Jestem z pokolenia, które uczyło się, dorastało i kształciło na autorytetach. Mieliśmy swoich Mistrzów i Idoli – ludzi, którzy poprzez książki, wykłady i opowieści innych wyznaczali kierunki myślenia i działania. Nie inaczej było w permakulturze. Jej twórcy, Bill Mollison i David Holmgren, nauczyciele kursów PDC, tacy jak Geoff Lawton czy Larry Korn, a także specjaliści od poszczególnych dziedzin stawali się punktami odniesienia dla całych pokoleń praktyków. Jeśli deszczówka – to Brad Lancaster. Jeśli szara woda – Art Ludwig. Jeśli ogrody leśne – Robert Hart. A jeśli pasywne szklarnie solarne – Jerome Osentowski.
Edukacja zawsze była cichym architektem zmian kulturowych. Kształtuje nie tylko to, co wiemy, ale także sposób, w jaki myślimy, działamy i odnosimy się do otaczającego nas świata. W czasach globalnej niepewności — gdzie degradacja środowiska, fragmentacja społeczna i niestabilność gospodarcza dominują w nagłówkach gazet — edukacja staje się czymś więcej niż narzędziem osobistego rozwoju. Staje się narzędziem regeneracji. Sposób, w jaki nauczamy i uczymy się, określi rodzaj przyszłości, jaką możemy sobie wyobrazić, a co ważniejsze, jaką możemy zbudować.
Gdybym za każdym razem, gdy ktoś w reakcji na relacje z mojego ogrodu, pisze „To się nie opłaca” dostawał dolara, to już dawno jeździłbym Lamborghini. Opłacalność jest względna, szczególnie jeśli rozmawiają ze sobą osoby rozumiejące ją zupełnie inaczej – jedna w kontekście ekonomii kapitalistycznej, druga w kontekście permakulturowego rozumienia plonu, zysku i kapitału. Inne światy, „wojna światów”.
Wszystkim, którzy kiedykolwiek napisali, że uprawa jaką pokazuję, wszystko jedno czego, się „nie opłaca”, dedykuję i polecam ten artykuł, dziękując jednocześnie za inspirację do jego napisania – bez Was by nie powstał!
Niewiele terminów w ogrodniczo-ekologiczno-permakulturowych kręgach wzbudza większy entuzjazm — i dezorientację — niż „ogród permakulturowy”. Jest to określenie przywołujące na myśl obrazy bujnych leśnych ogrodów, dziwacznych spirali ziołowych, kreatywnych systemów kompostowania, kur grzebiących w ściółce i podniszczonych książek z nazwiskami Toby Hemenwaya i Billa Mollisona na okładce. Ale co on tak naprawdę oznacza?
Permakultura to nie tylko sposób projektowania ogrodu czy zarządzania zasobami naturalnymi. To przede wszystkim etyczny sposób życia – praktyczna filozofia, która stawia w centrum człowieka, Ziemię i równowagę między nimi. W obliczu nadchodzących wyborów prezydenckich w Polsce warto zadać sobie pytanie: jak głosować zgodnie z zasadami permakultury? Czy w świecie politycznych iluzji i rozczarowań, wybór ma jeszcze znaczenie?
Pierwsza Dyrektywa permakultury mówi nam, że jedyną etyczną decyzją jest zadbać o los swój i swoich bliskich. Zdecydowana większość z nas realizuje tą zasadę pracując dla dobra swojej rodziny, zarabiając i przez to zapewniając jej godziwe warunki materialne. Może się tak jednak zdarzyć, jak to już zdarzało się w przeszłości, że pieniądz straci wartość, pracy nie będzie, a sklepowe półki świecić będą pustkami. Co wtedy? Czy da się na taką sytuację przygotować? Jak to zrobić w duchu permakultury?
TEOTWAWKI
Skrót „TEOTWAWKI” oznacza „The End Of The World As We Know It” i jest używany do opisania sytuacji, w której dochodzi do ogromnych, radykalnych zmian lub katastrofy, która wywraca dotychczasowy porządek rzeczy do góry nogami. Geneza tego skrótu jest związana z kulturą prepperską i ogólnie z przygotowywaniem się na różne scenariusze zagrożeń, takie jak katastrofy naturalne, konflikty czy kryzysy ekonomiczne.
Wkraczając w rok 2025, globalna społeczność staje w obliczu narastających wyzwań środowiskowych, które wymagają zrównoważonych i regeneratywnych rozwiązań. Permakultura, której podstawą są zasady etyki i projektowania, oferuje holistyczne podejście do uporania się z tymi problemami. W tym krótkim tekście chciałbym omówić realne postanowienia noworoczne zainspirowane podstawowymi zasadami etycznymi permakultury — Troską o Ziemię, Troską o Ludzi i Zwrotem Nadmiaru — oraz jej dwunastoma zasadami projektowania, które mogłyby stanowiąc plan działania dla jednostek i społeczności chcących wspierać działania permakulturowe i zrównoważony rozwój w nadchodzącym roku.
W sercu miasteczka Strychowice grupa sąsiadów zebrała się wokół zakurzonego kawałka ziemi ukrytego między starą biblioteką a torami kolejowymi. Ten kawałek gruntu, kiedyś uważany za jałowy i zapomniany, miał stać się czymś niezwykłym. Pomysł kiełkował od jakiegoś czasu — wszyscy byli zmęczeni uprzejmym machaniem do siebie na ulicy lub zdawkowymi pogawędkami w kolejce do sklepu na rogu. Pragnęli czegoś głębszego, sposobu na poznanie się, integrację rodzin, wyhodowanie czegoś wspólnie w swojej okolicy, poza tym, co we własnych ogródkach i na miejskich trawnikach.
Bardzo wiele osób marzy o tym, aby wyprowadzić się z bloku do swojego własnego domku na przedmieściach, na wsi, w lesie czy w górach. Szukają więc działek, siedlisk, gospodarstw, nieruchomości takich, aby przypadły im do gustu i na które ich stać. A jak to wygląda w permakulturze? Jakie kryteria są najważniejsze dla osób, których celem jest głównie samowystarczalność na własnej ziemi? Jakie cechy powinna mieć idealna działka permakulturowa?
Mówi się, że błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi, z drugiej strony również mówi się, że lepiej się uczyć na cudzych błędach. Jakiś czas temu pisałem o najczęstszych błędach permakulturowych projektantów, a dziś przyjrzyjmy się najczęstszym błędom popełnianym przez początkujących permakulturowych ogrodników. Postaram się opowiedzieć o nich w skrócie, jak również zasugerować, jak ich unikać.