Gdy robi się gorąco i przychodzi fala upałów, cały kraj zaczyna podlewać swoje ogrody, trawniki i inne uprawy. Od najmłodszych lat uczy się nas podlewać kwiatki, wiemy, że potrzebują one wody. Bywają jednak okresy, kiedy to wody brak, a władze podlewania mogą nam nawet zakazać, o ile korzystamy z wody z wodociągu, lub co gorsza, po odkręceniu kranu nic nie leci. Wprowadzenie strategii permakulturowych w ogrodzie może znacząco pomóc w radzeniu sobie z ekstremalnymi temperaturami, zwłaszcza latem. Poznajmy więc różne techniki, które możesz zastosować, aby Twój ogród lepiej znosił upały.
Ściółkowanie
Ściółkowanie to jedna z najważniejszych technik w permakulturowym ogrodzie. Zapobiega ono nadmiernemu nagrzewaniu się gleby, ogranicza parowanie wody i dostarcza składników odżywczych organizmom glebowym. Efektywna ściółka na zwykłej ziemi ogrodowej powinna mieć grubość co najmniej pięciu centymetrów. Jeżeli jesienią zastosowano kompost, można stosować cieńszą warstwę ściółki lub sam kompost jako ściółkę.
W metodzie Ruth Stout ściółka może osiągać grubość nawet pół metra, co zwykle eliminuje potrzebę pielenia, podlewania i nawożenia. To moja ulubiona metoda, stosuję ją każdej jesieni, przykrywając ogród upraw głównych całkowicie, liśćmi z moich starych drzew, starą słomą lub sianem. Wadą tej metody jest jednak trudność siewu z nasion, dlatego też w ogrodzie kuchennym stosuję ściółki cieńsze, przeważnie ze słomy. W uprawach roślin wieloletnich, takich jak truskawki, oraz pod drzewami i krzewami używam zrębek i tam ściółkuję na tyle grubo, na ile wystarcza mi zasobów.
Jeżeli masz wątpliwości co do skuteczności ściółki, regularne monitorowanie temperatury gleby pod ściółką i na odkrytej przestrzeni pomoże Ci zrozumieć jej wpływ na mikroklimat ogrodu, rośliny i plony.
O ściółkowaniu znajdziesz tu obszerny artykuł, gorąco zachęcam do jego lektury.
Głębokie sadzenie
Niektóre rośliny, takie jak pomidory, dynie, papryki i ogórki, znoszą głębokie sadzenie bardzo dobrze. Ta technika pozwala roślinom rozwijać głębszy i bardziej rozległy system korzeniowy, który jest bardziej odporny na suszę. Głębokie sadzenie pomaga również w ochronie korzeni przed ekstremalnymi temperaturami powierzchniowymi, co jest szczególnie ważne w upalne dni.
Ostatnio jednak pojawia się wiele wypowiedzi negujących skuteczność głębokiego sadzenia. Zwolennicy sadzenia płytkiego twierdzą, że roślina posadzona głęboko nie będzie w stanie skorzystać z drobnych opadów, które zraszają jedynie powierzchnię gruntu. Twierdzą, że głęboko posadzone korzenie rosnąć będą jeszcze głębiej, a wiadomo że im głębiej, tym gleba mniej żyzna. Nowy trend YouTuberski 2024 nakazywał sadzić płytko. No cóż, co roku musi się pojawiać jakaś kontrowersyjna nowa teza i sensacja, dla oglądalności.
Jeśli o mnie chodzi, przez lata testowałem różne sposoby sadzenia pomidorów – głęboko, płytko i z łodygą ułożoną w glebie poziomo lub skośnie. Moje obserwacje, na grządkach podwyższonych, w kostkach słomy oraz w pojemnikach wskazują na to, że przy moim stylu opieki nad roślinami głębokie sadzenie sprawia, iż początkowo rosną szybciej, w dalszej części sezonu przestaje to jednak mieć znaczenie.
