Archiwa tagu: ogród permakulturowy

Luty w ogrodzie permakulturowym

Siewki pomidora

Luty to chyba najtrudniejszy miesiąc dla miłośników permakultury, na szczęście równocześnie najkrótszy. Przyjrzyjmy się, czym możemy zająć się w permakulturowym ogrodzie i jego otoczeniu w tym miesiącu.

O naszych możliwościach pracy w ogrodzie decyduje głównie pogoda. Luty może straszyć srogim mrozem, ale może też w dobie radykalizującego się klimatu być niespodziewanie ciepłym miesiącem. Gdy mamy do czynienia z aurą zimową, czyli całodobowymi mrozami, powinniśmy zwrócić uwagę na to, czy w naszym ogrodzie leży śnieg, a jeśli tak, to jak grubą warstwą zalega. Nie ma bowiem dla wielu roślin nic gorszego jak bardzo mroźna i bezśnieżna zima, w którą łatwo przemarzają bulwy, kłącza i korzenie. Gdy spotkamy się z taką aurą, wyściółkujmy grubiej najcenniejsze i najmniej mrozoodporne rośliny. Czasami, jak na przykład na spirali ziołowej, wystarczy ułożyć dwie – trzy warstwy gałązek z drzew iglastych, najlepiej ze świerku, w przypadku tradycyjnych grządek zdecydowanie lepiej dołożyć słomy.

Grządka wyniesiona wyściółkowana słomą

Wielokrotnie zamarzająca i odmarzająca gleba potrafi spowodować, że podziemne części roślin wypchnięte zostaną na powierzchnię. Co jakiś czas sprawdzajmy, czy tak się nie dzieje i w razie potrzeby interweniujmy.

W przypadku intensywnych opadów śniegu, szczególnie mokrego, strząsamy go regularnie z drzew i krzewów narażonych na połamanie pod jego ciężarem. Śnieg odgarniany ze ścieżek czy podjazdów (bez soli!) wykorzystujemy jako dodatkową izolację, usypując go u nasady drzew i krzewów. Oblodzone ścieżki posypujemy nie solą, ale piaskiem, żwirkiem dla kota, popiołem z palonego w piecu drewna lub granulowanym nawozem organicznym.

Skoro mówimy o popiele ze spalania drewna, to gromadzimy go skrzętnie w postaci suchej przez całą zimę, aby wykorzystać go w późniejszych miesiącach jako naturalny nawóz będący źródłem głównie potasu oraz środek do odkwaszania gleby.

Spacerując po ogrodzie warto mieć ze sobą sekator i na bieżąco usuwać uszkodzone (na przykład przez ciężar mokrego śniegu) gałęzie i pędy. Warto również obserwować, czy do naszych drzewek nie dobierają się zające lub gryzonie.  

Wedle tradycyjnej wiedzy, w końcu lutego przycinamy jabłonie, grusze i śliwy. Pobieramy również w tym czasie materiał do szczepienia. To czas, gdy przygotowujemy sztobry – fragmenty zdrewniałych części gałązek krzewów, przeznaczone do rozmnażania wegetatywnego.

Możemy spróbować ożywić nasz zimowy dom zabierając nieco gałęzi z pąkami kwiatowymi pod dach i skłonić je do zakwitnięcia. Nadają się do tego nie tylko gałęzie drzew owocowych, ale również i ozdobnych kwitnących wiosną, takich jak azalia, dereń, forsycja czy oczar. W lutym przycinamy również żywopłoty z krzewów iglastych oraz wiele roślin ozdobnych.

Podobnie jak w styczniu, o ile występują silne mrozy, możemy pozyskiwać tak zwane drewno księżycowe. Drewno pozyskane przy takiej pogodzie, najlepiej w dniu 21 lutego, ma się według znawców cechować największą trwałością i najmniejszą wilgotnością, stanowiąc dzięki temu najlepszy materiał budowlany, konstrukcyjny i opałowy.

Mając sporo gałęzi możemy pokusić się o produkcję własnego węgla drzewnego, łącząc to z zimowym piknikiem przy ognisku. Zima to najlepszy czas do takiej produkcji.

