Mainframe Design – co to takiego?

Obrazek posta

U zarania permakultury, jej twórca Bill Mollison napisał, że permakultura to świadome projektowanie i pielęgnacja produktywnych rolniczo systemów, które mają różnorodność, stabilność i odporność systemów tworzonych przez naturę. Twierdził, że jest to harmonijna integracja krajobrazu i ludzi, zapewniająca wszystkim żywność, energię, schronienie i zaspokajająca wszystkie materialne i niematerialne potrzeby w sposób zrównoważony. Aby to osiągnąć, niezbędny jest Mainframe Design, czyli projekt ramowy, kształtujący tak zwany „krajobraz przyjazny ludziom”. Czym jest taki projekt, przeczytasz poniżej.

W projektowaniu permakulturowym występuje szereg zasad, które kształtują projekt ramowy. Możemy powiedzieć, że zawsze projektujemy od wzorców do detali, albo też od elementów najważniejszych do najmniej istotnych. Projekt ramowy jest próbą przemyślenia i rozmieszczenia w krajobrazie przyjaznym człowiekowi takich właśnie elementów, które zwykle dzielimy na trzy kategorie, zaczynając od najważniejszej wody, poprzez szlaki komunikacyjne, a kończąc na budowlach. Te trzy elementy stanowią istotę projektu ramowego, ponieważ to od nich uzależnione jest wszystko inne – na przykład to, gdzie założymy ogród. Gdy projekt ramowy jest gotowy, inne elementy zdają się wskakiwać same na swoje miejsca, jak końcowe elementy dosyć trudnej układanki.

Woda – Drogi – Budynki   – Coen Farm, Kanada

Dlaczego woda jest pierwszym i najistotniejszym elementem projektu ramowego? To proste – bez wody nie ma życia. Każda żywa istota na Ziemi potrzebuje wody, ale my, dzięki wygodom cywilizacyjnym zatraciliśmy w dużej mierze świadomość tego, jak jest ona istotna. Przeciętna rodzina mieszkająca w bloku nie poświęca wodzie wiele uwagi, bo leci ona z kranu zawsze, gdy odkręcą kurek. No, może czasem psioczą na wysokie rachunki za wodę, ale na tym koniec. Tymczasem, zasoby wody pitnej na Ziemi są dosyć ograniczone i niestety zmniejszają się nieuchronnie w miarę tego, jak zużywamy coraz więcej, pompujemy z coraz głębszych warstw, coraz mocniej zanieczyszczamy.

Woda na Ziemi krąży, bierze udział w wielu skomplikowanych cyklach, które jeszcze nie do końca rozumiemy i co jakiś czas odkrywamy nowe. Obieg wody w przyrodzie jest zjawiskiem niezwykle złożonym i fascynującym wielu badaczy. Mówią oni na przykład, że każdy z nas zbudowany jest w dużej mierze z wody, którą kiedyś, miliony lat temu wypił i wysikał jakiś dinozaur. Zasoby wody pitnej bowiem na Ziemi są tak małe, że przez ponad 160 milionów lat kiedy to dinozaury dominowały na naszej planecie, każda cząsteczka wody musiała kilkakrotnie przejść przez nerki jakiegoś prehistorycznego gada. Czy następnie trafiła do gleby, spłynęła do morza, wyparowała, czy utknęła w wiecznej zmarzlinie, to już zupełnie inna historia. Z dużym prawdopodobieństwem jednak, gdy otwierasz butelkę Perriera może się zdarzyć, że znajduje się w niej coś, co wydalił Tyranosaurus Rex.

Dzień dobry, zastałem Jolkę? 😉

Piszę o tym po to, aby pokazać, dlaczego permakultura tak bardzo interesuje się wodą i stawia ją w projekcie ramowym na pierwszym miejscu. Woda bardzo łatwo daje się „zapętlać” czyli wplatać w cykle, a my, jako projektanci permakultury umiemy sprawiać, że krąży ona dłużej w projektowanych przez nas systemach i opuszcza je dopiero wtedy, gdy to absolutnie nieuniknione.

Podstawowym zadaniem projektu ramowego jest ustalić, skąd i ile wody trafia na naszą działkę, jak ona płynie oraz gdzie ją opuszcza. Musimy wyznaczyć zlewnie i ustalić średnie oraz maksymalne opady, co pozwoli nam zaplanować przeszkody, mające na celu wodę spowolnić, rozproszyć i zatrzymać.

