Ekolog też zwierzę

Pomocnik w walce ze zmianami klimatu

Człowiek nazywa i nadaje nazwy po to, aby jednoznacznie identyfikować i odróżniać. Nazwy z czasem potrafią zmieniać swe znaczenie.

Jeszcze w latach 60-tych ubiegłego wieku ekologiem nazywano osobę wykształconą w zakresie oraz badającą współzależności w przyrodzie. Dziś w powszechnym rozumieniu ekolog to osoba, którą niepokoi stan środowiska naturalnego, z reguły głośno przeciw czemuś protestująca, niekoniecznie w dziedzinie ekologii wykształcona.
Współczesny ekolog twierdzi na przykład, że ludzkość spożywa za dużo mięsa, co powoduje wydzielanie znaczących ilości metanu, a co za tym idzie zwiększenie efektu cieplarnianego.
Ekolog nie jest świadom tego, że obecnie na ziemi liczba zwierząt jest drastycznie mniejsza niż była w czasach dawnych. Wprawdzie bizonów żyło w Ameryce Północnej około 30 milionów, a krów obecnie żyje tam niecałych milionów 90, ale towarzyszyły im wielkie stada innych zwierząt, z mastodontami włącznie.
Przeżuwacze wolno żyjące w ogromnych, szybko przemieszczających się stadach użyźniały ogromne obszary prerii i stepów, jak również dziewicze lasy – sprawiały, że w glebach odkładał się węgiel, w formie materii organicznej.
W glebach rozwijała się również niezwykle bogata flora bakteryjna, składająca się między innymi z metanotrofów, czyli aerobowych bakterii pochłaniających metan i inne gazy cieplarniane z powietrza. Niestety, wraz z uprzemysłowieniem rolnictwa nastały złe czasy dla metanotrofów.
Wielkoobszarowe rolnictwo, posługując się orką, nawozami sztucznymi oraz środkami ochrony roślin spowodowało kolosalny spadek liczebności metanotrofów w glebach całego świata. Pozostałe bakterie nie są już w stanie asymilować takich ilości metanu, jak działo się to w przeszłości.
Dodatkowo, zwiększone stosowanie nawozów azotowych powodując przyspieszony rozkład materii organicznej w glebie, przyspieszyło uwalnianie coraz większych ilości węgla w formie gazów cieplarnianych do atmosfery. Ubytek materii organicznej powoduje spadek plonów, a co za tym idzie skłania do stosowania wyższych dawek nawozów, i tak kręci się agrobiznes, a wraz z nim zaklęty krąg eksterminacji życia glebowego.
O ile współczesnego ekologa słusznie niepokoi los zwierząt w CAFO i klatkach, o tyle błądzi sądząc, że zmniejszenie ich liczby jest lekiem na zmiany klimatu. Przywrócenie glebom ich naturalnej równowagi biologicznej wraz z odchodzeniem od uprawy roślin jednorocznych na rzecz wieloletnich, nowoczesne formy rotacyjnego wypasu pastwiskowego oraz przywracanie właściwych stosunków wodnych to jedne z najskuteczniejszych metod powstrzymania zmian klimatu wynikających z efektu cieplarnianego.
Jak skuteczne, niech świadczą wyniki uzyskane na farmie Brown’s Ranch, gdzie od kilkunastu lat dokłada się starań aby poprawić jakość gleby, stosując takie właśnie metody. Zaowocowało to zmagazynowaniem w glebie średnio 92 ton węgla na akr, podczas gdy gleba w uprawach konwencjonalnych zawiera tylko od 10 do 30 ton.
 