Gdy pojawi się mokra pokrywa śnieżna, możemy wykorzystać ją do ograniczenia wzrostu lub nawet eliminacji trawy z miejsc niepożądanych – im częściej będziemy po nich w mokre i śnieżne dni spacerować, tym większa szansa, że trawa pod spodem zginie. Z tego powodu warto zimą spacerować po ogrodowych ścieżkach, unikając wchodzenia na grządki, no i oczywiście na piękne trawniki przed domem, o ile chcemy je zachować w dobrym stanie.

Jeżeli pojawi się odwilż, pamiętajmy o podlewaniu roślin zimozielonych, aby uniknąć tak zwanej suszy fizjologicznej. Czasami w bardzo słoneczne dni warto takie rośliny zacienić, aby ograniczyć utratę wody przez parowanie.

Podobnie jak w styczniu, sprawdzamy stan przechowywanych w piwnicy kłączy, bulw i nasion, w miarę potrzeby regulując wilgotność podłoża i usuwając psujące się egzemplarze. Zaglądamy do stratyfikowanych nasion, kompostujemy, dbamy o ptaki i inne zwierzęta odwiedzające ogród, kończymy planowanie zasiewów, zbieramy ostatnie plony w inspektach i szklarniach, kończymy naprawy sprzętu ogrodniczego, finalizujemy zakupy sprzętu, akcesoriów, podłoży i nasion. Korzystamy z długich zimowych wieczorów, aby zdobyć wiedzę teoretyczną, którą wykorzystamy praktycznie w ciepłych miesiącach. Książki, filmy, Internet, kursy i wykłady – najlepiej wchodzą do głowy w miesiącach zimowych.

Wymiana nasion

Luty to tradycyjny czas wymiany nasion z ogrodnikami z najbliższej okolicy. Spotkania takie są doskonałą okazją, aby się lepiej poznać i porozmawiać o roślinach, z których nasiona zbieraliśmy i doświadczeniach z tym związanych. W dobrym tonie jest, aby przyniesienie nasion na wymianę nie było obowiązkowe, ale mile widziane. W ten sposób wspomagamy mniej doświadczonych ogrodników. Nie przynosimy nasion kupnych, a wyłącznie zebrane samodzielnie lub rodzinnie. Aby wymiana szła sprawnie, prosimy wcześniej uczestników o zapakowanie nasion w małe, podpisane torebki. Lokalne nasiona są niejednokrotnie lepiej przystosowane do uprawy w lokalnych warunkach niż te kupowane w sklepie czy sprowadzane z zagranicy. Dodatkowo, wymieniając się nasionami podtrzymujemy lokalną bioróżnorodność.

Skoro o nasionach mowa, to w lutym rozpoczynamy przygotowanie rozsady – wysiewamy w domu cebulę, pora, seler, niektóre kapustne, niektóre zioła oraz sałaty. Kontynuujemy wysiew ostrych papryczek, zaczynamy siać bakłażana. Ci, którzy dysponują szklarniami na pewno zaczną już siać pomidory, dla uprawiających je pod gołym niebem luty to jednak zdecydowanie za wcześnie. Niejednokrotnie siejemy też kwiaty drobnonasienne, które wymagają długiego czasu do wschodów – begonie czy petunie.

Wysiewając wiele rozsad w warunkach domowych zadbajmy o ich optymalne doświetlenie. Zanim nasiona wykiełkują, przygotujmy i sprawdźmy wszystko, aby mieć pewność, że gdy tylko pojawią się pierwsze liście, będziemy w stanie umieścić pojemniki z rozsadą pod lampami. Aby zmniejszyć zużycie energii i emisję ciepła, warto zainwestować w nowoczesne oświetlenie LED, w wersji emitującej światło o widmie preferowanym przez rośliny (czerwonym i niebieskim). Jakość oświetlenia bardzo łatwo sprawdzić przy użyciu darmowej aplikacji dla smartfona (np. Lightmeter), dokonując pomiaru tam, gdzie znajdować się będą czubki roślinek.

O ile korzystamy ponownie z wielodoniczek, doniczek lub palet do siewu i rozsady, warto je wszystkie zdezynfekować, myjąc w wodzie z małą ilością wybielacza (proporcja 10:1), a następnie płucząc czystą wodą.