Myślę, że głębokości sadzenia nie da się logicznie rozpatrywać bez uwzględnienia częstotliwości i intensywności podlewania. Zupełnie bowiem inne efekty osiągnie osoba podlewająca tak samo głęboko posadzone rośliny codziennie, a zupełnie inne ktoś, kto podlewa raz na tydzień. Wrócimy jeszcze do tego, mówiąc o podlewaniu.
Większe sadzonki
W teorii, większe sadzonki lepiej znoszą upały, ponieważ mają lepiej rozwinięty system korzeniowy. Silniejsze korzenie umożliwiają roślinom lepsze wykorzystanie dostępnej wody, co jest kluczowe w okresach suszy. Wybierając większe sadzonki do sadzenia, zwiększamy szanse na przetrwanie roślin w trudnych warunkach klimatycznych.
Tej wielkości rozsada fasoli łatwiej sobie radzi z suszą.
Oczywiście, nie tylko rozmiar sadzonki ma znaczenie, ale także termin i sposób sadzenia na przykład. Z moich doświadczeń jasno wynika, że najładniej przyjmują się rozsady sadzone wieczorem. Mogą to być nawet i małe sadzonki, ale posadzone w głębokie otwory w glebie, dobrze dociśnięte aby korzenie miały kontakt z otaczającą glebą, i w umiarkowany sposób podlane.
Bywają jednak lata takie jak ten rok, kiedy to w okresie najintensywniejszego sadzenia rozsad na grządkach upały były afrykańskie bez mała. Wtedy, przy sadzeniu dużych rozsad, na przykład pomidora, stosowałem być może kontrowersyjną, ale bardzo skuteczną technikę, która sprawdza mi się od lat. Otóż, kopiąc głęboki dołek, odkładam wykopaną suchą ziemię na bok i na dno dołka wlewam sporą ilość wody. Czekam aż ta woda wsiąknie i dolewam drugą, podobną porcję, równocześnie wstawiając do dołka sadzonkę. Bryłę korzeniową zasypuję wcześniej wykopanym podłożem, ściółkuję i nie podlewam, przez co najmniej tydzień. W efekcie, świeżo posadzony pomidor od chwili posadzenia ma kontakt z bardziej wilgotnym podłożem pod sobą i w tym kierunku zaczyna szukać wody. Woda ta, będąc głęboko, nie odparowuje tak łatwo i w zupełności wystarcza sadzonce na tydzień lub dłużej. Z czasem pomidor wytworzy nowe korzenie także bliżej powierzchni, ale zdecydowaną większość potrzebnej wody będzie czerpał z warstw głębszych.
Głębsze sianie nasion
W upalne dni warto siać nasiona głębiej. Powierzchniowy siew marchwi czy sałaty w upały to recepta na zerowe wschody. Podlanie głębszego niż zwykle rowka przed zasianiem i przysypywanie nasion suchą ziemią dodatkowo zmniejsza utratę wilgoci. Jeżeli podlejemy „z wierzchu”, parująca woda odsysać będzie wilgoć i stracimy więcej wody, a nasiona, które raz zaczęły kiełkować, nie mogą przeschnąć. Dodatkowo, podobnie jak opisane wcześniej sadzonki, głębiej zakorzenione siewki są mniej narażone na obumarcie w wyniku wysuszenia powierzchni gleby. Siew głęboki to prosta, ale skuteczna metoda na zapewnienie lepszego startu dla roślin w okresach wysokich temperatur.
Głębokie i rzadkie podlewanie
Podlewanie głęboko, obficie, ale rzadko jest bardziej efektywne niż częste podlewanie małymi ilościami wody. Bardzo często czytam relacje ogrodników o tym, jak to podlewają swe uprawy w upały nawet dwa razy dziennie. Ja, poza ekstremalną sytuacją jaką jest uprawa w pojemnikach na tarasie, nigdy nie podlewam częściej niż raz w tygodniu. Częstokroć, w ogrodzie upraw głównych, o bardzo grubej ściółce, nie podlewam wcale przez wiele tygodni. Do niedawna potrafiłem nie podlewać cały sezon, ale ekstremalne upały 2023 sprawiły, że interwencyjne podlewanie w sierpniu było konieczne, skorzystałem więc kilkukrotnie z linii kroplującej ułożonej pod głęboką ściółką przy zakładaniu ogrodu, „na wszelki wypadek”.