„Dr. John Norman, the environmental biophysicist, soil-scientist and a LandStream cofounder, says that “preliminary results from systematic, stratified soil-sampling and analysis in Fall 2017 on 523 acres of the Brown’s home ranch mapped a total of 48,300 tons of organic carbon to a depth of 47 inches, averaging 92 tons of carbon per acre. The organic carbon in the soil that we mapped contains the energy equivalent to 60,400 tons of thermal coal. Typical carbon storage amounts on land in conventional agriculture in the US are 10 to 30 tons-C/acre.
This accomplishment is truly spectacular, considering that the United Nations COP21 framework from the International Paris Agreement has set carbon sequestration targets which are equivalent to about 0.1 tons of carbon/acre/year on typical Midwestern conventional-agricultural soils, —an order of magnitude less than the Browns have already achieved.”
 
Drodzy ekolodzy naszych czasów, przestańcie już odsądzać zwierzęta od czci i wiary, a doceńcie wreszcie ich rolę w sekwestracji węgla w ekosystemach pastwiskowych. Odróżnijcie przyczyny od skutków i pochylcie się nad losem biednych metanotrofów na gruntownie przeoranym polu Waszej ulubionej ekologicznej soi.

Topinambur albo życie

Poletko topinamburu

Jeżeli masz kilka metrów kwadratowych ziemi, w mieście czy na wsi, i absolutnie nic nie uprawiasz – posadź topinambur. Może okazać się, że w przyszłości ocali Ci życie.

Z faktami ciężko dyskutować – klimat Ziemi radykalizuje się, notujemy na zmianę rekordy ciepła i zimna, wiatry wieją coraz mocniej, ale już z coraz mniej przewidywalnych kierunków. Aktywizują się wulkany, huragany i tornada, na zmianę trapią nas susze i powodzie.

Północny prąd strumieniowy, przenoszący z zachodu na wschód olbrzymie masy powietrza w atmosferze ziemskiej, rozleciał się na kawałki i nie wieje już tak jak zwykle. To on regulował pogodę na półkuli północnej. Pewnie o tym nie słyszałeś, tematem lata była piłka kopana a nie jakiś tam jet stream.

Może nadejść dzień, że w wyniku fali upałów, mrozów, huraganów czy powodzi życie zostanie zagrożone. W skali dotąd niebywałej. Mogą wyschnąć uprawy, a może wysiąść prąd. Może zabraknąć wody. Cokolwiek się stanie, w kilka dni później nie zbawi Cię dobry etat w korpo, nie kupisz już też nic za 500+.

Głodni zjedzą wszystko, co uznają za jadalne. Splądrują markety, a gdy one opustoszeją, mogą zajrzeć do Twojej lodówki. Z reguły choć potrafią rozpoznać około setkę korporacyjnych marek, nie odróżnią w ogrodzie trawy od topinambura.

Gdy pójdą, wykopiesz sobie kilka bulw i pójdziesz spać syty. Ty i Twoja rodzina.

Kończy się czas pierdololo, zegar tyka nieubłaganie. Zadbaj o swoje bezpieczeństwo, działaj. Załóż własny ogród. Sadź drzewa. Nawet gdy Ci zjedzą z nich owoce, nie będą mieli siły ich ścinać. Drzewa zaowocują ponownie. Posadź karaganę, glediczję, dęby, kasztany i sosny o jadalnych nasionach – tego pewnie nie ruszą. Poza tym, drewno to najłatwiej odnawialny opał. Dzieci będą miały zimą ciepło. Niech Twój ogród wtapia się w krajobraz, niech będzie niewidoczny dla niewprawnego oka. Gromadź wodę deszczową, ta w kranie nie zawsze będzie zdrowa i nie będzie płynąć wiecznie. Zawsze miej też w zanadrzu zapas nasion. Dzięki nim odnowisz zniszczone lub zjedzone uprawy.

Jak sformułował to Bill Mollison, pierwszą dyrektywą permakultury jest zadbać o los swój i swoich najbliższych. Nie zrobisz tego protestując i kontestując. Nie zrobisz tego na Facebooku. Zrobisz we własnej ziemi, w swoim ogrodzie, gdzie jak mawia Geoff Lawton, można rozwiązać wszystkie problemy współczesnego świata. Pracą własnych rąk, we współpracy z naturą.