Spowolnić, rozproszyć i zatrzymać, to słynna permakulturowa zasada Slow, Spread and Sink, zwana też „Zasadą Trzech S”.  Spowolnienie i rozproszenie spływu wód powierzchniowych mają znaczenie nie tylko dla zasobów wody, ale przede wszystkim dla eliminacji ogromnego zagrożenia na które w permakulturze jesteśmy bardzo wyczuleni – erozji gleb. W permakulturowym rozumieniu, gleba jest najcenniejszym zasobem, który dodatkowo stanowi główny magazyn wody, zwykle niemożliwym jest bowiem wybudować tyle stawów czy zbiorników, aby zmagazynować więcej wody niż w glebie. Woda spadająca z nieba lub pochodząca z roztopów musi mieć jednak czas, aby w glebę wsiąknąć. Jeżeli spływa za szybko, niesie ze sobą w dół naszą cenną glebę, materię organiczną, wszystko, co jest w stanie unieść. Dlatego też w projekcie ramowym przyglądamy się uważnie liniom konturowym, starając się znaleźć najbardziej optymalne do budowy albo rowów konturowych, albo do orki Keyline, albo najlepsze dla leciutko nachylonych rowów odprowadzających wodę ze środka doliny w stronę otaczających ją grzbietów. Czyniąc to, poprawiamy infiltrację wody, a dzięki temu przez długi czas nasyca ona glebę naszej działki, a gdy wysyci ją w stu procentach, zaczyna bardzo powoli spływać w dół. W efekcie, w wielu dużych permakulturowych siedliskach, po średnio siedmiu latach od instalacji rowów konturowych, u podstawy wzgórz po których idą rowy, potrafią wytrysnąć źródełka, których nigdy wcześniej tam nie było. Świadczy to o tym, że udało się na całkowicie wykorzystać wody opadowe i że nasza gleba już więcej wody nie zgromadzi (chyba że zwiększymy zawartość materii organicznej poprzez na przykład dodatek kompotu lub grube ściółkowanie).

Ten rów konturowy gromadzi po obfitym deszczu 15 cm wody

Rowy konturowe spowalniają wodę i pozwalają sadzić drzewa tam, gdzie bez nich by się nie utrzymały. Mogą też jednak odprowadzać nadmiar wody do stawów i typ, rozmiar oraz położenie takich stawów jest elementem kluczowym projektu ramowego. Każdy szanujący się projektant permakultury zrobi wszystko, aby wcisnąć gdzieś choć jeden staw, a w sprzyjających warunkach terenowych, nawet na relatywnie małych działkach, udaje się ich zmieścić od kilku do kilkunastu. Mówimy, że największa produktywność i bioróżnorodność występuje tam, gdzie życie ociera się o wodę, „poświęcenie” więc znacznej powierzchni działki na rowy, stawy i inne obiekty akwakulturowe nie tylko nie zmniejsza jej produktywności, ale wręcz przeciwnie, podnosi ją znacząco.

Rów konturowy u schyłku zimy

Ostatnim elementem jaki pozostaje nam zaplanować to rozmiary zbiorników na wodę deszczową zbieraną z nawierzchni utwardzonych, to jest szlaków komunikacyjnych i budowli, o których porozmawiamy za chwilę. Każda woda spadająca na nieprzepuszczalną powierzchnię może być zebrana, zmagazynowana i użyta zarówno do podlewania upraw, w gospodarstwie domowym, jak i do picia (przy zachowaniu pewnych procedur), dlatego też staramy się zagospodarować spływ wód z takich powierzchni wszędzie tam, gdzie tylko to możliwe.

Oczywiście, jest tu masa pomniejszych reguł, których nie sposób wszystkich opisać, ale które w tej czy innej formie zna każdy absolwent kursu projektowania permakulturowego, bo przewijają się one w trakcie kursu nieustannie. Przykładowo, reguła zatrzymywania wody jak najwyżej w krajobrazie po to, aby korzystać z wody grawitacyjnie, czy też prowadzenie pierwszego rowu konturowego od najwyżej położonej granicy działki, wzdłuż najdłuższej linii konturowej jaka jest dostępna. Wszystkie takie reguły mają zastosowanie w projekcie ramowym i to właśnie dzięki nim powstaje spójny, przejrzysty plan obiegu wody w obrębie naszej działki i jej okolicy. Dzięki niemu wody nigdy nie powinno nam zabraknąć, a korzystanie z niej powinno być możliwe nawet wtedy, gdy w okolicy wyłączą prąd. Nie zapominajmy też o innej zasadzie projektowania która mówi, że każdą funkcję powinny pełnić co najmniej trzy elementy, w ramach projektu ramowego uwzględnijmy więc co najmniej trzy źródła wody – główne i dwa zapasowe.

