Archiwum kategorii: Felieton

Felieton na koniec roku

Jeden z idoli mych, Wojciech Młynarski, w Przypowieści o Kornikach, wprowadził do naszego kanonu słowa pisanego termin “polska zawiść bezinteresowna”.

To taka choroba, która żre od środka i każe życzyć rodakowi, ba – bliźniemu, sąsiadowi, znajomemu – wszystkiego najgorszego.

Zwykle celem takiej zawiści stają się ci, którzy w jakikolwiek sposób odstają na plus od … nas samych.

Wiele osób przejmuje się negatywnymi komentarzami, niemerytoryczną krytyką, hejtem i łapkami w dół, ale z mojej obserwacji wynika, że w bardzo permakulturowy sposób problem może się stać tu rozwiązaniem.

Czytaj dalej Felieton na koniec roku

Pięć lat permisie.pl na facebooku

Dokładnie pięć lat temu, za namową osoby twierdzącej, że “nie ma Fejsbuka – nie ma człowieka” założyłem stronę Permisie na Facebooku, aby promować permakulturę, a szczególnie projektowanie permakulturowe.

W ciągu tych pięciu lat opublikowałem na Facebooku 2950 wpisów, co daje średnio nieco ponad półtora wpisu na dzień, świątek, piątek czy niedziela. Te wpisy oraz setki zdjęć (z opisami i poradami), nieco filmików oraz memy permakulturowe (jak sobie obiecałem, udało mi się dojechać do 100) obejrzano nieco ponad milion dziewięćset dziwięćdziesiąt pięć tysięcy razy na komputerach, tabletach i telefonach, a sto sześć tysięcy razy zareagowaliście na moje wpisy “lubiąc je” lub udostępniając.

Czytaj dalej Pięć lat permisie.pl na facebooku

Meandry permakultury, czyli jak łatwo zabłądzić.

Problemy Ziemi i ludzi są ogromne. Utrata bioróżnorodności w wyniku masowego wymierania gatunków, zagłada lasów, erozja gleb, umieranie oceanów, to niepodważalne, widoczne dla każdego, kto chce patrzeć fakty. Podczas gdy aktywiści „biją martwego konia” zwanego emisją CO2 oraz podniecają się globalnym ociepleniem, przyczyny nie znikają, a skutkami nie przejmujemy się wystarczająco. Dwadzieścia cztery konferencje IPCC nie przyniosły jak do tej pory żadnych wymiernych efektów. Gaia leży na OIOM’ie i wszyscy mają nadzieję, że z tego wyjdzie, jednak rokowania nie są najlepsze.

W takiej to scenerii, po czterdziestu latach od powstania, permakultura zaczyna, jeśli jeszcze nie trafiać na salony, to na pewno być modna. Jak każda moda, pełna jest dziwactw, nie zawsze zgodnych z intencją jej twórców.  Oczywiście, argument, że permakultura to nauka rozwojowa i z biegiem czasu swą postać zmienia bywa zasadny, ale najczęściej nadużywany do wdrażania „wariacji na temat”.

Gdzie para idzie w gwizdek, a Permiś w ślepą uliczkę (w mojej prywatnej opinii, z którą można się zgodzić, lub nie), postaram się opisać poniżej.

Czytaj dalej Meandry permakultury, czyli jak łatwo zabłądzić.

Żywot i misja nauczyciela permakultury

Warsztaty ogrodnictwa miejskiego – Ogród Modraszka

Pedagog permakulturowy tym się różni od innych pedagogów, że w swoim nauczaniu stosuje dokładnie takie same zasady, jakie stosowałby projektując permakulturowe siedlisko.