Nawet jeżeli żaden z czarnych scenariuszy się nie sprawdzi i ja okażę się skończonym głupcem, Ty na tym nic nie stracisz na pewno – na jesieni, ugotujesz sobie pyszną zupę-krem lub zrobisz w piekarniku smakowite chipsy z topinambura. Zostawisz kilka w ziemi, odrośnie – najlepsza z lokat w najpewniejszym banku natury, dla Ciebie i Twoich bliskich.

Uciechów

Zanim wbijesz łopatę, obserwuj i planuj.
Zanim wbijesz łopatę, obserwuj i planuj.

W dolnośląskim Uciechowie, w gościnnym domu Państwa Edyty i Krzysztofa, w towarzystwie gromadki szczęśliwych psów i kotów, spotkaliśmy się aby rozmawiać o projektowaniu permakulturowym.

Uczestnicy warsztatów przyjechali głównie z okolic Wrocławia, ale reprezentowane były też inne regiony – nie tak daleki Poznań i dosyć odległa Limanowa.

W dwa warsztatowe dni udało nam się przedyskutować zasady etyczne permakultury, poznać metody projektowania permakulturowego, popracować na mapach i na terenie działki gospodarzy. Poznaliśmy zasady zakładania ogrodu leśnego, permakulturowego sadu oraz poprawnego sadzenia drzew.

Zawsze trzeba trzymać poziom, szczególnie projektując.
Zawsze trzeba trzymać poziom, szczególnie projektując.

Wspólnym wysiłkiem, bazując na naszej wspólnej wiedzy, intuicji i wyobraźni, stworzyliśmy projekt permakulturowego zagospodarowania działki, który od razu w estetyczną formę graficzną zamieniał nam uczestnik warsztatów – Pan Jacek. Projekt ten, efekt połączonych wysiłków całej grupy, pozostaje w Uciechowie i już niedługo rozpocznie się jego realizacja. Gospodarze, nie zapomnijcie zrobić masy zdjęć „przed”, a wszyscy niecierpliwie czekamy na zdjęcia „po”!

Omówiliśmy również projekty i plany kilkorga z uczestników, a plany to ambitne. Maluczko, a o niektórych pewnie już wkrótce usłyszycie, bo zapowiadają się ciekawie. Przede wszystkim jednak miałem okazję wreszcie osobiście spotkać osoby, których permakulturowe i ogrodnicze działania i „obsesje” 😉 śledzę od dłuższego czasu – na ich blogach, kanałach Youtube czy na Facebookowych grupach – to była niezwykła przyjemność móc się z Wami spotkać na żywo i przekonać się, że naprawdę wszyscy jesteśmy jedną wielką, permakulturową, rozszerzoną rodziną, jak mawiał Bill Mollison.

Dyskusje plenarne, kuluarowe, poranne, wieczorne.
Dyskusje plenarne, kuluarowe, poranne, wieczorne.

Doskonała atmosfera, zaangażowanie i ciekawość towarzyszyły nam przez cały czas, a rozmowom, pytaniom i opowieściom nie było końca. Gospodarze zadbali też o to, abyśmy nie żyli samą permakulturą, czyli po prostu bardzo dobrze nas karmili – dziękujemy!

Mam szczerą nadzieję, że w efekcie tych warsztatów nie tylko w Uciechowie nieco się zmieni, że słowo permakultura uczestnicy już na zawsze kojarzyć będą z projektowaniem, że stanie się ono nieodłączną częścią ich działań na własnej ziemi, działce, w ogrodzie.

Towarzyszyła nam świadomość, że wiedza niepoparta działaniem jest bezużyteczna, dlatego też między innymi z Uciechowa zabraliśmy nasiona, przywiezione na wymianę przez uczestniczki spotkania. Teraz i ziarna wiedzy, i te prawdziwe, będą kiełkować w naszych ogrodach. Ja uwiozłem jeszcze ze sobą prezent od uczestniczki – domowej roboty olej z ostropestu, za który serdecznie dziękuję.