Rozpoczynamy zasiewy w pod osłonami – w inspektach, tunelach, szklarniach. Nawet w najmniejszym własnej roboty inspekcie możemy zwykle w lutym coś wysiać – na przykład sałaty lub jarmuż. Jeżeli nie posiadasz takiego inspektu, to może jest to właśnie dobry moment, aby go zbudować. Może to być drewniana rama z ustawioną skośnie szklaną pokrywą, albo nawet i kwadrat ze słomianych kostek częściowo wypełniony ziemią i przykryty starym oknem – sprawdzi się wszystko, co pozwoli Słońcu ogrzewać podłoże i odizoluje nieco od mrozu i całkowicie od wiatru.

Na parapecie w kuchni możemy w doniczkach wysiać zioła kulinarne – estragon, rozmaryn i szałwię oraz w osobnej donicy czosnek i szczypiorek. W płaskim naczyniu wyłożonym mokrą ligniną wysiejmy nieco nasion trawy, na pewno ucieszy to nasze domowe koty.

W opinii ogrodników kierujących się kalendarzem księżycowym, najlepszym dniem do siewów jest 17 lutego.

W drugiej połowie miesiąca warto się zająć przeglądem i przesadzaniem domowych roślin doniczkowych. Można to efektywnie połączyć z przygotowaniem podłoża do wysiewu rozsad, aby mieć je gotowe i w wystarczającej ilości na wiosenne siewy.

Mikrolistki domowej uprawy – słonecznik

Luty to czas, gdy bardzo tęsknimy za świeżą własną zieleniną, warto więc choćby na domowym parapecie, uprawiać mikrolistki (microgreens) lub kiełki. Uprawy te nie wymagają ani dużo pracy, ani wielkich nakładów finansowych, a mogą w znaczący sposób wzbogacić naszą zimową dietę.

Jeżeli pogoda na to pozwala, możemy w lutym użyźniać grządki w ogrodzie kompostem i dodatkami takimi jak mączka granitowa czy bazaltowa. Przy ciepłej pogodzie możemy się też pokusić o zakładanie nowych grządek, tak jak to opisałem w odcinku styczniowym.

O ile zamierzamy sadzić wiosną drzewa i krzewy, to właśnie w lutym najlepiej je zamówić lub zarezerwować, aby mieć pewność, że dostaniemy to co chcemy na czas. Pamiętamy o sprawdzeniu, czy zamawiane drzewka są samopylne, a jeśli nie, to czy mamy w okolicy lub we własnym ogrodzie właściwe zapylacze. Zasadniczo lepiej jest sadzić drzewa i krzewy późną jesienią, szczególnie te z gołym korzeniem, ale wczesna wiosna jest też dobrym terminem. Więcej o tym w marcu.

Jeżeli mamy zwierzęta, pamiętamy o dokładaniu lub wymianie ściółki. Pogodny dzień w lutym to doskonały moment na całkowite oczyszczenie kurnika utrzymywanego w systemie głębokiego ściółkowania i zapewnienie naszym podopiecznym świeżego, czystego podłoża.

Pod koniec miesiąca możemy zacząć przeglądy zdemontowanych elementów instalacji do zbioru wody deszczowej oraz do nawadniania. Niech będą gotowe na odwrót zimy. Im więcej zrobimy teraz, tym łatwiej nam będzie w okresie wiosennego spiętrzenia prac, które zacznie się już za moment, w marcu.

Artykuł czytasz dzięki wsparciu udzielonemu za pośrednictwem witryny https://patronite.pl/Permisie

Patroni Artykułu:
Mariusz
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy

Patron Anonimowy

Dziękuję!

Styczeń w ogrodzie permakulturowym

Ogród w styczniu? Dlaczego nie! Choć nie zawsze oznaczać to będzie pracę na świeżym powietrzu, przyjrzyjmy się, czym możemy zająć się w permakulturowym ogrodzie i jego otoczeniu w tym miesiącu.