Trzy zasady etyczne permakultury stanowią fundament jego działań, ze szczególnym uwzględnieniem zasady trzeciej, w imię której zwraca swoim uczniom w nadmiarze to, co otrzymał od swoich mentorów. Jak w każdej innej dziedzinie życia, zasady projektowania permakulturowego, i te Mollisona, i te Holmgrena, znajdują zastosowanie w jego codziennej praktyce – od obserwacji i interakcji z uczniami, poprzez cenienie różnorodności i cech wrodzonych każdego z nich, po otrzymany plon, w postaci etycznych, światłych, wykształconych obywateli Ziemi.

Czytaj dalej Żywot i misja nauczyciela permakultury

Rozmowa z ekologiem

Na obskurnym dworcu jeszcze z czasów Gierka
Zamierzałem odwinąć z papierka cukierka
Dobrze znaną w Polsce Krówkę z Milanówka,
Nie ma nic lepszego niż na dworcu Krówka.
Lecz nie dane mi było – oto ktoś nadchodzi
facet w moim wieku, obaj my nie młodzi …
Kubek trzyma w dłoni ze Starbucksa pełny
Gacie ma za duże z GMO bawełny
Buty pięciopalce, a pod pachą Maczek,
Czyżby facet taki miał na Krówkę smaczek?
Grzecznie proponuję, a facet się wzdryga
Pędzi ku mnie jednak jak rzymska kwadryga
I w te słowa uderza, zaczyna monolog
Witam Cię serdecznie, jestem Jan, ekolog.
Jak ty możesz z krówką spożywać cukierka,
Nie wiesz że los krówek to jest poniewierka?
Że to mleko w cukierku to dowód cierpienia,
co innego z migdałów, źródło wszystko zmienia!
Zapytałem nieśmiało: czy ty masz ogródek?
Czy uprawiasz żywność ze szlachetnych pobudek?
Czy sadzisz marchewkę, czy dbasz o jabłonie?
Spojrzał na mnie zdumiony, załamując dłonie,
Człowieku – rzekł dumnie – ja mam wyższe cele,
Zjazdy, konferencje, ustawy nowele,
Granty z Unii, sympozja, wielka to jest sprawa
A nie jakaś przyziemna ogrodu uprawa.
Aby mnie nie zjechał ponownie za Krówkę
Zapytałem nieśmiało: czy zbierasz deszczówkę?
Ja – deszczówkę? się zdziwił, poprawiając spodnie
Po co miałbym zbierać? piję wodę godnie
Wprost z kranu, z miejskiej sieci, choć capi fluorem,
Stamtąd leci ciągle, bez względu na porę –
Zamyślił się, zasępił i podrapał w szyję –
Ale wodę oszczędzam, bo rzadko się myję!
Gdy skonfudowany wciąż poprawiał gacie,
Zapytałem nieśmiało – kompostujesz bracie?
Na co już rozjuszony rozpoczął tyradę:
Że na ekobataliach połamał swą szpadę,
Że w proteście zapisał ze sześć ton papieru,
Że spożył dwieście kilo wegańskich selerów,
Że przykuł się do drzewa w obronie wiewiórki,
Że wszystko winą innych, co ciągną za sznurki …
Tu przerwał, strzelił focha; wszystkim się zdawało,
Że ekolog wciąż gada, a to echo grało.

Permakultura odpadów

Odpady – uciążliwy problem, czy cenny zasób?

Permakultura jest młodą nauką powstałą w połowie lat 70 XX wieku, a zrodzoną z troski o losy naszej planety i jej mieszkańców. Oparta na trzech zasadach etycznych – Troski o Ziemię, Troski o Ludzi i Zwrotu Nadmiaru, zajmuje się projektowaniem i utrzymaniem wydajnych systemów, które charakteryzują się różnorodnością, stabilnością oraz zdolnościami regeneracji właściwymi dla natury.

Choć od zarania ludzkości istniały społeczności potrafiące żyć w zgodzie z naturą i rozwijać się w sposób zrównoważony, to dopiero permakultura połączyła wiedzę i tradycje takich społeczności z nowoczesną, spójną i opartą na solidnych naukowych podstawach metodologią projektowania.