 

Tabula rasa
Tabula rasa
Wstępny projekt, owoc pracy wszystkich uczestników warsztatów.
Wstępny projekt, owoc pracy wszystkich uczestników warsztatów.

 

Drodzy Gospodarze i Uczestnicy warsztatów, ponieważ wzajemnym podziękowaniom i pożegnaniom przed wyjazdem nie było końca, dlatego też teraz napiszę już krótko – to była ogromna przyjemność spotkać się z Wami. Życzę przepięknych permakulturowych projektów i udanych ich wdrożeń. Do następnego spotkania!

Tu na razie jest ściernisko ... :)
Tu na razie jest ściernisko … 🙂
Słuchamy i dyskutujemy
Słuchamy i dyskutujemy
Było też o kulisach zawodu
Było też o kulisach zawodu
Technologia w służbie permakultury - projekt modyfikowany na żywo
Technologia w służbie permakultury – projekt modyfikowany na żywo

 

 

 

 

 

Patronat

Już prawie tysiąc osób lubi Permisie na Facebooku, a jeszcze więcej permakulturę. Opublikowałem w tym czasie tysiące linków do artykułów o permakulturze, głównie jednak w obcych językach. Ostatnio pojawiło się sporo próśb, aby tą sytuację zmienić, aby więcej treści było po polsku.

Jeżeli chcecie czytać po polsku o permakulturze, wesprzyjcie poniższą inicjatywę. Jako Patroni będziecie mieli jako pierwsi dostęp do nowych treści, ale przede wszystkim, dzięki Waszemu wsparciu, rosnąć będzie baza fachowych artykułów i filmów, po polsku. Kliknij na link poniżej, aby dowiedzieć się więcej.

Warsztaty projektowania permakulturowego w Uciechowie

Zapraszamy do wsi Uciechów leżącej na południe od Ślęży, w północno-wschodniej części Kotliny Dzierżoniowskiej, gdzie odbędzie się warsztat projektowania permakulturowego.
Spotkamy się na 35 arowej działce, która do 2012 roku stanowiła część pola uprawnego a dziś jest przestrzenią, gdzie chcemy założyć wymarzony ogród zaprojektowany wg. zasad permakultury.

Warsztat odbędzie się 10 – 11 marzec 2018 /sobota, niedziela/

W trakcie dwudniowych warsztatów uczestnicy będą mogli prześledzić skrócony proces planowania ogrodu z perspektywy projektanta permakultury.

Przeprowadzimy obserwację i analizę miejsca, zastanowimy się co zmienić, a co pozostawić, jak najlepiej wpisać ogród w już istniejące elementy otaczającej go natury, ale i wsi. Zastanowimy się, gdzie ewentualnie umiejscowić ważne elementy infrastruktury, gdzie i co posadzić, jak rozplanować grządki i jaki ich rodzaj wybrać. Nie skupimy się wyłącznie na terenie warsztatów, ale omówimy także uniwersalne reguły obowiązujące w projektowaniu permakulturowym dowolnych obiektów.

Program warsztatów:
Sobota – Projektowanie permakulturowe: teoria i praktyka.
Spotkanie rozpoczynamy o godz. 9:00
9:00 – Wykład o projektowaniu permakulturowym
Zasady etyczne permakultury
Wybrane zasady projektowania permakulturowego:
– Obserwuj i współdziałaj
– Każdy jest ogrodnikiem
– Maksimum efektów przy minimum zmian
– Elementy i ich funkcje
12:00 – przerwa kawowa z przekąską