W wielu miejscach kraju zdarzają się jeszcze dni pogodne, z temperaturami powyżej zera. Jeśli do tej pory tego jeszcze nie zrobiliśmy, oddajmy glebie w ogrodzie to, co zabraliśmy z niego w postaci plonów, czyli użyźnijmy grządki dobrym kompostem. Warstwa grubości 5 cm równomiernie rozprowadzona i przykryta ściółką, pozwoli nam wiosną przejść od razu do sadzenia i siewów oraz w zdecydowanej większości przypadków okaże się wystarczającą na cały sezon.

Podobnie ma się sprawa z porządkami – w dni, kiedy pogoda pozwala, jeśli do tej pory tego nie zrobiliśmy, usuwamy pozostałości po sezonie – zeschłe łodygi fasoli czy pomidora, pędy malin, które w tym roku owocowały, podłoże z pojemników czy donic, które wymagają odnowienia lub dezynfekcji.

Jeśli czegoś jeszcze nie wyściółkowaliśmy – ściółkujemy, jeśli jeszcze czegoś nie zabezpieczyliśmy przed mrozem – zabezpieczamy.

Szczęśliwi i zapobiegliwi posiadacze tunelów i szklarni w wielu wypadkach mogą się jeszcze cieszyć zbiorami. Czasami dotyczy to również tych, którzy siali na zbiór jesienny, ale nie zebrali jeszcze do końca warzyw takich jak jarmuż, por, szpinak, portulaka, rzodkiew czy sałata. O ile dobrze wybrali mikroklimat miejsca sadzenia, na pewno mogą się jeszcze cieszyć świeżą żywnością z ogrodu.

Styczeń to praktycznie ostatni moment, aby zająć się poważnie planowaniem zasiewów i prac na bieżący rok. Musimy zdecydować, co, kiedy i w jakiej ilości sadzić, a co z tego wynika sprawdzić, czy i ile nasion musimy dokupić.

W planowaniu warto odwołać się do notatek i zdjęć z poprzedniego roku, podsumować rok miniony i zacząć permakulturowo-ogrodowy dziennik na nowy rok. Lwią część planów warto związać z tym, co się w poprzednim roku udało, a jedynie małą część pozostawić na eksperymenty. Nie wypada jednak nigdy z nich całkowicie rezygnować, szczególnie jeśli polegają one na stwarzaniu naturze lepszych warunków do tego, aby nas wspomogła lub za nas popracowała. Dlatego też w każdym sezonie powinniśmy przetestować dobrze jedną czy dwie nowe techniki, jedną czy dwie nowe odmiany, jeden czy dwa nowe pomysły i w zależności od rezultatu, zachować co przydatne, odrzucić co bezużyteczne.

Rozmawiając o odmianach, przeglądanie katalogów nasion może się stać czasochłonnym i drogim hobby – mając w pamięci zasady permakultury powinniśmy pamiętać, że nie tworzymy kolekcji, ale raczej zestawiamy sadzone rośliny tak, aby ze sobą współpracowały.

Dobrze jest zacząć już obliczać ilość potrzebnych rozsad i przygotować sobie miejsce pod nie. Warto też ułożyć sobie grafik siewów, aby z jednej strony nie wysiać za wcześnie, z drugiej się nie spóźnić z siewem.  Dodatkowo jeszcze można spróbować wykorzystać siły natury do wspomożenia naszych wysiłków – według wielu ogrodników, sugerujących się kalendarzem księżycowym, najodpowiedniejszym dniem do wysiewu rozsady w tym miesiącu jest 19 stycznia. Wprawdzie nie uprawiając w szklarni nie musimy niemal niczego wysiewać tak wcześnie, to rośliny o bardzo długim okresie od siewu do zebrania plonu (na przykład niektóre odmiany niezwykle ostrych papryczek z gatunku Capsicum chinense) sięgającym 200 -240 dni, należy wysiać w mieszkaniu właśnie w styczniu.