Na grządkach podwyższonych ogrodu kuchennego podlewam raz w tygodniu tak, aby woda wniknęła w podłoże głęboko. Głębokie podlewanie zachęca korzenie roślin do wzrostu w głąb ziemi, gdzie wilgotność jest bardziej stabilna. Taki sposób podlewania pomaga również oszczędzać wodę, co jest kluczowe w czasie suszy, gdyż zmniejsza parowanie.
Mówi się, że przeciętnie warzywa potrzebują równoważnika 25 mm opadów tygodniowo, co daje 25 litrów wody na każdy metr kwadratowy grządki. W mojej opinii te dane są zawyżone, odnoszą się do roślin „plantacyjnych”, rozpieszczonych i przyzwyczajonych do tego, że człowiek je niańczy. W moim ogrodzie kuchennym maksymalna „dawka” wody to 10 litrów na 1 metr kwadratowy na tydzień, a często o wiele, wiele mniej.
Wielką rolę jak łatwo się domyślić odgrywa trening roślin – jeżeli przyzwyczaisz je do tego, że podlewasz je codziennie, nie dziw się, że po powrocie z urlopu zastajesz je w opłakanym stanie. Rośliny muszą nauczyć się same dbać o siebie jeżeli chcemy pozostawiać je bez opieki w upały. Dlatego też, nigdy nie podlewam „pod roślinę”, a raczej w pewnej od niej odległości. Skutkuje to tym, że roślina „szuka” wody, rozbudowując system korzeniowy we wszystkich kierunkach.
Pora podlewania
Najlepsza pora na podlewanie ogrodu to wczesny poranek, godzinę przed świtem. W tym czasie parowanie jest najmniejsze, co pozwala ograniczyć straty wody. Można też wtedy podlewać wolniej, czyli pozwolić wodzie dłużej wnikać w glebę. Powolne, poranne podlewanie daje roślinom wystarczająco dużo czasu na wchłonięcie wody przed nastaniem upału, lepiej glebę nawilża i zapobiega wypłukiwaniu z niej składników odżywczych.
Częsty dylemat – podlewać konewką, wężem, czy wszystko zautomatyzować?
Oczywiście, nie każdy lubi wstawać o 3:45 w czerwcu aby pół śpiąc a pół medytując podlewać ogródek, aczkolwiek, ma to swój urok. Pomocna tu być może automatyzacja nawadniania, realizowana przy użyciu specjalnego sterownika. Gdy używałem takiej instalacji, nastawiałem ją tak, aby sączyła powoli wodę przez dwie godziny, na krawędzi nocy i dnia. Dawało to najlepsze efekty w proporcji do objętości zużywanej wody.
W ostatnich latach ogród kuchenny podlewam jednak konewką. W czasie największych upałów na grządkach rosną już z reguły duże rośliny. Wodę z konewki powoli wylewam dokładnie na środek grządki podwyższonej, a woda ta wsiąkając dociera głębiej, niż gdybym podlał całą grządkę równomiernie. Woda na spółkę z korzeniami roślin same zadbają o to, aby nikt nie był spragniony. Jednocześnie tym sposobem, najmniej wody się marnuje, albowiem niemal nic nie odpływa na boki.
Nagrzewanie się pojemników
Rośliny uprawiane w pojemnikach są bardziej narażone na stres cieplny, ponieważ pojemniki szybko się nagrzewają. Wiem coś o tym, uprawiając na moim tarasie o wystawie południowej rośliny ciepłolubne, głównie ostre papryczki, w czarnych workach uprawowych.