13:00 – Proces projektowania permakulturowego – zajęcia terenowe:
– Obserwacja i jej odmiany
– Mapa i jej funkcja w projekcie
– Wywiad z klientem jako podstawa projektowania
– Woda, granice, drogi, struktury
– Gleba
– Strefy i sektory
– Projekt główny (masterplan)
17:00 – obiadokolacja/ognisko (w zależności od pogody)

Niedziela – Zakładanie i prowadzenie sadu permakulturowego: teoria i praktyka
Spotkanie rozpoczynamy o godzinie 9:00
9:00 – Wykład o zakładaniu sadu permakulturowego:
– czym różni się sad permakulturowy od tradycyjnego
– jak zakładamy permakulturowy sad
– przydomowy ogród leśny
– duży sad komercyjny
– zabiegi w sadzie: ściółkowanie, nawadnianie, nawożenie, opryski
– przykładowe formy relacji z klientami
12:00 – przerwa kawowa z przekąską

13:00 – zajęcia terenowe – Teoria i praktyka sadzenia drzew i krzewów
Dyskusja, pytania i odpowiedzi.
15:00 – zakończenie warsztatów

Szczegóły: https://www.facebook.com/events/248398209032305/

 

 

Permakultura zimą

Śnieg lub jego brak ujawnia cieplejsze i chłodniejsze mikroklimaty
Śnieg lub jego brak ujawnia cieplejsze i chłodniejsze mikroklimaty

Wiele osób sądzi, że zima to martwy okres dla pasjonatów permakultury – wszak nasze pola i ogrody śpią pod śniegową kołderką, a krótki dzień i często nieprzyjazna pogoda nie sprzyjają aktywności. Nic bardziej mylnego.

Zima, a zwłaszcza jej początek i koniec, jest doskonałym czasem dla obserwacji swojego ogrodu, pola czy działki. Przy okazji pierwszych mrozów i ostatnich roztopów doskonale uwidacznia się szereg mikroklimatów, które można w przyszłości doskonale wykorzystać, sadząc rośliny albo bardziej ciepło, albo zimnolubne. Możemy zaobserwować zastoiska mrozu, miejsca, gdzie śniegu jest więcej lub mniej, gdzie będzie się on topił wolniej (i przez to lepiej nawadniał glebę) lub gdzie znika szybko (powodując, że nadmiar wody szybciej odpływa z naszej działki). Obserwacje te mogą znacząco pomóc w zaplanowaniu prac ziemnych, a zwłaszcza rowów konturowych (tzw. swales).

Zima to czas planowania zasiewów i upraw na cały następny rok. Warto poprzeglądać katalogi z nasionami starych odmian i wybrać te, których nasiona będziemy mogli w przyszłości zbierać sami i uprawiać przez lata, dając kolejnym pokoleniom roślin szansę lepszej adaptacji do warunków, jakie panują w naszym ogrodzie.

Wymiana nasion
Wymiana nasion

Zima to czas wymiany nasion – w gronie przyjaciół, znajomych i mieszkańców okolicy. Nic tak dobrze nie rośnie jak rośliny z nasion od dawna w danej okolicy uprawianych. Poza tym, taka wymiana nasion to doskonały pretekst do wymiany wiedzy, doświadczeń, towarzyskiego spotkania i zacieśniania więzi w lokalnej społeczności.

Zima to czas stratyfikacji nasion, czyli przygotowania do siewu tych, które wymagają przebywania w niskich temperaturach, aby móc wykiełkować. Klasycznym przykładem niech będą pestki z jabłek – umieszczone na lekko wilgotnej bibule w woreczku strunowym, na najniższym poziomie lodówki, zaczną kiełkować z reguły po 2-3 miesiącach. Tym sposobem możemy się dochować własnych, unikalnych drzew owocowych, albowiem żadne z nich nie będzie identyczne jak jego „rodzice”.