Wodę można spowalniać i zatrzymywać nawet na małych działkach

Gdy woda jest już rozrysowana, przychodzi pora na szlaki komunikacyjne – drogi i ścieżki. Jakże nierozsądnym byłoby od nich zaczynać, mogłoby się okazać, że późnej przeciąć je może woda … Łatwiej jest puścić drogę nad wodą, niż pod wodą, prawda? Dlaczego drogi i ścieżki stoją tak wysoko w hierarchii projektu ramowego, wyżej niż na przykład warzywnik? Przyczyna jest prosta – drogi i ścieżki są kosztowne, zarówno w budowie, jak i w utrzymaniu. Źle umiejscowione, przyczyniają się do erozji gleb i utrudniają poruszanie się po siedlisku zamiast je ułatwiać. Dodatkowo, część dróg i ścieżek to nawierzchnie utwardzone, a jak o tym wspomniałem wcześniej, można tu zabić dwa ptaki jednym kamieniem (jakie niepermakulturowe powiedzenie, fuj!), czyli zarówno po drodze się poruszać, jak i z jej nawierzchni przekierować wodę do zbiornika lub stawu.

Dwa w jednym – woda z drogi popłynie rowkiem do stawu

Musimy również pamiętać, że układ dróg i ścieżek tnie nam krajobraz w sposób trudny w przyszłości do zmiany. Fragmenty działki, które powinny stanowić całość, nie powinny być poprzecinane szlakami komunikacyjnymi, chyba że to absolutnie niezbędne. Im działka większa, tym jest to ważniejsze, a najbardziej tam, gdzie pozostawiamy duże Strefy Piąte, czyli obszary wolne od ludzkiej ingerencji. Przecięcie drogą siedliska dzikiej zwierzyny nie wpływa dobrze ani na nią, ani na nas – wie o tym każdy, kto kiedykolwiek musiał gwałtownie hamować przed pojawiającym się „znikąd” dzikiem, sarną czy łosiem. Oczywiście, to najbardziej spektakularne przypadki, ale pomyślmy przez chwilę o ropuchach, którym przetniemy drogą jedyną drogę z ich siedlisk do stawu, gdzie odbywają gody. Z ludzkiego punktu widzenia musimy pamiętać, że drogom często towarzyszą ogrodzenia, podział pastwisk na kwatery, szlaki przepędu zwierząt gospodarskich, a co za tym idzie spora czasami liczba bram i furtek, które nie tylko kosztują, ale wymagają też konserwacji oraz … pamiętania, aby je zamknąć. O tym, jakie to ważne, wie każdy, kto kiedyś zapomniał to zrobić i zwierzyna ogołociła mu warzywnik.

Dzięki właściwemu poprowadzeniu, tej drodze erozja niestraszna

Podstawową regułą w wyznaczaniu dróg i ścieżek jest prowadzenie ich albo po liniach konturowych, albo po grzbietach rzeźby terenu. Najgorszym, co można zrobić, to puścić drogę „z górki na pazurki”, wprost ze szczytu na dno doliny. Droga taka, nie tylko że odprowadzać będzie masy wody w sposób gwałtowny (co może skutkować erozją poboczy i jej samej), to jeszcze stanowić będzie doskonały tunel dla ognia, o ile idzie przez las. Nie mając wyboru, drogę ze szczytu na dno doliny należy poprowadzić albo serpentynami, albo poprzedzielać fragmenty strome płaskimi po to, aby spowolnić i wodę, i ogień.

Wyznaczając drogę po grzbiecie wzgórza mamy unikalną możliwość skierować ją albo na lewą, albo na prawą stronę, albo podzielić w dowolnej proporcji poprzez bardzo proste pochylenie nawierzchni lub jej części o 2% w pożądanym kierunku. Droga taka jest najbardziej optymalnym szlakiem wiodącym z góry na dół lub odwrotnie, podczas gdy droga idąca po linii konturowej jest najlepszym rozwiązaniem dla dróg w poprzek doliny czy zbocza.

