dostępnych materiałów. Materiały te możemy podzielić na trzy główne kategorie – zapobiegające rozwojowi chwastów, zapewniające żyzność oraz służące do ściółkowania, przy czym oczywiście jeden materiał może pełnić więcej niż jedną funkcję.

Przyjęło się, że grządki permakulturowe zakładamy najczęściej na glebach zdegradowanych – zamieniając trawnik w ogród, rekultywując nieużytki, zagospodarowując teren wokół nowo wybudowanego domu.  Staramy się odejść jak najdalej od schematu „wywrotki ziemi + trawa z rolki + tuje” i stworzyć ogród pełen bioróżnorodności i obfitości plonów dla jego gospodarzy i wszystkich mieszkańców. Zacząć jednak zwykle musimy od właściwego przygotowania podłoża. W większości przypadków zadaniem pierwszym jest eliminacja istniejącej roślinności, często bez przekopywania gleby i na pewno bez stosowania oprysków. Rolę tą spełnia spodnia ściółka – w warunkach miejskich zwykle złożona z tektury lub gazet, na wsi złożona ze zrębek, słomy lub siana. Rodzaj ściółki powinniśmy dobierać głównie do posiadanych materiałów, istnieją wspaniałe ogrody ściółkowane starymi ubraniami czy brudną wełną, bo takie akurat materiały były lokalnie odstępne. Pierwsza warstwa ściółki układana na mokrą glebę musi po prostu uniemożliwiać rozwój chwastów poprzez całkowite odcięcie dopływu światła na okres kilku miesięcy.

Materiały zapewniające żyzność to głównie te bogate w azot – od odpadów i resztek kuchennych które się będą kompostować na miejscu na grządce, poprzez wszelkiego rodzaju oborniki, na gotowym kompoście kończąc. Tu również musimy się zastanowić nad tym, jak żyzność naszej grządki będziemy w kolejnych latach uzupełniać. Nie sztuką bowiem jest ogród założyć i prowadzić go w oparciu o materiały notorycznie sprowadzane spoza obszaru naszego siedliska, prawdziwie permakulturowy ogród bazuje na tym, co w nadmiarze posiadamy lokalnie i przekształcamy – czy to kompostując, czy ściółkując, czy w innej formie.

Podobnie i ściółka wierzchnia, mająca na celu chronić glebę, zmniejszać parowanie, rozwój chwastów jak i zużycie wody, powinna być świadomie dobrana do lokalnych możliwości (dostępność i jakość) oraz warunków uprawy. Królująca w polskich ogrodach słoma nie zawsze jest optymalnym rozwiązaniem, niejednokrotnie lepiej sprawdzą się zrębki, siano, czy też żywa okrywa zielona.

W zakładaniu grządek niezwykle istotny jest element czasu – najlepsza pora na ich zakładanie to jesień. Wtedy bowiem życie biologiczne w glebie ma najwięcej czasu aby przygotować naszą grządkę do nadchodzącego sezonu. Jednakże, jeśli jest to niemożliwe, permakultura zna też sposoby zakładania „ogrodów natychmiastowych”, czyli takich, gdzie można sadzić warzywa już w dniu założenia ogrodu. Przemyślmy więc element czasu i dopasujmy do niego typ zakładanego ogrodu. Z czasem wiąże się też płodozmian, który możemy chcieć stosować lub nie, a w zależności od tej decyzji liczba i rozmiar grządek na takiej samej łącznej powierzchni mogą się różnić.