Projektowanie permakulturowe opiera się na kilkunastu zasadach, stanowiących obok wymienionych powyżej etyk swoisty filtr, rodzaj czeklisty, przez które przepuszczamy nasze projekty, sprawdzając, czy służą one ludziom i Ziemi. W klasycznym ujęciu, sformułowanym przez współtwórcę permakultury, Davida Holmgrena[1], szósta zasada projektowania permakulturowego brzmi „Nie produkuj odpadów”. Graficznym symbolem mającym za zadanie utrwalić w nas tą zasadę, jest dżdżownica – zwierzę o niezwykłej zdolności przetwarzania odpadów organicznych w nawóz doskonały dla roślin.

Nieprodukowanie odpadów zaczyna się od docenienia tego, czym dysponujemy – surowca, materiału, zasobu. Doceniając zasoby i zdając sobie sprawę z tego, że nie są nieograniczone, zdecydowanie mniej ich marnujemy, starając się zaprojektować ich obieg w sposób jak najbardziej zamknięty.

Czytaj dalej Permakultura odpadów

Więzi

Młodzież zaciekawiona kompostowaniem

Gdy świat budzi się z zimowego odrętwienia, możemy zacząć przyglądać się wzajemnym zależnościom, jakie stanowią istotę życia na Ziemi. Każdy kolejny ciepły dzień przynosi zmiany w przyrodzie, a są one ze sobą tak ściśle powiązane, że zajmuje się nimi osobna gałąź nauki – fenologia. Bada ona zmiany pór roku i ich związek ze zjawiskami zachodzącymi w przyrodzie, takimi jak kwitnienie roślin, przyloty ptaków czy masowe rójki niektórych owadów.

Mamy zaranie wiosny, charakteryzujące się kwitnieniem leszczyny i podbiału, wczesną wiosną, gdy zaczyna kwitnąć czeremcha i mniszek, a brzoza brodawkowata zaczyna wypuszczać listki, i wreszcie pełnię wiosny, gdy kwitną kasztany. 

Zjawiska łatwe do zaobserwowania w przyrodzie od wieków podpowiadają rolnikom i ogrodnikom, co i kiedy siać. Gdy kwitną krokusy, nadchodzi czas siewu rzodkiewek i szpinaku. Kwitnące narcyzy to znak, że pora siać marchew i buraki, a gdy przekwitną jabłonie, pora wysiewać ogórki. Te pozornie pozostające bez związku zjawiska przyrody pokazują nam, jak życie na Ziemi jest ze sobą powiązane, a obserwacja ich i znajomość może nam oszczędzić trudu i przynieść wiele korzyści.

Czytaj dalej Więzi

Jak wykorzystać choinkę po świętach.

Coroczny smutny widok – martwe drzewka pod śmietnikami. Poniżej kilkanaście propozycji, jak takie drzewka wykorzystać, i to nie tylko jedno własne, ale nawet duże ich ilości zebrane od znajomych i na mieście.