W takiej sytuacji podlewanie upraw obficiej jest niezbędne. Najlepszym rozwiązaniem jest podlewanie od dołu poprzez ustawienie pojemników w podstawkach z wodą. Nie ma jednak mowy o jakimkolwiek podlewaniu dwa razy dziennie, pomimo, że na tarasie panują warunki Kairskiego lata, a postawienie bosej stopy na jego nawierzchni grozi oparzeniem. Nawet w największe upały rośliny dostają wodę nie częściej niż co półtorej doby. Ważne jest bowiem również w uprawie pojemnikowej zachowanie dni przerwy, kiedy to podstawka jest sucha, aby zapobiec rozwojowi komarów i tworzeniu się stref beztlenowych na dnie pojemnika. Dodatkowo, dni suszy pomagają choć odrobinę ograniczyć ryzyko chorób grzybowych, jak również sprawiają, że mech mniej obrasta ściany worków uprawowych od strony zacienionej. No i wreszcie – dni suche pozwalają trzymać w ryzach ślimaki.
Czarny kolor worków w uprawie na tarasie nie przeszkadza, gdy wody jest dość.
Ograniczenie nawożenia
W upalne dni warto ograniczyć nawożenie, ponieważ zwiększony przyrost masy zielonej roślin zwiększa parowanie i zapotrzebowanie na wodę. Skupienie się na zdrowiu i stabilnym wzroście roślin jest ważniejsze niż intensywny przyrost w warunkach stresu cieplnego.
Osobiście, bardzo rzadko rośliny nawożę w klasycznym tego słowa znaczeniu. Skupiam się na przygotowaniu podłoża przed kolejnym sezonem tak, aby nie trzeba było nawozić. Na grządkach podaję raz w roku kompost (przeważnie późną jesienią), w pojemnikach na tarasie raz w roku uzupełniam podłoże kompostem w chwili sadzenia w nich nowych sadzonek. Kompost traktuję nie jako nawóz, ale jako wspomagacz mikroflory glebowej. Zwykle sprawia to, że moje rośliny nie osiągają monstrualnych rozmiarów, nie „idą w liść”, przez co ich odporność na upał i zapotrzebowanie na wodę są mniejsze. Czy ma to wpływ na plony? Zapewne tak, ale zależy mi bardziej na minimalizacji pracy i zużycia zasobów niż na maksymalizacji plonów, więc to akceptuję.
Ograniczenie koszenia i przycinania
Ograniczenie koszenia i przycinania roślin w okresie upałów pomaga zmniejszyć ich stres. Wyższa trawa i mniej przycinane rośliny lepiej zatrzymują wilgoć w glebie i zapewniają naturalny cień, co pomaga w ochronie przed ekstremalnymi temperaturami.
Wszelkie zielone nawozy i rośliny okrywowe są naszymi sprzymierzeńcami tam, gdzie nie ściółkujemy. Najlepszym przykładem będą tu duże leśne ogrody, gdzie zwykle (o ile nie sprowadzamy ściółki z zewnątrz) ograniczamy się do metody „utnij i upuść” (chop & drop), przycinając drzewa i krzewy wtedy, gdy fale upałów miną, zapowiadane są deszcze, a opady mają szansę przewyższać parowanie. Następuje to zwykle w końcu lata lub wczesną jesienią, choć ostatnio coraz później i do tego czasu właśnie rośliny niskie pomagają nam przetrwać suszę, zacieniając glebę i zmniejszając parowanie.
Cięcie jest oczywiście stresujące dla roślin, ale jest jeden przypadek, kiedy tnę rośliny w największe upały, w samo południe, podobnie zresztą, jak pryskam profilaktycznie dynie i ogórki. Chodzi oczywiście o cięcie pomidorów, wycinanie zbędnych pędów, tak zwanych wilków, oraz o zabiegi mające na celu ograniczyć ryzyko chorób grzybowych i pokrewnych, takich jak zaraza ziemniaczana pomidora. Gdy wycinamy wilki w upalny dzień, miejsca cięcia zasklepiają się i obsychają na naszych oczach, przez co eliminowane są miejsca potencjalnej infekcji Phytophora infestans, czyli lęgniowcem wywołującym tą chorobę.