Osobną sprawą jest przygotowanie do siewu nasion tych roślin, które wymagają stratyfikacji, czyli spędzenia określonego czasu w chłodzie lub zimnie. Jeżeli stratyfikujemy je w lodówce, to w wielu przypadkach powinniśmy zacząć ten proces już teraz. Zawsze jednak termin należy dostosować do zalecanego w literaturze czasu stratyfikacji, bo o ile zwykle wynosi on 90 dni, to są gatunki wymagające dosłownie kilku dni, ale są i takie, które trzeba stratyfikować i dwa lata (dodatkowo manipulując temperaturą)!

Jeżeli przechowujemy przez zimę kłącza czy bulwy, warto do nich zajrzeć w styczniu i upewnić się, że mają odpowiednią temperaturę i wilgotność oraz ewentualnie usunąć psujące się egzemplarze.

Jeżeli przyjdą solidne mrozy, to styczeń jest doskonałym miesiącem do pozyskania tak zwanego drewna księżycowego. Drewno pozyskane przy takiej pogodzie, w dniu 23 stycznia, ma się według znawców cechować największą trwałością i najmniejszą wilgotnością, stanowiąc dzięki temu najlepszy materiał budowlany, konstrukcyjny i opałowy.

O przycinaniu drzewek i krzewów owocowych napisano tomy, a dodatkowo niektórzy spece od permakultury w ogóle tego nie robią, w zależności więc od własnych preferencji i „permakulturowego wyznania”, możemy w styczniu do tej czynności przystąpić, lub ją sobie darować. Ja staram się przycinać tylko wtedy, gdy jest to niezbędne, i wtedy, kiedy czas na to pozwala, nie traktując tej czynności absolutnie jako priorytet. Co innego, gdy zależy nam na maksymalizacji plonów, wtedy powinniśmy do tego tematu podejść bardziej metodycznie i rygorystycznie.

Nie zapominamy o naszych ogrodowych pomocnikach – dokarmiamy ptaki i czyścimy ich budki lęgowe. W długie zimowe wieczory zbijamy domki dla jeży oraz budki dla nietoperzy i ptaków. Jeśli mamy taką możliwość, zapewniamy również ptakom źródło niezamarzniętej wody.

Zima nie zwalnia nas od kompostowania – domowe odpadki kuchenne możemy z powodzeniem dodawać do pryzmy kompostowej (pamiętając jedynie o tym, aby zawsze je przykryć materiałem bogatym w węgiel – liśćmi, pociętym papierem, lub słomą), albo też kompostować je w wiaderku bokashi. Możemy też zaprząc do pracy dżdżownice w domowym wermikompostowniku, pod warunkiem, że znajduje się on w ogrzewanym pomieszczeniu.

Prawdziwi twardziele mogą jeszcze (albo już) w styczniu przystąpić do budowy nowych grządek, o ile materiały niezbędne do tego nie są mocno zbrylone przez mróz. O tej porze roku praktycznie najłatwiej budować grządki typu „lasagna”, czyli układać warstwowo na sobie materię organiczną w różnej formie, ściółkując ją na koniec. Jeżeli pogoda na to pozwala, jest to idealny moment do ściółkowania ścieżek zrębkami, w niektórych miejscach właśnie o tej porze roku łatwiej dostępnymi z uwagi na zimowe oczyszczanie działek.

W styczniu obserwujemy również zimowe mikroklimaty, szukając głównie miejsc ekstremalnie ciepłych (gdzie trawa się jeszcze zieleni, a śnieg topi się najszybciej). Wiedzę tę możemy wykorzystać dla przedłużenia sezonu wegetacyjnego, odpowiednio planując przyszłe nasadzenia.

Styczeń to czas konserwacji i napraw sprzętu ogrodniczego – oliwienia, ostrzenia, malowania, klepania. Pamiętajmy, że wraz z wydłużającym się dniem będziemy mieć coraz więcej zadań w ogrodzie, warto więc wszystko co tylko możliwe przygotować w „martwym sezonie”, który jak widać, nie jest taki martwy zupełnie.

Styczeń to w końcu doskonały czas na edukację teoretyczną – na książki, filmy i kursy, oraz na spotkania z innymi ogrodnikami. Nadchodzi powoli czas wymiany nasion, ale o tym więcej w porozmawiamy w lutym.

Artykuł czytasz dzięki wsparciu udzielonemu za pośrednictwem witryny https://patronite.pl/Permisie

Patroni Artykułu:
Mariusz
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy

Dziękuję!