Grządka ma również swoje potrzeby – podlewania, ściółkowania, ochrony, nawożenia, obsadzania, zbiorów. Grządka warzywna jako miejsce uprawy głównie roślin jednorocznych jest miejscem, które zawsze pozostaje w pierwszej fazie sukcesji ekologicznej. Pozostawiona sama sobie, bardzo szybko dziczeje i bez ludzkiej ingerencji nie sposób utrzymać ją w stanie produktywnym. Powinniśmy wziąć to pod uwagę planując szczególnie areał upraw – czy zdołamy zadbać o dwustumetrowy warzywnik, czy też raczej powinniśmy zacząć od metrów dwudziestu? Jakie mamy w uprawie warzyw doświadczenia? Czy mamy dość materiałów, sił i środków aby dbać, nawozić, podlewać? W końcu, czy potrzebujemy aż tylu warzyw? Czy nie utoniemy w klęsce urodzaju? Co zrobimy z obfitością zbiorów? Czy mamy zamiar żywić się plonami z ogrodu przez długie miesiące, czy też raczej chcemy uzyskać obfite plony jednocześnie aby zrobić przetwory na zimę? W zależności od naszych preferencji, potrzeby naszej grządki i „styl” naszego ogrodnictwa będzie inny, dokonujmy więc tych wyborów świadomie. Musimy również pamiętać, że jedną z trzech kardynalnych zasad permakultury jest Zwrot Nadmiaru – skorzystawszy z plonów w ogrodzie, musimy z nadwyżką uzupełnić wartości odżywcze z niego pobrane. Jeżeli o tym zapomnimy, z każdym rokiem produkować będziemy żywność gorszej jakości i w mniejszych ilościach.

Grządka dostarcza nam produktów – żywności w postaci hodowanych na niej warzyw i owoców, materiału do kompostowania, jest miejscem pracy ale i relaksu, oddziałuje terapeutycznie i zdobi otoczenie. Zakładając grządkę powinniśmy kierować się wizją jaka nam przyświeca i dobrać parametry grządki do typu produktów i plonów jakich oczekujemy. Gdy ogród ma bardziej zdobić niż żywić, niezbędna jest inna grządka niż w sytuacji gdy jego zadaniem jest głównie dawać plony. Inaczej przygotujemy grządkę mającą pełnić funkcje edukacyjne dla dzieci, a inaczej mającą służyć rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Gatunki uprawianych roślin będą determinować kształt grządki (wąskie dla pnących, szersze dla płożących), rodzaj podłoża (zdominowane przez bakterie dla warzyw, zdominowane przez grzybnie dla owoców). Niejednokrotnie też rodzaj plonu determinuje parametry grządki – mogą być one różne dla zbioru mechanicznego i ręcznego, dla zbioru ciągłego, cotygodniowego lub jednorazowego, a już na pewno będą inne dla monokultur i polikultur.

Kluczowym elementem analizy jest powiązanie grządki z innymi elementami. Przykładowo, źródło wody, najlepiej deszczowej – zbiornik lub staw, powinno znajdować się powyżej ogrodu, aby móc go podlewać grawitacyjnie.  Zawsze powinniśmy planować alternatywne źródła wody (jak uczy permakulturowa zasada, każda funkcja, tu woda, powinna być zapewniana przez minimum trzy elementy – zbiornik deszczówki, staw, studnia, wodociąg, pobliski naturalny zbiornik lub ciek wodny). Nadmiar wody spływający z ogrodu warzywnego może być kierowany do sadu, gdzie zasili rosnące tam drzewa i krzewy w niezbędne substancje odżywcze. Bliskie położenie ogrodu względem miejsc kompostowania może zaoszczędzić nam uciążliwego transportu materiałów. Lokalizacja ogrodu poniżej wybiegów dla zwierząt sprawia, że z każdym deszczem może on być nawożony substancjami odżywczymi spływającymi z wodą deszczową. Możliwość wpuszczania zwierząt na wydzielone części ogrodu może zaoszczędzić nam pracy – usuną one resztki, zryją i skopią grządki, jeśli to wskazane.

Odległość ogrodu od domu jest niezwykle istotna – gdy możliwa jest ocena stanu ogrodu patrząc przez kuchenne okno, zdecydowanie łatwiej trzymać rękę na pulsie i reagować, gdy dzieje się coś złego niż w sytuacji, gdy ogród jest 100 metrów od domu. Mając ogród tuż za progiem jesteśmy w stanie pełniej wykorzystać jego plony. Dobrze gdy sam układ kuchni odzwierciedla produktywność ogrodu, tak aby ułatwiać zagospodarowanie nadwyżek plonów. Często również sprawdza się doskonale letnia kuchnia skorelowana z ogrodem.