Regularne zbiory
Regularne zbiory owoców i warzyw zmniejszają zapotrzebowanie roślin na wodę. Co więcej, w zdecydowanej większości przypadków, stymuluje to roślinę do dalszego owocowania. Usuwanie dojrzałych, ale niewielkich owoców i warzyw pozwala roślinom skupić energię na reprodukcji i przetrwaniu, a nie na utrzymaniu nadmiaru masy zielonej.
Najlepszym przykładem są tu cukinie, które uznawane są za rośliny potrzebujące sporo wody aby owocować. Jest to zapewne prawdą, gdy rośliny podlewamy i nawozimy, w efekcie czego wytwarzają one morze liści z którego woda paruje, a nielicznych kwiatów ukrytych pod tą zielonością nie widzą z daleka zapylacze. Moje cukinie nie są zwykle podlewane, nigdy nie są nawożone, a liście są obcinane tak, aby nigdy nie było ich więcej niż tuzin, a częstokroć jest ich o połowę mniej. Obcinam zawsze najstarsze liście od dołu, gdyż one i tak fotosyntetyzują już słabiej lub nawet wcale. Zapotrzebowanie rośliny na wodę po takim zabiegu maleje, kwiaty są wyeksponowane, a małe owoce pojawiające się wkrótce potem zbieram na bieżąco, nie czekając aż wyrosną na monstra. Dopiero pod koniec sezonu pozostawiam na wybranych krzakach po jednym owocu, aby dorósł do maksymalnych rozmiarów i wydał nasiona, które wysieję za rok.
Cień
Od początku kariery ogrodniczej każdy wie chyba, że „warzywa i owoce potrzebują minimum sześciu godzin bezpośredniego słońca, aby rosły i dały plon”. Oczywiście, aby uzyskać maksymalną wydajność z hektara w monokulturowej uprawie warzyw, nawożonej i podlewanej, tak to właśnie jest. A może było? Idą bowiem czasy, kiedy to model taki okazać się może katastrofalny.
Te cukinie dzieli nieco ponad metr – jedna jest już w słońcu, druga jeszcze w cieniu.
Wiedzą o tym już doskonale mieszkańcy terenów suchych, którymi w niedalekiej perspektywie stać się mogą i nasze ogrody. Gdy roczne parowanie przekracza ilość opadów, mamy do czynienia z pustynnieniem. Dalsze „lanie wody” staje się problematyczne, gdyż wody zaczyna brakować, ale co ważniejsze, woda wydobywana z głębi ziemi niesie ze sobą minerały, które pozostają w glebie gdy woda odparuje. Powoduje to wzrost zasolenia gleby, a z czasem jej niezdatność do uprawy. Gdy to nastąpi, aby glebę przywrócić do życia, potrzeba jeszcze więcej wody, aby wypłukać z niej nadmiar soli. A im większy upał i susza, tym trudniej to zrobić.
Z tej przyczyny, na terenach suchych cień jest najważniejszym narzędziem permakulturowego ogrodnika, ważniejszym niż piece do pizzy czy ziołowe spirale, choć być może trudno w to uwierzyć. Mówiąc jednak całkiem serio, myślenie o projekcie nasadzeń zaczyna się tam zawsze od tego, jak najszybciej i najskuteczniej „posiać cień”.
W moim siedlisku obserwuję, że z każdym rokiem cień jest mi większym sprzymierzeńcem niż czynnikiem ograniczającym plony. Pomimo tego, że absolutnie w żadnym punkcie siedliska, z uwagi na położenie w lasach i obecność wysokich drzew, nie ma mowy o sześciu godzinach bezpośredniego słońca dziennie, a są grządki oświetlone przez nie dłużej niż godzinę, plony są satysfakcjonujące. Cień sprawia, że obrazowo mówiąc „trawa u mnie jest zielona”, podczas gdy u sąsiada żółta i spalona słońcem.