Kalkulator dat siewu

Poniższy prosty kalkulator w Excelu pomoże Ci zaplanować datę siewu nasion oraz sadzenia rozsad w zależności od daty ostatnich przymrozków w Twojej lokalizacji.
Jest to wersja Beta, czyli prototyp, gdzie terminy oparte są na uśrednionych datach podawanych w literaturze ogrodniczej.

Terminy siewów są bardzo “konserwatywne”, to znaczy bezpieczne. Przykładowo, dla pomidora, przyjęto sadzenie do gruntu 2 tygodnie po dacie ostatnich mrozów, podczas gdy wiele osób czyni to niemal natychmiast po tej dacie.

Kalkulator można pobrać tutaj:
https://permisie.pl/pliki/Kalkulator-dat-siewu-Permisie-v-Beta01.xlsx

Sposoby przygotowania grządek i ich konsekwencje.

Ilu na świecie ogrodników, tyle zapewne metod przygotowania nowych grządek – każdy ma bowiem swoje preferencje, sposoby, sekrety. Każdy gospodaruje w nieco innych warunkach i posiada nieco inne materiały. Każdemu przyświeca nieco inny cel. Nie ma więc jedynie słusznej metody przygotowania grządek, która byłaby najlepsza wszędzie i dla każdego.

Obfitość własnej żywności daje niezależność.

Wybierając metodę przygotowania grządki należy jednak zdawać sobie sprawę z konsekwencji jakie dany sposób postępowania za sobą niesie. Pozwala to wybierać rozwiązania świadomie oraz uniknąć wielu niespodzianek i rozczarowań w pierwszym, i kolejnych sezonach funkcjonowania grządek.

W permakulturze zwykło się przyjmować, że najlepszym sposobem przygotowania grządki jest taki, który zapewnia uzyskanie oczekiwanych plonów przy jednoczesnym najmniejszym możliwym nakładzie pracy, jak najmniejszej ingerencji w środowisko, a jednocześnie na przestrzeni lat umożliwi nam utrzymanie żyzności gleby.

Często powtarzane stwierdzenie, że „w permakulturze nigdy nie przekopujemy gleby” staje się prawdziwym i nabiera właściwego sensu dopiero wtedy, gdy dodamy do niego słowa „bez potrzeby”. A potrzeba ta zdarza się jednak relatywnie często, szczególnie na etapie zakładania grządek.

Permakulturowa koncepcja stref zakłada zróżnicowaną ingerencję człowieka w otaczającą go naturę – tym większą, im mniejszym terenem dysponujemy (balkon, taras, ogródek przydomowy, działka rekreacyjna) lub im bliżej centrum naszej nieruchomości działamy (przydomowy ogród warzywny w siedlisku czy na farmie).  Tak zwana strefa 1 jest miejscem, gdzie ludzka ingerencja w przyrodę ma prawo się w pełni manifestować, szczególnie jeżeli jest to jedyne miejsce jakim dysponujemy, aby spełnić jedną z podstawowych zasad permakultury, obligującą nas do tego, aby uzyskać plon.

Zaczerpnięta z praktyk biodynamicznych metoda podwójnego przekopywania gleby odsądzana od czci i wiary przez wyznawców „nigdy nie przekopywania” znajduje swoje zastosowanie w permakulturze, nie kłócąc się w żaden sposób z jej zasadami etycznymi.

Gdy zakładamy ogród warzywny na nieurodzajnej ziemi, gdy nie posiadamy żyznej warstwy wierzchniej, gdy gleba jest mocno ubita, wreszcie gdy dysponujemy bardzo małą powierzchnią pod uprawę, a chcemy uzyskiwać plony relatywnie wysokie, stosujemy podwójne przekopywanie. Uwaga – zwykle jednorazowo.