  1. Ocieplenie – w dawnych czasach choinki (oraz celowo w tym celu ścięte gałęzie) układano wokół domu, ocieplając w ten sposób fundament. Śnieg, zatrzymując się na gałęziach zamykał puste przestrzenie, tworząc dobrą warstwę izolacyjną. Jeśli nawet nie do ocieplenia domu, to gałęzie drzew iglastych nadają się doskonale do ocieplenia grządek, rabat i spirali ziołowej.
  2. Hugelkultura – duże ilości choinek można ułożyć w wały, a następnie zasypawszy ziemią stworzyć grządkę hugelkulturową, szczególnie odpowiednią dla roślin kwasolubnych. Grządka z choinek jest doskonałym miejscem na małą plantację borówki amerykańskiej.
  3. Ogrodzenie – dawniej z gałęzi choinek pleciono prowizoryczne płoty mające tą zaletę, że skutecznie ograniczały widoczność. Płot taki potrafi się utrzymywać nawet kilka lat.
  4. Węgiel drzewny – pocięte na kawałki pnie choinek można ciasno upakować w beczce metalowej i przy okazji palenia zimowego ogniska przekształcić w węgiel drzewny. Węgiel taki przyda się w ogrodzie oraz w kompostowniku.
  5. Ściółka – igliwie z choinek stanowi doskonałą ściółkę pod rośliny kwasolubne – borówki czy rododendrony. Dobrze też się sprawdza jako ściółka na ścieżki
  6. Kompost – po rozdrobnieniu i wymieszaniu z innymi składnikami choinki doskonale i szybko się kompostują
  7. Opał – bardziej przydatny na ognisko niż do domowego pieca, niemniej jednak zeschłe choinki to doskonałe źródło opału, tak doskonałe, że trzeba z nim postępować ostrożnie. Suche igliwie zajmuje się ogniem błyskawicznie i strzela intensywnie iskrami, dlatego też palimy raczej choinkami podzielonymi na mniejsze fragmenty, a nie w całości. Popiół uzyskani ze spalenia drzewek możemy zużyć w sadzie lub ogrodzie jako nawóz, albo zastosować zamiast soli jako substancję antypoślizgową na oblodzonych nawierzchniach.
  8. Tarlisko – choinki, szczególnie takie zawieszone w wodzie czubkiem do dołu stanowią ulubione miejsce tarła wielu gatunków ryb. Można je wynieść zimą na lód, a gdy on stopnieje, choinki same zatoną z dala od brzegu, dokładnie tam, gdzie je umieściliśmy. Z choinek można też tworzyć kryjówki dla narybku, ale raczej w większych zbiornikach – w zbyt małych stawach i jeziorkach duża ilość choinek zakwasza wodę i nadaje jej kolor brązowy.
  9. Szałas – z choinek można zbudować miejsce zabaw dla dzieci, w formie tipi lub szałasu. Będzie doskonale służyć dzieciom do wiosny
  10. Pasza – poczęstuj drzewkiem kozy. Z chęcią obgryzą świeże przyrosty. To, co pozostawią, możesz skompostować lub użyć jako opał.
  11. Podpora – po usunięciu cieńszych gałęzi i igieł, „szkielet” drzewka może być użyty jako rusztowanie dla roślin pnących.
  12. Rękodzieło – z choinek sporządza się tradycyjnie świetne ubijaczki do jajek czy masła
  13. Zrębki – fajnym pomysłem jest zebranie wszystkich choinek z sąsiedztwa w jednym miejscu, zamówienie rębaka i zużycie uzyskanych w ten sposób zrębek na miejscu (na przykład w parku czy ogrodzie społecznościowym, do wyściółkowania ścieżek)
  14. Wiatrochron – „barykada” z uschłych drzewek może znacząco ochronić ogród przed wiatrem, nawet gdy drzewka stracą już swoje igliwie.

Jak wojnę o Gaję wygrać bez walki

Słuchacze pytają: Czy będzie wojna? Radio Erewań odpowiada: Wojny nie będzie. Będzie taka walka o pokój, że kamień na kamieniu nie zostanie.

Aby walczyć, musi istnieć wróg.

Są ludzie zaprzeczający zmianom klimatu. Są wielkie koncerny ograbiające Ziemię z surowców naturalnych kosztem ekosystemów. Są gazy cieplarniane. Jest GMO i Roundup. Są chciwe światowe elity odzierające ludzi z godności i człowieczeństwa. To z nimi toczy się walka. Wróg jest nazwany i wskazany. Pozwala to dobrać metodę. Zwykle jest nią protest. Mamy jasny plan, co należy robić. Mamy poczucie słuszności naszych działań. Gdy nie dają efektu, cóż – wróg jest silniejszy. Musimy walczyć bardziej zaciekle. Musimy za wszelką cenę zatrzymać efekt cieplarniany. Musimy ograniczyć emisję CO2. Nie spoczniemy nim tego nie osiągniemy.