Wybór odpowiedniego miejsca na grządki w nadchodzącej perspektywie nie jest już taki oczywisty – powinniśmy zastanowić się, czy nasze zasoby wody pozwalają nam umieścić warzywnik w pełnym słońcu, czy też raczej wodę chcemy oszczędzać, dając roślinom nieco cienia.
Ten termometr pokazuje temperaturę maksymalną, obecną i minimalną, w czerwcu. Wisi na północnowschodniej ściance grządki podwyższonej na podwórku w Ostoi.
Jako alternatywa, stosowanie siatek cieniujących może znacząco wpłynąć na komfort roślin w upalne dni. Większego sensu nabiera też inne niż dotychczas sadzenie roślin „piętrami”. Do niedawna, sadziliśmy wysokie rośliny od północy, aby nie zacieniały niskich. W obliczu upału i suszy, wysokie rośliny mogą tworzyć naturalny cień dla niższych upraw, a dotychczas nielubiana północna strona domu jest teraz idealnym miejscem do uprawy roślin preferujących chłodniejsze warunki, takich jak sałata.
Grządki zagłębione
Zamiast podwyższonych grządek, warto przemyśleć, czy lepiej nie sprawdzą się zagłębione grządki, które skuteczniej zatrzymują wilgoć i chronią korzenie roślin przed ekstremalnymi temperaturami powierzchniowymi. Zagłębione grządki mogą być również lepiej chronione przed wiatrem, co zmniejsza parowanie.
Wiatr jest bowiem często bardzo zdradliwy, gdyż potrafi wysuszać nawet wtedy, gdy nie jest bardzo gorąco. Z drugiej strony jednak, wiatr potrafi też ochładzać, co pomaga znosić upały, prawda? Jeżeli więc posadzimy sałatę na grządce zagłębionej, osłoniętej przed wiatrem, w pełnym słońcu, to może się okazać, że będzie ona rosła o niebo gorzej niż taka sama sałata, na grządce podwyższonej, w cieniu i wystawiona na lekką bryzę. Jak widać z tego, eksperyment i obserwacja, wraz z właściwym wykorzystaniem wzorców i mikroklimatów stanowić mogą o sukcesie naszych upraw. Widać z tego również, że nie ma raczej jedynych słusznych jednostkowych recept na ochronę przed upałem i suszą przy jednoczesnym zadbaniu o przyzwoite plony, jest to raczej zawsze wypadkowa wielu omówionych powyżej czynników.
Dobór gatunków i odmian
Wreszcie na koniec, jak to mówią last, but not least, w upalne lata niemniej ważny jest wybór odpowiednich gatunków i odmian roślin do uprawy permakulturowej. Dlaczego do permakulturowej a nie do każdej? Do każdej też, ale do permakulturowej szczególnie. Mam bowiem nadzieję, że permakulturowy ogrodnik kieruje się zawsze zasadą „Minimum Nakładów, Maksimum Efektów”, a tym samym stara się siać i sadzić takie gatunki i odmiany, które w upały radzą sobie najlepiej same lub z naszą minimalną pomocą.
Siew w takim miejscu obdarzony jest wysokim ryzykiem, około 100% 😀
Wyściółkowanie drastycznie poprawia szanse na sukces, o jakieś 90%
Rośliny takie jak słodki ziemniak czy szpinak malabarski są lepiej przystosowane do wysokich temperatur i suszy, w przeciwieństwie do tradycyjnych dla naszych warzywników roślin liściastych, takich jak sałata czy jarmuż. Rośliny wieloletnie mają zdecydowanie potężniejsze systemy korzeniowe, znoszą więc upał i suszę bez podlewania lepiej niż jednoroczne.
