Joanna Albin – edukatorka, projektantka permakulturowa, badaczka i pasjonatka przyrody, członkini Rady Szkoły Permisie dzieli się z nami swoimi doświadczeniami z pracy na rzecz lokalnej społeczności gminy Tuchów.
Tuchowska Sieć Spożywcza?
Zaczęło się w styczniu 2026 roku. W budynku sołectwa spotkało się 5 osób. Na spotkanie lutowe przyjechało już kilkanaście. W marcu dostawiliśmy kilka krzeseł – było nas 30.
Co sprawiło, że przyszło 30 osób?
Nie wiem.
Nie ma jednej odpowiedzi.
Jedni przyszli sprzedać.
Inni ponarzekać. Jeszcze inni z ciekawości.
Czy te osoby przyjechały zapisać się do kooperatywy? No nie. Przyjechały, żeby rozmawiać o swoich trudnościach i potrzebach. Konsumenci – poszukując alternatyw dla swoich dotychczasowych źródeł zaopatrzenia w żywność, czyli przede wszystkim jakości. Rolnicy – szukając alternatywnych dróg zbytu, ułatwień organizacyjnych. Wszyscy odpowiedzieli raczej intuicyjnie na zaproszenie do kooperatywy, nie znając zasad jej działania ani możliwości jakie oferuje. Okazało się, że najtrudniej zorganizować nie sprzedaż żywności, lecz współpracę ludzi, którzy całe życie uczyli się radzić sobie samodzielnie.
Pewna grupa miała nadzieję na nawiązanie kontaktów z rolnikami produkującymi dobrej jakości żywność, jednak nie skusiła ich wizja bliższej współpracy w grupie.
Dopiero zaczynamy. Poznajemy się, odkrywamy co nas łączy, odkrywamy potencjał każdego z nas. Promujemy współpracę i wymianę usług i dóbr, wzajemne wsparcie logistyczne, wspólny transport i udział w np. targach, wzajemne promowanie się w naszych kręgach klientów. W tym wydaniu kooperatywa nie jest tylko układem ściśle handlowym, ale opiera się na więzi sąsiedzkiej, zaufaniu i wsparciu.
Nie wszyscy chcą działać w ten sposób. Jest wiele osób, które woli zachować kontrolę, nie wchodzić w zależności, nie podejmować zobowiązań, móc swobodnie wybierać dostawcę, rezygnować w dowolnej chwili. Przypuszczam, że jesteśmy wciąż na początku drogi i to od dołączających będzie zależało, jaki kierunek obierzemy. Jako punkty odniesienia mamy model kooperatywy (ze wsparciem Stowarzyszenia Kooperatyw Spożywczych), oraz model Rolnictwa Wspieranego przez Społeczność, które może okazać się poręczniejszym modelem, ponieważ jak dotąd to rolnicy bardziej się angażują.
Ja z jednej strony pracuję z rolnikami/miejscowymi a z drugiej konsumentami miastowymi. Próbuje łączyć i zasypywać fosy. Łagodzić nastroje, przekierować uwagę na korzyści ze współpracy.
Niemniej do realizacji pełnego modelu (z przedpłatami i rocznym zobowiązaniem) wciąż nam bardzo daleko. Oj tak, nie od razu Tuchów zbudowano. Myślę, że najbardziej realistyczna wizja naszego ruchu to taka, w której jest miejsce i na bliską współpracę, i na okazjonalne zakupy. Jest miejsce dla każdego.
Moja pewna aktywność na FB przyciąga uwagę, również gminy. Na razie nie zdradzam szczegółów, ale było bardzo obiecujące spotkanie, które może przyczynić się do wciągnięcia większej liczby rolników do współpracy, a klientom ułatwić dostęp do żywności lokalnej, wysokiej jakości. Cieszę się, że gmina zareagowała tak pozytywnie. Chciałabym, by ludzie uwierzyli, że nie trzeba się żywić w Biedronce. Bo wiecie, Tuchów to pogórzańskie zagłębie rolnicze, rozproszona zabudowa, mozaiki pól i lasów, urozmaicona rzeźba, która wymusza dużą fragmentację pól. To wszystko sprawiło, że gmina prawie nie doświadczyła scalania pól pod PGRy, jakość gleby jest bonitacyjnie kiepska, a małe gospodarstwa nie inwestowały ani w maszyny ani w chemię rolną. Czyli mamy idealne warunki, by uprawiać ekologicznie. By zachować bioróżnorodność i wykorzystywać wypas małych stad zwierząt. Niestety te zasoby są zagrożone przez presję deweloperską – tu wszyscy chcą się budować, bo jest pięknie! Oby udało nam się przywrócić ludziom wiarę w ziemię.
Wiosna przerwała spotkania, ale ludzie chcą być w kontakcie. Zorganizowaliśmy wspólne stoisko na imprezach w okolicy. Zainteresowaliśmy się przepisami Rolniczego Handlu Detalicznego, zaczynamy myśleć o etykietach, opakowaniach i reklamie. Ci, którzy nie mają talentów lub czasu – dostają wsparcie. Musicie wiedzieć, jak bardzo lokalni rolnicy są honorowi, nie proszą o pomoc, nie chcą nic za darmo. Jeśli już przyjmą zaoferowaną pomoc, możesz mieć pewność, że nakarmią, napoją i dostaniesz słoik ogórków do domu. Kultura barteru już tu jest.
Teraz trwa kampania sianokosów, najbardziej stresujący i fizycznie wyczerpujący czas w życiu rolnika! Ale uruchamiamy procesy. Jesienią, kiedy większość plonów zejdzie z pola, postaramy się pokazać znowu klientom, zachęcić do współpracy, a koło listopada wrócimy do narad.