W wyznaczonym zarysie grządki zdejmujemy wierzchnią warstwę gleby, odkładając ją na przygotowaną płachtę. Następnie oceniamy stan podglebia i jeśli jest w miarę luźne, za pomocą wideł wzruszamy je i mieszamy z materią organiczną (kompost lub przefermentowany nawóz zwierzęcy), a jeżeli jest zbite usuwamy na osobną płachtę, mieszamy z materią organiczną i układamy na miejsce. Zakończywszy pracę z podglebiem, układamy na miejsce wierzchnią warstwę gleby, usuwając z niej jednocześnie kamienie, chwasty, korzenie, darń i inne elementy niepożądane. Tym sposobem przygotowaliśmy podłoże dla intensywnego wzrostu roślin mających wysokie wymagania względem żyzności gleby, pozbawiliśmy ją jednak znaczącej części życia biologicznego i drastycznie zmieniliśmy jej strukturę. Czy było to uzasadnione? Tak. Czy jest to etyczne? Jak najbardziej. Za chwilę bowiem rozpoczniemy proces przywracania glebie życia biologicznego i struktury, przykrywając całą grządkę cienką warstwą najlepszego dostępnego kompostu oraz grubą warstwą ściółki. Od tego momentu nasza grządka może się już stać grządką bez przekopywania i służyć nam długie lata.

Gdy zakładamy grządkę na żyznej glebie, gdy chcemy uzyskiwać plony ale niekoniecznie je maksymalizować, gdy zamieniamy bujnie rosnący trawnik w ogród warzywny, możemy zrobić to bez przekopywania.  Ścinamy rosnącą w obrysie grządki roślinność i pozostawiamy ją na miejscu. Przykrywamy grubą warstwą mokrego kartonu, na który nakładamy warstwę materii organicznej bogatej w celulozę (suche liście, papier z niszczarki), następnie warstwę materiałów bogatych w azot (odpadki kuchenne, świeżo skoszona roślinność zielona, obornik), przykrywamy cienką warstwą kompostu lub dobrej gleby i obficie ściółkujemy. Powstaje grządka gotowa do natychmiastowego obsadzenia rozsadą mało wymagających roślin, która z każdym rokiem przy odpowiedniej opiece będzie się stawać coraz bardziej żyzną.

Metoda ta pozostawia glebę w jej oryginalnym stanie, nie niszczy życia glebowego, a dalsze funkcjonowanie grządki sterowane jest głownie przez procesy biologiczne zachodzące w jej wnętrzu. Kluczem do powodzenia w tej metodzie są właściwe proporcje materiałów bogatych w węgiel do bogatych w azot, które powinny odpowiadać proporcjom uznanym za najlepsze w kompostowaniu (25-30 : 1).

Technikę powyższą możemy zastosować również na glebach słabych, musimy jednakże zdawać sobie sprawę z tego, że nasze plony w pierwszych latach mogą okazać się niższe niż oczekiwania. Słaba gleba potrzebuje czasu na uzupełnienie żyzności i podwyższenie zawartości materii organicznej. Jeżeli jednak nam się nie spieszy, jest to na pewno najmniej pracochłonny i najmniej ingerujący w naturę sposób zakładania grządek.

Zakładając ogród w miejscu pozornie do tego niezdatnym – na dachu, parkingu, betonie, w miejscu gdzie istnieje ryzyko skażenia gleby, oraz wszędzie tam, gdzie istnieje ryzyko podtopień, możemy zbudować tak zwane grządki podwyższone.  Składają się one zwykle z obramowania (drewnianego, metalowego, kamiennego) wypełnianego układanymi na przemian warstwami takimi, jak w przypadku grządki bez przekopywania, w różnorodnych kombinacjach. Grządka podwyższona tym różni się zasadniczo od innych, że najszybciej obsycha. Można ją jednak zbudować nawet w najbardziej nieprzyjaznych miejscach, wykorzystując przy tym wiele dostępnych lokalnie surowców i odpadów. W przypadku niekorzystania z recyclingu potrafi być jednak najdroższa w przygotowaniu i wymagać największych nakładów pracy i największej ilości materiału na jednostkę powierzchni, gdyż z reguły układamy tu znacznie więcej warstw niż w innych typach grządek, a zakładając taką grządkę z reguły wszystkie materiały musimy sprowadzić. Grządki podwyższone są zdatne do użytku praktycznie natychmiast, należy jednak pamiętać o uzupełnianiu ich żyzności na koniec każdego sezonu, z reguły poprzez dodanie kompostu.