W bardzo wielu rejonach świata rośnie popularność tzw. dry farming, czyli uprawy bez podlewania. Rozkwit przeżywa obecnie w Europie Zachodniej, szczególnie w trapionych upałami Hiszpanii i Francji, ale również w całym basenie Morza Śródziemnego, w Ameryce Północnej czy części Australii. Ogrodnicy sieją warzywa, głównie ciepłolubne i poza podlaniem ich w momencie sadzenia, nie dostarczają im już wody. Początkowo, większość roślin „cienko przędzie”, lub nawet ginie, ale część dorasta i wydaje nasiona, które siane z roku na rok dają pokolenia roślin coraz lepiej zaadaptowanych do upału i suszy.
W odpowiedzi na stres wywołany upałem i suszą, rośliny mogą wytwarzać całą gamę przystosowań. Od bardziej rozległych i sięgających głębiej systemów korzeniowych, poprzez odblaskowe kolory liści i woskowe na nich powłoki, po bardzo skomplikowane systemy oszczędzania wody, która się w nich znajduje. Wiele popularnych warzyw, takich jak szpinak czy sałata potrafi w odpowiedzi na upał zamykać aparaty szparkowe znajdujące się na liściach, aby ograniczyć transpirację. Nasze warzywa potrafią tez celowo zwijać liście lub nawet więdnąć po to, by oszczędzać wodę. W ekstremalnych przypadkach rośliny zrzucają kwiaty i liście, by nie tracić wody za ich pośrednictwem, czego doskonałym przykładem jest fasola tyczna, zrzucająca kwiaty w temperaturach powyżej 30 stopni w cieniu. O ile uprawiasz taką fasolę, widzisz teraz, że temat upałów nie jest i nie powinien być Ci obojętny.
Czasami zmiany fizjologiczne w roślinach pod wpływem upałów zachodzą na poziomie komórkowym. Gdy podczas suszy gleba traci wilgoć i sole mineralne stają się w niej bardziej skoncentrowane, woda przemieszcza się z komórek roślinnych do gleby, prowadząc do plazmolizy w ich wnętrzu. Jest to dla rośliny sygnał stresowy, informujący ją o niekorzystnych warunkach środowiskowych, takich jak narastające zasolenie czy nadchodzący brak wody. W odpowiedzi roślina może aktywować mechanizmy adaptacyjne, takie jak wspomniane już zamykanie aparatów szparkowych czy syntezę osmolitów – substancji rozpuszczonych w plazmie komórek, które wpływają na ciśnienie osmotyczne i równowagę wodno-elektrolitową w organizmach żywych.
Każdy z Was zna na pewno jeden rodzaj osmolitów i sam też je czasami pewnie stosuje – to elektrolity. W przyrodzie, gdy upał i susza „próbują” odwodnić roślinę, w odpowiedzi na takie zmiany środowiskowe, komórki mogą zwiększać stężenie osmolitów, aby przeciwdziałać skutkom stresu osmotycznego, takim jak odwodnienie czy zasolenie. Mówiąc najprościej, podnoszą zasolenie własne, aby woda nie uciekała do bardziej zasolonej gleby.
Chociaż plazmoliza jest oznaką stresu, może pomóc roślinom przetrwać krótkoterminowe ekstremalne warunki, a my, wybierając do dalszej hodowli rośliny które najlepiej przetrwały upały, podobnie jak w sposób oczywisty i nieuchronny zbierając nasiona tylko z tych, które przeżyły wiosenne przymrozki, dochować się możemy nowej generacji bardziej odpornych roślin.
Uprawa bez wody (a ściślej, bez podlewania, na glebach suchych) przynosi wiele „lekcji” – czasami zbiory oscylują w okolicy zera, ale jeżeli jakakolwiek roślina zdoła wydać nasiona, to zwykle mamy już jakiś zbiór w drugim pokoleniu, a w trzecim objawia się „magia” tej metody. Czasami jednak potrzeba kilku lat i wielu prób, aby te pierwsze nasiona uzyskać. Moja zeszłoroczna próba dry farmingu, siewu kukurydzy w szczerym piachu Ostoi, bez ściółki, skończyła się klęską spektakularną, tego nie przeżyła ani jedna roślina. Z drugiej strony jednak, ta sama kukurydza wysiana na rozsadę, a następnie posadzona w grubej ściółce i nigdy niepodlewana, dała ładny plon. W tym roku wysiałem nasiona arbuza pochodzące z uprawianego bez podlewania ogródka w Hiszpanii. Rośliny rosną na wiekowym huglu w którym mieszkają zaskrońce, przykrytym starą słomą i niepodlewanym od około dekady. Zobaczymy, czy podzielą los kukurydzy, czy też będzie nieco lepiej.