Analiza elementu – jego cech, potrzeb i korzyści z niego płynących leży u podstaw projektowania permakulturowego i znajduje zastosowanie w absolutnie każdej sytuacji gdy chcemy cokolwiek zmienić w naszym otoczeniu. Kura, grządka czy jakikolwiek inny element, poddany analizie ujawnia wartości dodane i odkrywa nowe możliwości. Niejednokrotnie analiza elementu chroni nas przed kosztownymi pomyłkami i marnotrawstwem surowców, energii, pieniędzy, pracy i czasu. Sprawia, że żyjemy permakulturowo w sposób bardziej zrównoważony oraz przyjazny ludziom i Ziemi, dlatego warto ją stosować.

 

 

Permakulturowe strefy w „osobistym Internecie”

Ci, którzy poświęcają czas na czytanie tego, co piszę (za co jestem im dozgonnie zobowiązany) wiedzą, że z uporem maniaka podkreślam, iż permakultura nie tylko do ogródka ogranicza się.

Dziś chciałbym napisać o tym, jak projektowanie permakulturowe może pomóc w racjonalnym korzystaniu z …. Internetu.

Internet jest jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem naszych czasów. Źródłem niewyczerpanej informacji (choć niejednokrotnie fałszywej), krynicą inspiracji i bagnem frustracji, miejscem przyjaźni, współtworzenia i współdziałania, na równi z hejtem, trollingiem i spamem.

Moja przygoda z Internetem trwa od jego zarania, pamiętam go jeszcze z czasów gdy nie było WWW (ale jak to, przecież ludzie tak długo nie żyją!). Od tamtej pory korzystałem z Internetu bardzo lub bardzo-bardzo aktywnie, tworząc strony, kanały, fora, grupy, gry, programując, administrując, moderując, używając, grając, a czasem i trollując, bynajmniej niestety.

Bardzo długo opierałem się Facebookowi, uznając go za zło wcielone, lecz uległem wreszcie namowom i argumentacji, że kogo nie ma na Fejsie, ten nie istnieje. Okazało się to w dużej mierze prawdą, ale z drugiej strony potwierdziło również najgorsze przypuszczenia co do jego natury. To tu najpełniej znajduje zastosowanie permakulturowe pojęcie stref, ale o tym za chwilę.

Internet zatem był pierwszy, a dopiero po nim przyszła permakultura. I sporo wody w Wiśle upłynęło, zanim zdałem sobie sprawę, że z Internetu, podobnie jak chyba z każdego innego elementu obecnego w naszym życiu, najlepiej jest korzystać w sposób permakuturowy.

To wtedy nadszedł ten dzień, gdy wyznaczyłem  swojemu osobistemu Internetowi strefy, typowe dla projektowania permakulturowego. Jak zwykle stref tych jest pięć, a im wyższy numer strefy, tym bardziej jest mi odległa i tak też ją traktuję.

Strefa 5 to tak zwana dzicz, czyli Internetowe ostępy do których jedynie sporadycznie zaglądam, a niejednokrotnie nawet nie wiem, co się w nich dzieje. Żyją one własnym życiem, a jeśli je przypadkowo odwiedzę, to z reguły w poszukiwaniu jakiejś wiedzy. Ostępy mają to do siebie, że potrafią zaskoczyć – niejednokrotnie znajduje się w nich coś zupełnie innego, niż się szukało, a bardzo często odebrana lekcja zamiast „jak” odpowiada na pytanie „jak nie”, co jest równie, a czasem bardziej cenne. A gdy natrafiam na cokolwiek, co w jakiejkolwiek formie sprawia mi dyskomfort, przypominam sobie o takim małym iksie w prawym górnym rogu okna przeglądarki i robię z niego użytek.