Zima to czas lektur i nauki, kiedy można nadrobić zaległości z sezonu wegetacyjnego, który spędzamy głównie dłubiąc w ziemi. Teraz możemy zagłębić się w cierpliwie czekających podręcznikach, aby na wiosnę wejść z nową wiedzą w nowy sezon. To również dobry czas na uczestnictwo w warsztatach i kursach projektowania permakulturowego, szczególnie tych, które koncentrują się na teorii bardziej niż na praktyce. To również doskonały czas, aby obejrzeć filmy na Youtube oznaczone w sezonie jako warte obejrzenia, a na które brakło czasu.

To tylko niektóre propozycje zimowych działań permakulturowych. Jak widać, nie będziemy się nudzić – każda pora roku to nowe możliwości, wystarczy je jedynie dostrzec.

Matka Ziemia

Bardzo wielu ludzi ma swój kawałek ziemi, ale jeszcze więcej osób o swojej własnej ziemi marzy. Ludzie pragną osiedlić się bliżej natury, korzystać z jej uroków, a wielu pragnie również, aby z tej ziemi żyć.

Niejednokrotnie marzenia takie przekształcają się w gwałt na naturze. Powstają domy nie wpisujące się w krajobraz, wymagające masy energii do ogrzania zimą i do schłodzenia latem, powstają pola nawożone chemią i obsadzane modyfikowanymi genetycznie roślinami. Do rzek z naszej ziemi uchodzą ścieki, a z naszych kominów idzie do atmosfery trujący smog z niewydajnych pieców.

Nasza ziemia, źle użytkowana, często przestaje nam służyć – rodzi żywność ubogą w składniki odżywcze, nie jest w stanie nas utrzymać, nie służy ani nam, ani żadnym innym stworzeniom żywym. Niezwykle często naszej ziemi gwałtownie ubywa – zabiera ją erozja i unosi w siną dal. Ziemi pozostającej w kondycji zdatnej do życia mamy z każdym rokiem mniej i mniej …

A tymczasem Ziemia jest jedna, Ziemia to planeta na której żyjemy, a nasze życie na niej jako jednostki stanowi zaledwie mgnienie w proporcji do czasu jej istnienia. Niestety suma tych mgnień wywiera na Ziemię istotny wpływ, na tyle duży, że zagraża istnieniu na niej życia, i nas samych.

Permakultura przynosi rozwiązania wielu problemów, gdyż zakorzeniona jest w etycznej zasadzie Troski o Ziemię. Projektowanie permakulturowe pozwala tak zaprojektować nasz dom, działkę, siedlisko czy biznes, aby jak najlepiej korzystać z energii Słońca, materiałów dostępnych na miejscu, aby nie pytać co z natury można zabrać, ale ile może ona nam dać bez szkody dla siebie oraz dla innych ludzi.

Permakulturowe siedlisko zaspokoić może wszystkie potrzeby ludzi, bez szkody dla środowiska. Systemy permakulturowe mają bowiem różnorodność, trwałość i obfitość taką, jak najpiękniejsze i najbardziej efektywne systemy utworzone przez naturę.

Pamiętajmy o tym stając się właścicielami ziemi, pamiętajmy, że jesteśmy nimi jedynie na chwilę. Nie niszczmy jej bezmyślnie, pozwólmy, aby służyła ona następnym pokoleniom. Najlepiej, jeśli pozostawimy ją w stanie lepszym niż zastaliśmy – żyźniejszą, czystszą, bardziej bioróżnorodną. Można to na pewno osiągnąć z dobrym projektem permakulturowym. Pamiętajmy, że najlepszy efekt osiągniemy będąc sługami i strażnikami ziemi, działającymi dla dobra jej, a przy okazji i swojego, a nie bezwzględnymi wyzyskiwaczami pragnącymi szybkich zysków bez oglądania się na konsekwencje. Własna ziemia to trochę tak jak własna matka, którą należy szanować i kochać, a ona nam to z nawiązką zawsze odwzajemni.