Sadzonka arbuza na starym huglu musi sobie poradzić bez podlewania
Myślę, że zastosowanie w ogrodzie permakulturowym przedstawionych powyżej strategii może znacząco poprawić jego odporność na upały i suszę. Kluczem do sukcesu jest jak zawsze obserwacja i adaptacja do tego, co przynosi nam pogoda, do zmieniających się ewidentnie warunków klimatycznych i wodnych. Potrzebne jest eksperymentowanie i testowanie oraz ciągłe doskonalenie technik, aby ogród mógł prosperować nawet w najtrudniejszych warunkach pogodowych, nawet w trakcie długotrwałych upałów.
I już naprawdę na koniec, parę słów do Was – dbajcie o siebie w upały! 😊 Pamiętajcie, że permakutura to też Troska o Ludzi, czyli o siebie samego też 😊
Podczas upałów ogrodnictwo może stać się trudnym wyzwaniem, dlatego kluczowe jest zachowanie odpowiednich środków ostrożności. Przede wszystkim warto ubierać się odpowiednio – w lekkie, oddychające tkaniny, które umożliwiają cyrkulację powietrza. Ważne jest również noszenie kapelusza z szerokim rondem (stąd takie kapelusze są w modzie u czynnych praktyków permakultury) oraz często okularów przeciwsłonecznych, szczególnie gdy pracujemy na stawach lub innych akwenach. Nawadnianie organizmu jest niezbędne; należy pić dużo wody przed, w trakcie i po pracy w ogrodzie. Powszechnie uważa się, że w upały należy unikać napojów zawierających kofeinę i alkohol, które mogą prowadzić do odwodnienia, ale ze swojego doświadczenia mogę Wam powiedzieć, że na spalonej słońcem pustyni w Jordanii nic nie stawiało mnie na nogi równie dobrze, jak piekielnie mocna, gorąca i słodka beduińska kawa. I to pita w samo południe.
Najlepszą porą na pracę w ogrodzie jest wczesny ranek lub późny wieczór, kiedy temperatury są niższe. W godzinach największego nasłonecznienia warto robić częste przerwy w cieniu. Stosowanie kremu z filtrem o szerokim spektrum działania SPF 30 lub wyższym jest uznawane w dzisiejszych czasach za konieczne, aby zapobiec poparzeniom słonecznym i zmniejszyć ryzyko raka skóry. Mam co do tego pewne wątpliwości, ale ani nie namawiam, ani nie zniechęcam. Sam wolę skórę okrywać niż smarować tym czymś.
Najważniejsze jednak wynika z części ogrodniczej tego artykułu – im lepiej przygotujesz ogród na upały, tym mniej w nim będziesz zmuszony pracować, oszczędzając siły i zdrowie.
Jeżeli sytuacja w pogodzie i przyrodzie ewoluować nadal będzie w kierunku upałów i suszy, postarajcie się pokochać ideę siesty, nie jest ona taka zła. Piszę te słowa w najchłodniejszym pokoju, podczas gdy teraz, o 15:30, na tarasie temperatura wynosi 32 stopnie w cieniu. Roślinami zajmę się wieczorem, kiedy się ochłodzi. A teraz kończę i idę uzupełnić osmolity, co polecam i Wam, jeśli u Was podobnie gorąco.
Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł, podziękuj autorowi na SUPPI.pl
Artykuł powstał dzięki wsparciu udzielonemu za pośrednictwem witryny https://patronite.pl/Permisie
Patroni Artykułu:
Mariusz
50 Patronek i Patronów Anonimowych
Serdecznie dziękuję!