Strefa 4 to zakątki Internetu z rzadka, ale w miarę regularnie odwiedzane, które potrafię zidentyfikować i nazwać, oraz potrafię z nich korzystać. Sklepy, banki, prognozy pogody, rozkłady jazdy, bazy danych, biblioteki. Nigdy nie mam wpływu na to, jak funkcjonują, ktoś inny o tym decyduje. Nie mam do nich zwykle żadnego stosunku emocjonalnego, a podobnie jak strefa 4 w siedlisku permakulturowym,  są przydatne w pozyskiwaniu pewnych Internetowych „plonów” (informacji, usług, towarów), lecz nie wymagają ode mnie ani pracy, ani zaangażowania, co najwyżej czasami za coś trzeba zapłacić. Jeżeli tu coś „nie teges”, to na pewno są dziesiątki innych miejsc, gdzie „teges”. Nie ma co z tego powodu kopii kruszyć, a raczej warto sobie przypomnieć maksymę Billa Mollisona o dysfunkcjonalnych instytucjach, i znaleźć inny twór, który robi to samo, ale lepiej.

Strefa 3 to miejsca w Internecie, w które wnoszę jakiś wkład, intelektualny bądź emocjonalny, jednakże ich natura sprawia, że są kształtowane przez wiele osób. To fora na których okazjonalnie pisuję, to grupy dyskusyjne w których się czasem udzielam, to blogi które niekiedy komentuję. Mam tu częściowy wpływ na to, co się w tej strefie dzieje, jednakże żyje ona głównie życiem innych osób. Strefa ta jest miejscem współpracy z innymi, to tu tworzy się większość ludzkich gildii, to tu buduje się Internetowe ogrody. A jak z ogrodami jest, każdy wie – są lata tłuste i lata chude, są klęski urodzaju, są najazdy szarańczy. To tu człowiek może się spotkać zarówno z bezprzykładnymi przypadkami solidarności i pomocy, ale również z bezprecedensową agresją i chamstwem. Podobnie jak w strefie 3 siedliska permakulturowego, najlepszą taktyką jest działanie w zgodzie z naturą, a nie przeciw niej. Wszelkie próby dyskursu z chamem lub trollem kończą się zawsze tak samo: jak zapasy ze świnią w błocie – nie dość że człowiek się upaćka, to jeszcze wszystko wskazuje na to, że świni się to podobało. Dlatego też gdy w strefie 3 robi się ferment, zostawiam trolla czy szkodnika samemu sobie, gdyż jak wiadomo i troll, i szkodnik, niekarmiony, wyginie. Karmienie trolli jest wbrew naturze, jak każde Internetowe dziecię doskonale wie.

Strefa 2 to moje własne Internetowe dzieci, oddane na służbę innym – strony które stworzyłem, fora i grupy przeze mnie założone, artykuły i blogi przeze mnie pisane, i inne wirtualne byty, w które włożyłem pracę i mam do nich sentyment. Pomimo jednak że są moje, służą głównie innym, a nie mnie. To tu zwykle dzielę się nadmiarem, to tu oddaję innym to, co od kogoś, kiedyś otrzymałem, zwykle z nawiązką. To tu najczęściej dowiaduję się od innych, że to co robię ma sens, ale również tu doznaję największych rozczarowań, gdy ktoś te moje dzieci bezpardonowo molestuje i wykorzystuje. To tu poświęcam najwięcej czasu na publikowanie ciekawych treści, to tu tracę najwięcej czasu na sprzątanie po gościach. Z uwagi na połowiczną otwartość tej strefy, będącej rodzajem mitologicznego stwora – pół mną, pół gośćmi, i mając świadomość, że jej kształt zależy też od innych, staram się okazywać dobrą wolę i uzbrajać się w anielską cierpliwość, choć przyznaję, że jest ona wystawiana na ciężkie próby. No ale podobno, co cię nie zabije, to cię wzmocni.