Czy to uratuje ludzką cywilizację? Czy ocali życie na Ziemi?

Czytaj dalej Jak wojnę o Gaję wygrać bez walki

Sposoby przygotowania grządek i ich konsekwencje.

Ilu na świecie ogrodników, tyle zapewne metod przygotowania nowych grządek – każdy ma bowiem swoje preferencje, sposoby, sekrety. Każdy gospodaruje w nieco innych warunkach i posiada nieco inne materiały. Każdemu przyświeca nieco inny cel. Nie ma więc jedynie słusznej metody przygotowania grządek, która byłaby najlepsza wszędzie i dla każdego.

Obfitość własnej żywności daje niezależność.

Wybierając metodę przygotowania grządki należy jednak zdawać sobie sprawę z konsekwencji jakie dany sposób postępowania za sobą niesie. Pozwala to wybierać rozwiązania świadomie oraz uniknąć wielu niespodzianek i rozczarowań w pierwszym, i kolejnych sezonach funkcjonowania grządek.

W permakulturze zwykło się przyjmować, że najlepszym sposobem przygotowania grządki jest taki, który zapewnia uzyskanie oczekiwanych plonów przy jednoczesnym najmniejszym możliwym nakładzie pracy, jak najmniejszej ingerencji w środowisko, a jednocześnie na przestrzeni lat umożliwi nam utrzymanie żyzności gleby.

Często powtarzane stwierdzenie, że „w permakulturze nigdy nie przekopujemy gleby” staje się prawdziwym i nabiera właściwego sensu dopiero wtedy, gdy dodamy do niego słowa „bez potrzeby”. A potrzeba ta zdarza się jednak relatywnie często, szczególnie na etapie zakładania grządek.

Permakulturowa koncepcja stref zakłada zróżnicowaną ingerencję człowieka w otaczającą go naturę – tym większą, im mniejszym terenem dysponujemy (balkon, taras, ogródek przydomowy, działka rekreacyjna) lub im bliżej centrum naszej nieruchomości działamy (przydomowy ogród warzywny w siedlisku czy na farmie).  Tak zwana strefa 1 jest miejscem, gdzie ludzka ingerencja w przyrodę ma prawo się w pełni manifestować, szczególnie jeżeli jest to jedyne miejsce jakim dysponujemy, aby spełnić jedną z podstawowych zasad permakultury, obligującą nas do tego, aby uzyskać plon.

Zaczerpnięta z praktyk biodynamicznych metoda podwójnego przekopywania gleby odsądzana od czci i wiary przez wyznawców „nigdy nie przekopywania” znajduje swoje zastosowanie w permakulturze, nie kłócąc się w żaden sposób z jej zasadami etycznymi.

Gdy zakładamy ogród warzywny na nieurodzajnej ziemi, gdy nie posiadamy żyznej warstwy wierzchniej, gdy gleba jest mocno ubita, wreszcie gdy dysponujemy bardzo małą powierzchnią pod uprawę, a chcemy uzyskiwać plony relatywnie wysokie, stosujemy podwójne przekopywanie. Uwaga – zwykle jednorazowo.

W wyznaczonym zarysie grządki zdejmujemy wierzchnią warstwę gleby, odkładając ją na przygotowaną płachtę. Następnie oceniamy stan podglebia i jeśli jest w miarę luźne, za pomocą wideł wzruszamy je i mieszamy z materią organiczną (kompost lub przefermentowany nawóz zwierzęcy), a jeżeli jest zbite usuwamy na osobną płachtę, mieszamy z materią organiczną i układamy na miejsce. Zakończywszy pracę z podglebiem, układamy na miejsce wierzchnią warstwę gleby, usuwając z niej jednocześnie kamienie, chwasty, korzenie, darń i inne elementy niepożądane. Tym sposobem przygotowaliśmy podłoże dla intensywnego wzrostu roślin mających wysokie wymagania względem żyzności gleby, pozbawiliśmy ją jednak znaczącej części życia biologicznego i drastycznie zmieniliśmy jej strukturę. Czy było to uzasadnione? Tak. Czy jest to etyczne? Jak najbardziej. Za chwilę bowiem rozpoczniemy proces przywracania glebie życia biologicznego i struktury, przykrywając całą grządkę cienką warstwą najlepszego dostępnego kompostu oraz grubą warstwą ściółki. Od tego momentu nasza grządka może się już stać grządką bez przekopywania i służyć nam długie lata.