Pochylenie i drobne „cięcie” łyżką koparki sprawi, że droga po lewej nie będzie grząska

Myśląc o drogach musimy też pamiętać, że niejednokrotnie przepisy nakazują nam sytuowanie budynków w określonej relacji do dróg. Czasami daje to absurdalne efekty, gdyż budynek przez takie usytuowanie traci częściowo lub całkowicie możliwość usytuowania go poprawnie względem położenia Słońca na niebie, a co za tym idzie, korzystania z jego energii do ogrzania domu. Jeżeli nasza działka ma drogę dojazdową od północy, a przepisy nakazują nam ustawić dom równolegle do drogi, to jeżeli zaplanujemy pokoje frontowe od strony podjazdu, nigdy nie zajrzy do nich Słońce.

I tu dochodzimy do trzeciej kategorii składającej się na projekt ramowy – do budowli. Ich usytuowanie jest teraz o wiele prostsze, gdy widzimy już układ wody i szlaków komunikacyjnych. Nie usytuujemy przecież budowli w miejscu zbyt mokrym lub pozbawionym dojazdu. Jakże różni się to od powszechnej praktyki – wyboru miejsca na dom najpierw, a dopiero później myślenia o wszystkim innym. Tymczasem, poprzez zachowanie naszej kolejności, możemy wybrać miejsce na dom tak, że woda będzie odbijać nam promienie słoneczne wprost do salonu, a z położonego wysoko nad domem w krajobrazie stawu czy zbiornika woda zawsze dopłynie do domu grawitacyjnie.  Żadnej z tych rzeczy nie osiągniemy umieszczając dom na szczycie wzgórza, bo z niego jest ładny widok. Problem polega na tym, że „po widok” możemy pójść na spacer, gorzej chodzić po wodę i opał. Zimą będziemy musieli odśnieżać naszą stromą i zapewne śliską drogę na nasze „wichrowe wzgórze”, gdzie dodatkowo koszty ogrzania domu znacząco przewyższą te, jakie byśmy ponosili, wybierając bardziej przemyślaną lokalizację, na przykład w pasie termicznym w połowie wysokości stoku.

Przemyślany układ wody, drogi i budynku na farmie akwakulturowej

W podobny sposób możemy zaplanować położenie wszystkich innych budowli jakie uznamy za niezbędne na naszej działce, siedlisku czy farmie. Oszczędności płynące z takiego sposobu projektowania przyjaznego ludziom krajobrazu są ewidentne i rosną z upływem lat. Wszystko, co umieściliśmy w krajobrazie harmonizuje z nim i współdziała, tworząc bazę do zaplanowania w następnej kolejności elementów takich jak nowe nasadzenia, pola, ogrody, pastwiska i wszelkie inne pomniejsze obiekty które czerpać będą korzyści z dobrze zrobionego projektu ramowego.

Przyjrzyj się dobrze swojemu projektowi ramowemu i zobacz, jak zmienił on Twoją działkę, farmę, siedlisko. Czy widzisz nowe mikroklimaty jakie powstały w wyniku strategicznego rozmieszczenia wody? Czy widzisz efekty krawędzi? Czy dostrzegasz podział, jaki naniosło na mapę rozmieszczenie ścieżek i dróg? Czy nie wyłoniły się aby czasem nowe, lepsze lokalizacje dla wszystkiego, co jeszcze trzeba zaplanować? I odwrotnie, czy gdybyś najpierw zaplanował warzywnik, trawnik czy sad, czy byłbyś teraz w stanie pogodzić je z wodą, szlakami komunikacyjnymi i budowlami? Zapewne w wielu przypadkach dałoby się to zrobić, ale czy byłoby to optymalne? I czy równie tanie? Czy działałoby w sposób naturalny i niezależny? 

Gdy wiemy gdzie ma być woda, łatwiej zdecydować gdzie sadzić rośliny

Warto zaczynać swoją przygodę z permakulturą od pracy nad Mainframe Design – projektem ramowym. Pozwala to nawiązać intymną relację z ziemią, którą planujemy zagospodarować, zrozumieć ją i zadbać, aby w wyniku naszych działań nie stała jej się krzywda. Stworzyć solidny fundament, na którym postawimy te nasze wytęsknione spirale ziołowe, grządki i kompostowniki. Zapewniam, że w dłuższej perspektywie nie pożałujemy, że nie zaczęliśmy od nich.



Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł, podziękuj autorowi na SUPPI.pl
 

Artykuł powstał dzięki wsparciu udzielonemu za pośrednictwem witryny https://patronite.pl/Permisie

Patroni Artykułu:
Mariusz
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy
Patron Anonimowy

Dziękuję!