Strefa 1 to moje sanktuarium – moje prywatne strony, profile, konta. Moje strony WWW, moje galerie zdjęć, inne moje, najbliższe sercu „skarby”. Tu obowiązują moje zasady. Tu tak jak w przydomowym ogrodzie warzywnym, człek włada przyrodą, a nie przyroda człekiem – ja władam gościem, a nie gość mną. Tak więc porzućcie wszelką nadzieję ci, którzy tu wchodzicie – ale tylko ci, którzy ze złą intencją wchodzą. Tu trzeba zachować bon ton i savoir-vivre jaki przystoi gościom, bo nie wypada gospodarzowi narobić do garnków i udawać, że z garnka pachnie. Takich klientów nie obsługujemy. Dziękujemy za przybycie, ale żeby mi to było ostatni raz (ostatnie przybycie, znaczy się, bo o ponownym narobieniu nie ma już mowy – ORMO czuwa). Każdy ma prawo być gospodarzem we własnym domu, i mieć w nim czysto, jeśli lubi i ma taką fantazję. I jak w przydomowym ogrodzie kuchennym, to ja decyduję, co tu rośnie, jak duże i jak długo. A jeśli życie uprzykrza, trafia na kompost.

Jest jeszcze strefa 0 – odłączony Internet, wyłączony komputer. To nie jest przereklamowane – polecam. Choćby z okazji Światowego Dnia bez Internetu.

Strefy w Internecie, podobnie jak i w permakulturowym siedlisku, podlegają zmianom. Czasami z fragmentu głuszy robimy sad czy pastwisko, a czasami zapomniany warzywnik dziczeje i staje się lasem. Czasami następuje naturalna sukcesja – z gościa w nieznanej dziczy staję się dobrym znajomym, a z czasem współtwórcą lub pomocnikiem.  Gdy trafiłem na największe na świecie permakulturowe forum dyskusyjne permies.com, byłem tabula rasa. Czytałem z otwartą buzią, ale byłem tam obcy i nieco zagubiony. Z czasem jednak zacząłem się udzielać, wspierać odrobinę, odrobinę pomagać, aż pewnego dnia ze zdumieniem stwierdziłem że zostałem nagrodzony rangą „Zapylacz” (Pollinator) 😀 oznaczającą osobę, która przyczynia się do rozwoju forum, na swój maleńki sposób, ale jednak. („Mnie to chwalą, rzekł dumnie do swego rodzeństwa, siedząc szczur na ołtarzu, podczas nabożeństwa”). Tak czy inaczej, na tyle mnie to ujęło, że od tej pory permies.com ma szczególne dla mnie miejsce w układzie stref, na pograniczu numeru 2 i 3.

Jednakże, czasami dzieje się dokładnie odwrotnie – stworzony tymi palcyma Internetowy twór przynależny do strefy 2 żyje i radzi sobie dobrze. Z czasem jednak zaczyna chorować, obłażą go mszyce, coś zakłóca jego zrównoważony rozwój, chłonie więcej energii niż produkuje.  Mojej energii. Stając przed wyborem likwidować, na siłę ratować, czy po prostu zostawić i niech sam sobie radzi, niemal zawsze wybieram STUN – doskonałą w swojej prostocie metodę Marka Sheparda. Polega ona na Prostym, Pełnym, Całkowitym Zaniedbaniu (Sheer Total Utter Neglect) drzew po posadzeniu i czekaniu, jak sobie same poradzą i co z nich wyrośnie. Moje dziecię ze strefy 2 zostaje wygnane do strefy 5 i tam sobie radzi już samo. Nie płaczę za nim, wszak przyroda zna gniazdowniki i zagniazdowniki, widać trafił mi się znowu ten drugi.

Do czego zmierzam drogi czytelniku? Gdy w Internecie dopadnie Cię hejt, spam, troll czy głupota, zamiast przygryzać wargi szykując ciętą ripostę, zamiast wdawać się w gorącą dysputę, zamiast pisać płomienną tyradę, która skasuje Ci się przy próbie wysłania, zadaj sobie jedno proste pytanie:

W której strefie jestem?

 Zwykle odpowiedź napływa w sekundę, a wraz z nią natychmiastowa pewność, że wiesz co masz robić. Im dalej jesteś od „serca”, tym rób mniej. Najlepiej nic. Z jednym wyjątkiem.