Możliwa jest także budowa grządek podwyższonych bez obramowań, nazywamy je zwykle wałami permakulturowymi. Grządki takie buduje się głównie tam, gdzie występuje gleba a nie powierzchnie niezdatne do uprawy. 

Specyficznym typem grządki który wymaga dużej ilości pracy przy zakładaniu, ale pozwala grządce funkcjonować przez wiele lat bez specjalnych zabiegów jest tak zwana grządka hugelkulturowa – czyli wał ziemny wypełniony drewnem.  Usuwamy wierzchnie warstwy gleby z obrysu grządki, a powstały w ten sposób dół wypełniamy grubymi pniami drewna. Posuwając się w górę, budujemy piramidę z drewna, im wyżej, tym z cieńszych fragmentów. Obficie przesypujemy glebą, obornikiem, kompostem lub inną materią organiczną, tak, aby nie pozostawiać pustych przestrzeni powietrznych.  Drewniana piramida powinna mieć wysokość równą około połowie wysokości docelowej. Drewno przykrywamy kolejnymi warstwami, takimi samymi jak w przypadku innych grządek, formując piramidę o dość stromych ścianach (o nachyleniu nawet do 70 stopni). Klasyczna grządka hugelkulturowa, aby funkcjonować poprawnie, powinna mieć wysokość minimum półtora metra. Początkowo obsadzamy ją bardzo mało wymagającymi roślinami, z każdym rokiem jednak jej żyzność rośnie i (w zależności od stanu i rodzaju użytych do jej budowy materiałów) utrzymuje się nawet do 20 lat. Zakładanie grządek hugelkulturowych jest rekomendowane tam, gdzie dysponujemy dużymi ilościami drewna dla którego nie znajdujemy zastosowania (np. wiatrołomy).

Musimy pamiętać, że grządka hugekulturowa wznosi się znacząco ponad otaczający teren, obsycha więc w wierzchnich warstwach dużo szybciej niż tradycyjne grządki. Jednocześnie nagromadzone w jej wnętrzu drewno utrzymuje dłużej wilgoć. Im starsze więc na niej rosną rośliny, tym relatywnie lepiej znoszą suszę. Grządka hugelkulturowa ma też tą zaletę, że tworzy różne mikroklimaty – przez swój kształt ma stronę mniej lub bardziej słoneczną, narażoną i osłoniętą od wiatru, bardziej suchą i wilgotną. Można to wykorzystać sadząc rośliny o bardzo zróżnicowanych wymaganiach.

Poprzez umożliwienie obsadzania boków, grządka hugelkulturowa ma największą powierzchnię zdatną do uprawy ze wszystkich grządek powyżej omówionych.

Należy pamiętać o tym, że grządka hugelkulturowa z czasem osiada, a jej objętość przez lata się zmniejsza. Gdy całość drewna się rozłoży, można ją przekształcić w grządkę innego typu, lub wykorzystać zgromadzony w niej materiał w innym miejscu.

Do budowy naprawdę dużych grządek hugelkulturowych wskazane jest zastosowanie sprzętu mechanicznego, gdyż ilości przemieszczanych materiałów są naprawdę znaczące. Przed przystąpieniem do budowy należy się upewnić, czy posiadamy dość materiałów (a szczególnie gleby i kompostu) aby budowę grządki dokończyć, pozostawienie grządki niedokończonej może skutkować erozją i odsłonięciem głębszych warstw drewna. W przypadku grządek hugelkulturowych szczególnie istotne jest ich wyściółkowanie, a najlepiej i pierwsze obsianie w dniu zakończenia prac.

Budowa grządki hugelkulturowej niesie ze sobą największą ingerencję w środowisko, ale jednocześnie tworzy warunki do najdłuższego trwania stworzonego systemu bez nadmiernej ingerencji.

Powyższe przykłady opisują główne sposoby przygotowania grządek, nie wyczerpują jednak tematu. Jak pisałem na wstępie – ilu ogrodników, tyle sposobów. A permakultura czerpie z nich wszystkich i dobiera najwłaściwszy do sytuacji.