Odkłamywanie żywności

Ileż to nazw o pozytywnym wydźwięku wymyślono dla żywności – a to ekologiczna, organiczna, bez barwników czy konserwantów, niepryskana, z wolnego wybiegu, od szczęśliwych kur, od rolnika, od baby, ze wsi. Wszystkie te określenia służą podkreśleniu, że dana żywność jest lepsza jakościowo i że można ją określić najbardziej kuriozalnym określeniem jakie wymyślono, a mianowicie zdrową żywnością!

A jaka to żywność do cholery zwykle jest, że trzeba aż specjalnych nazw dla określenia tej zdrowej? Ano niezdrowa zapewne, produkowana przemysłowo, na nawozach sztucznych, pestycydach i herbicydach, z antybiotykami i hormonami, z warunków urągających przyzwoitości, klatek, chlewni, kurników czy obór, od producenta będącego bardziej przedsiębiorcą niż rolnikiem, modyfikowana genetycznie i pozbawiona istotnych wartości odżywczych, niejednokrotnie zbierana w stanie niedojrzałym i podróżująca do nas z krańców świata, gdzie wytworzono ją bez troski o ludzi – źle opłacanych, a niejednokrotnie głodujących.

Ludzie w zdecydowanej większości żywność taką uznają za „normalną”, bo przecież „wszyscy” ją jedzą na co dzień, a na żywność „zdrową” niektórzy tylko sobie pozwalają, a niejednokrotnie tylko od święta.

Przełom w naszym odżywianiu może nastąpić jedynie wtedy, gdy odkłamiemy żywnościowe nazewnictwo. Wtedy, gdy żywność „zdrowa” będzie taką bez dodatkowych przymiotników, bez dodatkowych oznaczeń, bez certyfikatów eko, bez długich list tego, czego nie zawiera. Jednocześnie, żywność inna, ta niezdrowa, otrzyma nazwy sobie właściwe, jak również właściwe oznaczenia – takie jak na paczkach papierosów. Żywność, która może być przyczyną wielu groźnych chorób, nie może być nazywana „zwykłą” i „normalną”, jeśli chcemy zdrowo jeść!

Odwróceniu muszą ulec również proporcje – poprzez wycofanie dotacji do wielkoobszarowego rolnictwa i masowej hodowli, pora uczynić produkcję niezdrowej żywności po prostu nieopłacalną. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie dopłacał z własnej kieszeni do trucia konsumentów, teraz czyni to jedynie dlatego, że jest to po prostu finansowo opłacalne, a poziom świadomości etycznej producentów jest niski (wszak produkują na sprzedaż, nie dla siebie).

Pamiętajmy, że jako konsumenci żywności głosujemy naszymi codziennymi decyzjami zakupowymi i naszym portfelem, skuteczniej niż w jakikolwiek inny sposób. Masowo nie godząc się na zatruwanie nas żywnością pełną chemii poprzez ograniczenie zakupów możemy wywrzeć istotny wpływ na producentów i zmusić ich do zmiany zachowań, a państwo i instytucje wspólnotowe do zmiany polityki rolnej i systemu wspierania rolnictwa dotacjami.

Pamiętajmy, że prawdą jest przysłowie „jesteś tym, co jesz”. Żywność jest najlepszym środkiem profilaktycznym i leczniczym jaki istnieje na Ziemi, pod tym wszakże warunkiem, że jest z natury i założenia zdrowa, lokalna, świeża i dostępna dla wszystkich.

Bogactwo wokół nas

Jedną z najważniejszych zasad obowiązujących w permakulturze jest właściwe korzystanie z surowców. Wiedzą to dobrze ekolodzy i miłośnicy permakultury i świadomość tego w społeczeństwach też rośnie – któż bowiem nie słyszał o surowcach odnawialnych i odnawialnych źródłach energii?

Wiemy, że drewno, słoma, biomasa, etanol to surowce odnawialne, a ropa, węgiel i gaz do takich nie należą. Korzystając z surowców odnawialnych czujemy się dobrze, bo działamy na korzyść nas i naszej planety.