Gdy ktoś zaatakuje Cię w pierwszej strefie, walcz z nim jak z mszycą czy ślimakiem na ukochanej roślinie – bezwzględnie, szybko, skutecznie. Wykażesz się dzięki temu doskonałą znajomością pierwszej permakulturowej dyrektywy, która mówi o tym, że jedyną etyczną decyzją jest wziąć odpowiedzialność za los swój i swoich bliskich. Obowiązuje ona tak samo w ogrodzie jak i w Internecie.

Jeżeli spotykasz się z ewidentnym łamaniem etycznej zasady Troski o Ludzi, wobec swoich bliskich lub wobec siebie, dokładnie w imię tej samej zasady zrób z tym porządek, natychmiast.

 

 

Imigranci

Wśród części przyrodników, ekologów, leśników, ogrodników i rolników panuje przekonanie, że importowane z dalekich stron gatunki roślin, swoiści imigranci do naszego kraju, działają na szkodę naszego środowiska.

Glediczja trójcierniowa, jedno z cenniejszych drzew w permakulturze, trafiła do Polski z Ameryki Północnej.

Glediczja trójcierniowa, jedno z cenniejszych drzew w permakulturze, trafiła do Polski z Ameryki Północnej.

Istnieje wiele przykładów roślin, które rozprzestrzeniły się w sposób niekontrolowany, zajmując nisze lokalnych gatunków, rywalizując z nimi lub wypierając je. Wiele gatunków jest zakazanych przez prawo i w danym kraju lub regionie uprawa ich jest surowo karana.

Projektowanie permakulturowe z zasady wzoruje się na naturze, czy więc zasadnym jest wprowadzanie do naszego ogrodu, sadu lub lasu gatunków, które naturalnie u nas nie występują?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy zastanowić się nad relacją pomiędzy lekcjami przyrody a dobrym projektem permakulturowym.

Czerpiąc z doświadczeń natury, dostrzegamy wzorce w niej panujące i wzajemne zależności między elementami. Planując ogród leśny nie odtwarzamy wyimaginowanego ogrodu Edenu z prehistorycznych czasów, korzystamy natomiast z wzorca powstawania prastarej puszczy czy lasu. Obserwujemy piętra lasu, relacje pomiędzy drzewami, krzewami, bylinami, trawami czy pnączami. Analizujemy rolę poszczególnych gatunków i widzimy, że jedne zapewniają ściółkę, inne akumulują minerały, jeszcze inne odstraszają szkodniki, wiążą azot z powietrza czy wabią zapylacze. Ustalamy potencjalne nisze i sytuujemy je w planie tak, aby stworzyć jak najwięcej korzystnych relacji.

Karagana syberyjska, niezwykle ceniony w permakulturze krzew, trafił do nas z Syberii i Mandżurii.

Karagana syberyjska, niezwykle ceniony w permakulturze krzew, trafił do nas z Syberii i Mandżurii.

Doboru gatunków dokonujemy w ostatniej fazie projektowania, starając się, aby były one jak najbardziej przydatne dla użytkowników ogrodu leśnego, w tym i dla nas, ludzi. W tym celu sprawdzamy, jakie gatunki całego świata spełniają nasze wymogi i jednocześnie rosną w bardzo podobnych do naszych warunkach (w tak zwanych klimatach analogicznych). Nie boimy się zaprosić ich do naszego ogrodu, gdyż nie zjawią się w nim masowo, a raczej zajmować będą jedną z bardzo wielu nisz, dzięki czemu ich możliwości ekspansji będą drastycznie ograniczone. A gdyby nawet zdarzyło się, że rozrastają się ponad normę, posłużą doskonale jako materiał do ściółkowania w naszym leśnym ogrodzie.

Nie bójmy się stosować gatunków niewystępujących u nas w naturze w naszych projektach – właściwie umieszczone i pielęgnowane przyczynią się one do wzrostu bioróżnorodności i atrakcyjności naszego ogrodu dla wszystkich żyjących stworzeń dużych i małych.

© 2018: Permisie | GREEN EYE Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress