Najczęściej zadawane pytanie, czyli gdzie kupuję nasiona.

Jak co roku rozpoczął się właśnie sezon na najczęściej zadawane mi przez Was pytania:

– gdzie najlepiej kupować nasiona?

– gdzie kupić nasiona ekologiczne?

– gdzie kupujesz nasiona?

Ponieważ pytań takich jest sporo, postanowiłem moje odpowiedzi zawrzeć w jednym artykule.

Zacznijmy od podstawowej wiedzy o klasyfikacji i nazewnictwie nasion.

Zdecydowana większość z Was zadaje mi te pytania z obawy o GMO. Tymczasem, nasion GMO w Polsce ze świecą szukać. Mam na myśli nasiona roślin, które uprawiamy w przydomowym warzywniku. Gdyby ktoś jednak się uparł, może GMO nabyć, wysyłkowo, z zagranicy. Jednakże szanse, że w sklepie ogrodniczym kupimy nasiona warzyw lub owoców modyfikowanych genetycznie są zerowe. Nasiona takie zresztą byłyby wyraźnie oznakowane, obawy takie są więc bezprzedmiotowe.

Istnieje minimalne ryzyko nabycia nasion roślin genetycznie modyfikowanych, kupionych przez osoby prywatne na internetowych aukcjach, szczególnie w Azji. Zazwyczaj rośliny takie przejawiają niezwykłe właściwości – nienaturalne kolory, zapach, kształt czy smak. Czasami tak jak “złoty ryż” zawiera zwiększoną dawkę witaminy A. Pomidory o niemal czarnym wnętrzu, uzyskanym poprzez wszczepienie genów lwiej paszczy, mają podobno właściwości antynowotworowe. Żadne jednak z tych nasion nie są dostępne w Polsce w legalnym obrocie. Nie dajmy się zwieść “dziwactwom” o ile nie jesteśmy pewni że są wytworem natury, a ze stuprocentową pewnością unikniemy siania nasion roślin genetycznie modyfikowanych.  Powiedzcie “nie” winogronojabłkom, śliwkomorelom, cytrynopomidorom i mrozoodpornym truskawkom z genami ryb podbiegunowych!

Jako ciekawostkę dodam – czy wiecie, że zmodyfikowana genetycznie w Polsce sałata produkuje szczepionkę na zapalenie wątroby typu B …..?

Drugą kategorią nasion, które budzą Wasze obawy są krzyżówki, czyli tak zwane F1. Krzyżówki są tak stare jak życie na ziemi, są obok mutacji jednym z podstawowych narzędzi ewolucji. Krzyżówka to po prostu potomstwo dwóch różnych odmian. Rośliny krzyżuje się w celu osiągnięcia określonego efektu – na przykład jedno z rodziców jest odporne na choroby, drugie dobrze plonuje, ich dziecię ma szansę posiadać obie te cechy. Problem z odmianami F1 jest taki, że z kolei ich potomstwo nie jest jednolite, nie dziedziczą wszystkich cech rośliny matecznej. Dlatego też nie ma sensu zachowywać ich nasion do siewu w przyszłym roku. Poza tym, z punktu widzenia tak zwanej ekologii, są to nasiona całkowicie bezpieczne.

Trzecia kategoria to nasiona odmian ustalonych, czyli takich, których potomstwo dziedziczy cechy rodziców. Są to najlepsze nasiona do uprawy we własnym ogrodzie, jeśli planujemy przestać kupować nasiona i siać własne. Warunek tutaj jest jeden – nie wolno dopuścić do tego, aby podobne odmiany w naszym ogrodzie same się pozapylały krzyżowo, gdyż wtedy uzyskamy nasiona …F1.

Wielu z Was pyta o nasiona ekologiczne. Termin ten oznacza tyle, że nasiona takie pochodzą z uprawy posiadającej odpowiedni certyfikat, czyli rośliny, które je wydały uprawiane były bez nawozów sztucznych i chemicznych oprysków. Jednakże, nasiona ogórka odmiany Dar z uprawy ekologicznej nie różnią się niczym od nasion ogórka odmiany Dar z uprawy konwencjonalnej. Najprawdopodobniej nie dostrzeżemy żadnej różnicy pomiędzy potomnymi roślinami ani we wzroście, ani w plonowaniu. Muszę nadmienić, że niektórzy twierdzą, że nasiona ekologiczne zazwyczaj charakteryzują się naturalną zwiększoną odpornością nasion na porażenia chorobami grzybowymi, a powstałe rośliny mniej atakowane są przez szkodniki i choroby. Ja takiej zależności nie stwierdziłem. Co więcej, kilkukrotnie zetknąłem się z sytuacją odwrotną, gdzie nasiona z certyfikatem ekologicznym cechowały się bardzo niską siłą kiełkowania i dużą ilością zanieczyszczeń. Zawsze dotyczyło to nasion sprzedawanych przez konkretne gospodarstwo, nie spotkałem się z takim przypadkiem kupując nasiona „eko” czy „bio” konfekcjonowane przez większą firmę.

W powszechnej opinii funkcjonuje też termin „nasiona starych odmian”.  To, czy dana odmiana jest stara, jest bardzo względne. Ile lat musi istnieć odmiana, aby uznać ją za „starą”? A może chodzi o odmiany, które były kiedyś uprawiane, ale przestano je masowo uprawiać? Ja się przychylam raczej do tej drugiej opcji, z tym, że nazywam takie odmiany nie „starymi”, a ginącymi. Z uwagi na podtrzymanie bioróżnorodności warto takie odmiany hodować, właśnie po to, aby nie zginęły. Jakie odmiany uznaję za ginące? Te, które w oficjalnym rejestrze COBORU figurują jako odmiany regionalne, odmiany amatorskie, lub w ogóle nie figurują. Nie szukam celowo nasion takich odmian, ale gdy przy okazji na takie natrafię, często daję im szansę w swoim ogrodzie. Jeśli interesują Cię takie nasiona, odwiedź stronę: https://bankgenow.edu.pl/zamow-obiekty/ lub inny renomowany bank nasion.