Gdy zakładamy grządkę na żyznej glebie, gdy chcemy uzyskiwać plony ale niekoniecznie je maksymalizować, gdy zamieniamy bujnie rosnący trawnik w ogród warzywny, możemy zrobić to bez przekopywania.  Ścinamy rosnącą w obrysie grządki roślinność i pozostawiamy ją na miejscu. Przykrywamy grubą warstwą mokrego kartonu, na który nakładamy warstwę materii organicznej bogatej w celulozę (suche liście, papier z niszczarki), następnie warstwę materiałów bogatych w azot (odpadki kuchenne, świeżo skoszona roślinność zielona, obornik), przykrywamy cienką warstwą kompostu lub dobrej gleby i obficie ściółkujemy. Powstaje grządka gotowa do natychmiastowego obsadzenia rozsadą mało wymagających roślin, która z każdym rokiem przy odpowiedniej opiece będzie się stawać coraz bardziej żyzną.

Metoda ta pozostawia glebę w jej oryginalnym stanie, nie niszczy życia glebowego, a dalsze funkcjonowanie grządki sterowane jest głownie przez procesy biologiczne zachodzące w jej wnętrzu. Kluczem do powodzenia w tej metodzie są właściwe proporcje materiałów bogatych w węgiel do bogatych w azot, które powinny odpowiadać proporcjom uznanym za najlepsze w kompostowaniu (25-30 : 1).

Technikę powyższą możemy zastosować również na glebach słabych, musimy jednakże zdawać sobie sprawę z tego, że nasze plony w pierwszych latach mogą okazać się niższe niż oczekiwania. Słaba gleba potrzebuje czasu na uzupełnienie żyzności i podwyższenie zawartości materii organicznej. Jeżeli jednak nam się nie spieszy, jest to na pewno najmniej pracochłonny i najmniej ingerujący w naturę sposób zakładania grządek.

Zakładając ogród w miejscu pozornie do tego niezdatnym – na dachu, parkingu, betonie, w miejscu gdzie istnieje ryzyko skażenia gleby, oraz wszędzie tam, gdzie istnieje ryzyko podtopień, możemy zbudować tak zwane grządki podwyższone.  Składają się one zwykle z obramowania (drewnianego, metalowego, kamiennego) wypełnianego układanymi na przemian warstwami takimi, jak w przypadku grządki bez przekopywania, w różnorodnych kombinacjach. Grządka podwyższona tym różni się zasadniczo od innych, że najszybciej obsycha. Można ją jednak zbudować nawet w najbardziej nieprzyjaznych miejscach, wykorzystując przy tym wiele dostępnych lokalnie surowców i odpadów. W przypadku niekorzystania z recyclingu potrafi być jednak najdroższa w przygotowaniu i wymagać największych nakładów pracy i największej ilości materiału na jednostkę powierzchni, gdyż z reguły układamy tu znacznie więcej warstw niż w innych typach grządek, a zakładając taką grządkę z reguły wszystkie materiały musimy sprowadzić. Grządki podwyższone są zdatne do użytku praktycznie natychmiast, należy jednak pamiętać o uzupełnianiu ich żyzności na koniec każdego sezonu, z reguły poprzez dodanie kompostu.

Możliwa jest także budowa grządek podwyższonych bez obramowań, nazywamy je zwykle wałami permakulturowymi. Grządki takie buduje się głównie tam, gdzie występuje gleba a nie powierzchnie niezdatne do uprawy. 