Płonące polana w efektywnym palenisku pieca nie emitują zanieczyszczeń i nie są źródłem smogu.

Czy jednak zawsze? Czy odnawialny surowiec, który przypłynął do nas statkiem z Chin, lub przemierzył wzdłuż Europę w przepastnych czeluściach TIR’a jest nadal odnawialny? Na to pytanie może odpowiedzieć jedynie pełny audyt energii, jaka została zużyta w procesie produkcji i transportu, na wszystkich etapach, porównany z okresem żywotności produktu, czyli czasem przez jaki będzie nam służył. Każdy transport surowca zwiększa jego ślad węglowy, a przy rosnących problemach na rynku paliw czyni w większości przypadków takie surowce nieodnawialnymi. Więcej bowiem energii pochłania ich transport, niż często wytworzenie ich na miejscu, lub skorzystanie z surowców na miejscu dostępnych.

Często nasze wybory decydują o tym, czy coś można uznać za odnawialne, czy też nie. Przypomina się historia o pasjonatach permakultury, którzy pojechali na kurs czy też warsztaty, gdzie przez dwa dni uczyli się, jak budować gliniany piec kopułkowy (tzw. cob oven). Uzbrojeni w nową wiedzę, postanowili taki piec zbudować u siebie. Wkrótce okazało się jednak, że na ich działce całkowicie brak gliny, a ponieważ nie uprawiali zbóż, słomę też trzeba było sprowadzić. Dla kogoś, kto bardzo chce być „perma” i „eko” za nic takie przeszkody. I glinę, i słomę sprowadzili, i piec pobudowali. Nie pomyśleli jednak o tym, że żyją w miejscu, gdzie spada 500 mm deszczu rocznie i gliniano-słomiany piec po prostu tego nie zniesie. Wykazali się jednak refleksem, i po pierwszej ulewie wybudowali nad piecem sporawy metalowy dach, aby swoje dzieło ochronić. Cała ta inwestycja powstała z przywiezionych z daleka surowców, a gdyby się tylko rozejrzeli dokoła, zobaczyliby stosy kamieni przez lata wyorywanych z okolicznych pól, z których z powodzeniem zbudować mogliby piec równie funkcjonalny i niewymagający blaszanego dachu.

W leśnym siedlisku drewno jest najlepszym odnawialnym surowcem energetycznym.

Osiedlając się wśród lasów, nie buduj domów ze słomy, czy też konopi, buduj dom z bali lub w technice cordwood (z polan opałowych, jak nasi przodkowie na kresach wschodnich)! Z tego co rośnie na Twojej działce lub w jej najbliższym sąsiedztwie, z tego, o co sam możesz zadbać, aby było odnawialne. Posadź więcej drzew niż zużyto na budowę Twojego nowego domu. To jest właściwe spojrzenie na odnawialne surowce. Żyjąc z kolei pośród uprawnych pól, gdzie słomy jest w bród, buduj z niej do woli. Nie zapominaj jednak o tym, aby glebie zwracać żyzność z niej pobraną i stroń od wielkoobszarowych upraw monokulturowych, uprawianych z udziałem biocydów (chemicznych środków ochrony roślin).

Aby żyć w sposób zrównoważony, powinniśmy nauczyć się dostrzegać elementy, które występują w naszym najbliższym otoczeniu i nauczyć się z nich korzystać w taki sposób, aby nie zubażać środowiska, a co więcej, o ile to możliwe, przyczyniać się stale do poprawy jego kondycji. Ekosystem bowiem, który ma zdolność regeneracji, jest źródłem nieskończonego bogactwa dla nas i dla przyszłych pokoleń, bez szkody dla Ziemi.

 

 

Realna Permakultura – Stronę prowadzi Wojciech Górny. Certyfikat projektanta Permaculture Research Institute of Australia nr 6538