Ostatnią kategorią o jakiej chcę wspomnieć są nasiona z najbliższego sąsiedztwa własnej działki. Wyhodowane w najbliższej okolicy są najlepiej przystosowane do warunków klimatycznych i glebowych jakie mamy u siebie. Oczywiście na najwyższym stopniu podium znajdują się nasiona własne, szczególnie jeśli zbierane były przez kilka lat, równocześnie poddawane selekcji. Niejednokrotnie doskonałe wyniki uzyskamy siejąc nasiona pozyskane od sąsiadów, najlepiej, jeśli towarzyszy im historia uprawy od wielu, wielu lat. Doskonałym źródłem pozyskania cennych gatunków i odmian jest lokalna wymiana nasion. Nie tylko wspiera bioróżnorodność, ale umożliwia wymianę doświadczeń oraz nawiązanie kontaktów z innymi pasjonatami z okolicy. Początkujących muszę jednak przestrzec, aby nie polegali wyłącznie na nasionach z takiej wymiany – nie każdy z jej uczestników ma dość wiedzy, aby zadbać o czystość nasion, o ich właściwe przechowywanie czy oznaczenie. Dlatego wymiana nasion może przynieść czasami efekty nieoczekiwane, a nawet takie, że nasiona nie wykiełkują. Chciałbym abyśmy się dobrze zrozumieli – gorąco popieram wymianę nasion i niezmiennie do niej zachęcam, ale jak mówi jedna z permakulturowych zasad: nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka 😉 Poza nasionami z wymiany, miej i takie „ze sklepu”.

Gdzie więc kupuję nasiona? W pierwszym rzędzie, staram się zbierać własne, szczególnie z tych roślin, które najbardziej lubię uprawiać w swoim ogrodzie. Poza tym, lwią część stanowią nasiona zakupione w sklepach ogrodniczych (z reguły internetowych), gdzie przy wyborze kieruję się opisem odmiany, a nie tym, czy są to nasiona ekologiczne, czy „zwyczajne”. Są to w 99% nasiona odmian ustalonych, bardzo rzadko kupuję nasiona odmian krzyżówkowych, zasadniczo jedynie wtedy, gdy posiadają jakąś cechę, na której bardzo mi zależy (np. unikalny smak). Biorę też pod uwagę to, jaka firma je sprzedaje. Do tego tematu wrócę za chwilę. Jeżeli więc chcę wiosną wysiać odmianę grochu Telefon, znaną i sprawdzoną od dziesięcioleci, to w pierwszej kolejności sprawdzam, ile mam jej nasion z własnego zbioru, a jeśli nie mam, lub mam za mało, dokupuję. Takie nasiona stanowią zdecydowaną większość tego, co sieję. Do tego dochodzą nasiona z wymian, od przyjaciół i na koniec   odrobina ekstrawagancji – coś czego jeszcze nie próbowałem: nasiona kupione na próbę, uprawiane przeze mnie po raz pierwszy, w ramach eksperymentu.

Poza stroną „biologiczną” którą omówiłem szczegółowo powyżej, istnieje również strona „etyczna” biznesu nasiennego. Jak zapewne słyszeliście, światowe korporacje dokładają wszelkich starań, aby z jednej strony objąć prawami patentowymi jak najwięcej odmian, a z drugiej lobbują za zakazem handlu nasionami nie ujętymi w rejestrach. Oczywiście korporacje mają prawo własności większości wpisanych do rejestrów odmian. W moje opinii jest to działalność zbrodnicza – powoduje ogromne straty w bioróżnorodności, wymusza na rolnikach i innych producentach żywności zakup nasion od korporacji oraz ogranicza podstawowe prawa człowieka oraz kpi sobie z praw natury. Nasiona to życie, a żadna korporacja życia nie stworzyła, żaden człowiek go nie stworzył, człowiek potrafi je jedynie modyfikować. Przez dziesiątki tysięcy lat ludzkość pracą tysięcy pokoleń rolników, ogrodników i sadowników wyhodowała niezliczone odmiany roślin jadalnych, warzyw i owoców. Są one wspólnym dorobkiem ludzkości i niech chciwe korporacje trzymają się od tego dziedzictwa z daleka. Z wyżej wymienionych powodów, jeżeli nasiona jakiejś odmiany oferowane są przez kilka firm, to zawsze wybieram te od najbardziej lokalnego dostawcy.

Największe światowe koncerny produkujące trujące pestycydy oraz rolnicze nasiona genetycznie modyfikowanej soi, kukurydzy czy rzepaku dla mydlenia oczu (oraz oczywiście idąc za modą) wypuszczają serie certyfikowanych nasion „eko” czy „bio”. Takich nasion nie kupuję, nie przyjmuję ich również, gdy w ramach ocieplenia wizerunku rozdawane są za darmo. Popieram działania ruchu na rzecz wolnego obrotu nasionami Dr Vandany Shivy (https://seedfreedom.info/) i nie zamierzam wspierać swoimi pieniędzmi firm działających na szkodę Ziemi i ludzi poprzez zagładę bioróżnorodności i ograniczanie praw do wolnej uprawy, zbioru i wymiany nasion lokalnych odmian.Tagi:

Dodaj komentarz