Specyficznym typem grządki który wymaga dużej ilości pracy przy zakładaniu, ale pozwala grządce funkcjonować przez wiele lat bez specjalnych zabiegów jest tak zwana grządka hugelkulturowa – czyli wał ziemny wypełniony drewnem.  Usuwamy wierzchnie warstwy gleby z obrysu grządki, a powstały w ten sposób dół wypełniamy grubymi pniami drewna. Posuwając się w górę, budujemy piramidę z drewna, im wyżej, tym z cieńszych fragmentów. Obficie przesypujemy glebą, obornikiem, kompostem lub inną materią organiczną, tak, aby nie pozostawiać pustych przestrzeni powietrznych.  Drewniana piramida powinna mieć wysokość równą około połowie wysokości docelowej. Drewno przykrywamy kolejnymi warstwami, takimi samymi jak w przypadku innych grządek, formując piramidę o dość stromych ścianach (o nachyleniu nawet do 70 stopni). Klasyczna grządka hugelkulturowa, aby funkcjonować poprawnie, powinna mieć wysokość minimum półtora metra. Początkowo obsadzamy ją bardzo mało wymagającymi roślinami, z każdym rokiem jednak jej żyzność rośnie i (w zależności od stanu i rodzaju użytych do jej budowy materiałów) utrzymuje się nawet do 20 lat. Zakładanie grządek hugelkulturowych jest rekomendowane tam, gdzie dysponujemy dużymi ilościami drewna dla którego nie znajdujemy zastosowania (np. wiatrołomy).

Musimy pamiętać, że grządka hugekulturowa wznosi się znacząco ponad otaczający teren, obsycha więc w wierzchnich warstwach dużo szybciej niż tradycyjne grządki. Jednocześnie nagromadzone w jej wnętrzu drewno utrzymuje dłużej wilgoć. Im starsze więc na niej rosną rośliny, tym relatywnie lepiej znoszą suszę. Grządka hugelkulturowa ma też tą zaletę, że tworzy różne mikroklimaty – przez swój kształt ma stronę mniej lub bardziej słoneczną, narażoną i osłoniętą od wiatru, bardziej suchą i wilgotną. Można to wykorzystać sadząc rośliny o bardzo zróżnicowanych wymaganiach.

Poprzez umożliwienie obsadzania boków, grządka hugelkulturowa ma największą powierzchnię zdatną do uprawy ze wszystkich grządek powyżej omówionych.

Należy pamiętać o tym, że grządka hugelkulturowa z czasem osiada, a jej objętość przez lata się zmniejsza. Gdy całość drewna się rozłoży, można ją przekształcić w grządkę innego typu, lub wykorzystać zgromadzony w niej materiał w innym miejscu.

Do budowy naprawdę dużych grządek hugelkulturowych wskazane jest zastosowanie sprzętu mechanicznego, gdyż ilości przemieszczanych materiałów są naprawdę znaczące. Przed przystąpieniem do budowy należy się upewnić, czy posiadamy dość materiałów (a szczególnie gleby i kompostu) aby budowę grządki dokończyć, pozostawienie grządki niedokończonej może skutkować erozją i odsłonięciem głębszych warstw drewna. W przypadku grządek hugelkulturowych szczególnie istotne jest ich wyściółkowanie, a najlepiej i pierwsze obsianie w dniu zakończenia prac.

Budowa grządki hugelkulturowej niesie ze sobą największą ingerencję w środowisko, ale jednocześnie tworzy warunki do najdłuższego trwania stworzonego systemu bez nadmiernej ingerencji.

Powyższe przykłady opisują główne sposoby przygotowania grządek, nie wyczerpują jednak tematu. Jak pisałem na wstępie – ilu ogrodników, tyle sposobów. A permakultura czerpie z nich wszystkich i dobiera najwłaściwszy do sytuacji.